Aktualności
OSTATNIE NEWSY.
Daniec: Wygra Wisła – bo tak ma być!
Data publikacji: 03-10-2013 21:20Marcin Daniec to jeden z najlepszych polskich satyryków, to także największy kibic piłki nożnej i Wisły Kraków.
„Moja pani manager kilka miesięcy temu zaplanowała mi w piątek występ w Krośnie, w sobotę w Kaliszu, a w niedzielę w Łodzi. Nie ukrywam, że powiedziałem jej od razu, że Łódź musi zaplanować w innym terminie. A ona mnie zapytała dlaczego? Czy można sobie to wyobrazić? Kobiety są nie do zmiany. Jak ona mogła mnie zapytać, dlaczego nie mogę wystąpić 6 października? Potem mnie przeprosiła, kiedy jej powiedziałem, że wtedy gra Wisła z Legią” – tak z uśmiechem na twarzy rozpoczął swoją wypowiedź Daniec.
„Niedzielne spotkanie to dla mnie przede wszystkim święto. Różni ludzie różne rzeczy zawsze mi mówią o Legii, ale dopiero przyjazd warszawskiej drużyny do danego miasta sprawia, że jest nadkomplet na trybunach” – dodał.
Marcin Daniec sam czynnie uprawia sport, w latach młodzieńczych grał w piłkę nożną, a na mecze dojeżdżał nawet... w bagażniku wołgi. Swoją pasję zaszczepił także rodzinie. „Udało mi się nawrócić moją żonę na pozytywne myślenie o piłce nożnej. Pewnego razu zabrałem ją na mecz przy Reymonta, gdzie od razu jej się spodobało Jak długo na Wawelu. Potem nastąpiła cała seria związana z występami reprezentacji Polski. Zabrałem swoją żonę m.in. na mecz Polska – Niemcy i tam się, niestety, kłania Dariusz Dudka. Wychodziliśmy razem po meczu, mnie się zakręciła duża męska łza, a moja żona płakała jak mała dziewczynka. Dziś doszliśmy już do tego, że puszcza mnie bez problemów na mecze Wisły” – twierdzi.
Satyryk znany jest ze swojego porywczego charakteru, jak zatem ogląda się z nim wydarzenia sportowe? „Mecz z Marcinem Dańcem ogląda się bardzo dobrze. Nie mam żadnych hamulców, drę się, wstaję, siadam, klnę, śpiewam głośno, tracę głos, ale to oczywiście na trybunach. Niestety, musiałem stonować na sektorze Silver, a teraz często jestem zapraszany na tak zwanego Golda. W tamtym jakże eleganckim towarzystwie legend Wisły, jak Szymanowski, trzeba się pilnować” - odpowiada.
Daniec od lat przyjaźni się z zawodnikami z Krakowa i jak mówi: „Nie mamy na tyle miejsca i czasu, żeby zmieścić i opisać wszystkie moje znajomości związane z Białą Gwiazdą. Cała Wisła wiele razy była na moim recitalu w filharmonii. Czułem się zaszczycony, występując przed legendami krakowskiej drużyny. Mam kontakt z Maćkiem Żurawskim, Mirkiem Szymkowiakiem. „Szymek” zresztą przestał się ze mną kolegować, bo ograłem go kilka razy w tenisa. Paradoksalnie, ostatni mecz wygrał i już nie zagraliśmy więcej ani razu. Nie chcę tego komentować, ale może dzięki tej rozmowie uda nam się znowu ze sobą zagrać (śmiech)”.
A jak wygląda sytuacja ze znajomymi z Warszawy? „Zawsze, kiedy wygra Legia, dzwoni do mnie Marek Sierocki. Rozmawiając z nim, słyszę w tle kilkunastu facetów i to, że są w doskonałych humorach. Mnie jest wtedy bardzo smutno. Muszę jednak przyznać, że nigdy nie zadzwonił po tym, jak wygrała Wisła. Dziś akurat jechałem w pociągu z przedstawicielami prestiżowej firmy, byli to kibice z Warszawy. Rozmawialiśmy po ludzku, na pożegnanie powiedziałem im, dlaczego musi wygrać Wisła. Użyłem trzech argumentów: po pierwsze - trener Franciszek Smuda zna się na swojej pracy i załatwił nam „nową-starą” Wisłę, po drugie - uciekli nam na sześć punktów, więc tylko zwycięstwo gwarantuje nam walkę o mistrzostwo Polski. Po trzecie: bo tak ma być !” – stwierdza stanowczo.
Jaki zatem będzie wynik w niedzielę? „Mówiąc poważnie, będzie to bardzo trudny mecz. Mimo niepowodzenia w eliminacjach Ligi Mistrzów Legia to dalej bardzo dobra drużyna. Wisła będzie musiała zagrać na najwyższym poziomie, aby wygrać. Mam nadzieję, że sytuacja z Pawłem Brożkiem to zasłona dymna, bo bez niego będzie ciężko wygrać”.
MM
Biuro Prasowe Wisły Kraków SA






















