Strona główna » Aktualności » Emocje do ostatnich sekund – mama Ania

Emocje do ostatnich sekund – mama Ania

Data publikacji: 07-01-2012 23:07



„To było coś nieprawdopodobnego, te wybuchy szalonego śmiechu, uściski z obcymi ludźmi i w drodze powrotnej pomruk szczęścia nad całymi Błoniami! Warto było!” – tak wspomina 14 grudnia pani Ania, która na meczu Wisły z Twente znalazła się dzięki swojemu synowi.

Fot. Daniel Gołda Fot. Daniel Gołda

Czuję, że chciałabym opowiedzieć o moim kibicowaniu Wiśle szczególnie w czasie ostatnich jej  poczynań w pucharach Ligi Europejskiej. Jestem rodowitą krakowianką i od zawsze cała moja rodzina kibicuje Wiśle Kraków.

Po 11 latach nieobecności na stadionie Wisły zostałam zaproszona na mecz z Fulham przez mojego 21 letniego syna, fanatycznego kibica, w ramach prezentu na moje 49. urodziny. Chętnie się wybrałam, bo ciekawił mnie nie tylko mecz, ale i nowy stadion . Jaki to był mecz – każdy wie i był to dla mnie super prezent – wygrany mecz, sympatyczna atmosfera, niesamowity doping!  Mój syn i jego koledzy szczerze uznali, że to pewnie ja na stadionie przyniosłam szczęście. Bardzo to miłe!

Gdy nadszedł mecz z Twente bez takiego wielkiego już entuzjazmu, ale ponieważ obiecałam, w starym całkiem młodzieżowym składzie, owinięta szalikiem w barwach, stanęłam na trybunie. Czułam, że nie mogę odmówić.

Wtedy wszystko się zaczęło, doping, śpiewy, które uwielbiam, dobra gra, nieprawdopodobne zwycięstwo i tak po babsku ogarnęła mnie ogromna pretensja do losu, że to jednak na nic, bo smsy napływające z domu podawały wynik drugiego meczu na bieżąco. Nawet w tym rozżaleniu zgłosiłam chęć wyjścia ciut wcześniej ale „to nie przeszło”, więc grzecznie czekałam i ten CUD nadszedł. Podobno to znów moja osoba zadziałała . Obojętne co, ale stało się! To było coś nieprawdopodobnego, te wybuchy szalonego śmiechu, uściski z obcymi ludźmi i w drodze powrotnej pomruk szczęścia nad całymi Błoniami! Warto było!

Jak tylko odzyskałam słuch i głos, dzwoniłam do przyjaciół w Gdańsku, żeby podzielić się z nimi tym naszym krakowskim szczęściem. Czegoś takiego nie przeżyłam, mimo iż już trochę lat mam.

Jako tej „przynoszącej szczęście” obiecano mi zakup karnetu na całą  rundę wiosenną, ale obawiam się, że dla losu to już może być za duże wyzwanie, więc pozostanę przy meczach Ligi Europejskiej.

Życzę sukcesów i proszę o więcej.

                                                                                                                                                

Każdy z kibiców Wisły może podzielić się swoimi wspomnieniami z magicznego wieczoru 14 grudnia. Gdzie oglądaliście mecz, od kogo dowiedzieliście się o golu dla Odense, jak cieszyliście się po awansie Białej Gwiazdy do fazy pucharowej Ligi Europejskiej? Najciekawsze z Waszych opowieści opublikujemy na oficjalnej stronie Wisły, a najlepsze z nich nagrodzimy! Wasze wspomnienia przysyłajcie na adres redakcja@wisla.krakow.pl w tytule maila koniecznie wpisując "Emocje do ostatnich sekund" i pisząc, jak mamy podpisać Wasze wspomnienie, jeśli zostanie ono opublikowane.

Biuro Prasowe Wisły Kraków SA



do góry strony