Strona główna » Aktualności » Czy wiesz, że: Hat-trickowy zawrót głowy!

Czy wiesz, że: Hat-trickowy zawrót głowy!

Data publikacji: 01-12-2016 21:31



Gdy Rafał Boguski po niemal ośmiu latach przerwy zaliczył hat-tricka w meczu z Górnikiem Łęczna, w cyklu „Czy wiesz, że” wspominaliśmy wszystkie trójpaki Wiślaków od powrotu do Ekstraklasy. Na szczęście historia Białej Gwiazdy sięga dużo, dużo dalej, dzięki czemu przy drugim hat-tricku „Bogusia” w drugim kolejnym meczu u siebie możemy wrócić aż do 1948 roku. To właśnie wtedy w annałach zapisał się Józef Kohut, którego wyczyn może zostać wyrównany po ponad 68 latach. Pod warunkiem, że „Dziki” się nie zatrzyma. A w to wierzymy bardzo mocno!


W sobotnim spotkaniu RB9 najpierw strzałem lewą nogą wyrównał stan rywalizacji na 1:1, następnie po trafieniu głową dał Wiśle prowadzenie, aż w końcu praktycznie przesądził o losach wygranej, po szarży przez pół boiska i mierzonym uderzeniu lewą nogą tuż przy słupku. Wisienką na torcie była perfekcyjna asysta, jaką Boguski popisał się przy golu na 5:1, autorstwa Pawła Brożka. Naprawdę trudno wyobrazić sobie lepszy mecz, a seria dwóch hat-tricków w dwóch kolejnych meczach na własnej murawie odbiła się głośnym echem nie tylko wśród fanów polskiej piłki ligowej.

Jednak 68 lat, 2 miesiące i 14 dni temu wiślacki król strzelców z 1948 roku - Józef Kohut zrobił coś, co do dziś nie śniło się żadnemu z graczy spod Wawelu.
 
Strzelec nad strzelcami!
 
Filigranowy napastnik, który rok wcześniej w eliminacjach mistrzostw Polski trafił w trzynastu kolejnych spotkaniach, zdobywając w nich aż 33 (!) gole, w ciągu trzech meczów przy Reymonta dziewięć razy pokonywał bramkarzy Widzewa Łódź, Legii Warszawa i Tarnovii, każdemu z nich aplikując po trzy trafienia!
 
Fantastyczna seria 11-krotnego reprezentanta Polski, który w 26 spotkaniach ówczesnej I ligi zdobył 31 bramek, co do dziś jest powojennym rekordem, zaczęła się 11 lipca 1948 roku. Wówczas to w pojedynku 13. kolejki między Wisłą a Widzewem od 23. do 34. minuty padło sześć goli dla Białej Gwiazdy, z czego aż trzy właśnie autorstwa Kohuta. Starcie to zakończyło się miażdżącym wynikiem 8:0, będącym do dziś najwyższym rezultatem w historii spotkań trzynastokrotnego z czterokrotnym mistrzem kraju. Co ciekawe, pierwszą bramkę Kohut strzelił Stanisławowi Musiałowi - rezerwowemu golkiperowi łodzian, który na boisku pojawił się na trzy minuty, zastępując na chwilę Ignacego Uptasa. Tego za wszelką cenę do gry po zderzeniu z jednym z krakowian próbowali przywrócić medycy gości. Bramkarz Widzewa wrócił między słupki w 24. minucie i do końca pierwszej części mógł nadwyrężyć plecy, aż sześciokrotnie wyciągając futbolówkę z siatki.
 
Podwójny rekord
 
Kohut, który był wychowankiem Nadwiślana Kraków, w kolejnym spotkaniu dwukrotnie ukłuł defensywę Polonii Bytom, zapewniając Białej Gwieździe trzy punkty. Mecz ten odbywał się jednak na Śląsku, zatem nie wliczamy go do serii krakowianina z krwi i kości. Kolejkę później, 8 sierpnia, a więc prawie miesiąc od ostatniego starcia przy Reymonta, Józef Kohut wpisał się na listę strzelców już w 20. sekundzie meczu, dokładając jeszcze dwa trafienia w 24. oraz 85. minucie. Również i w tym przypadku było to do dziś najwyższe zwycięstwo Wiślaków nad piłkarzami ze stolicy. Jakby tego było mało, już tydzień później mierzący 169 cm wzrostu snajper trzykrotnie dziurawił siatkę Tarnovii przy ponad 8 000 widzów skandujących jego nazwisko. Niesamowity rekord stał się faktem, a mecz zakończył się pogromem 6:1, choć to Tarnovia prowadziła już po niespełna minucie.
 
Wiślacki klucz do sukcesu trenera Josefa Kuchynki nie zatrzymał się i na tym osiągnięciu. Po przerwie reprezentacyjnej na mecz z Jugosławią, Kohut wraz z Białą Gwiazdą starł w proch Polonię Warszawa 5:0, samemu notując… Tak jest – czwartego hat-tricka w pięciu meczach! 
 
Powojenny rekord trzech trójpaków u siebie z rzędu, jak również trzech trafień w trzech spotkaniach rozgrywanych na różnych stadionach należy właśnie do wychowanego na Kazimierzu samouka, który przez krakowian był tak uwielbiany, że niemal w całej dzielnicy mógł jeść i pić absolutnie za darmo. Tego samego życzymy Rafałowi Boguskiemu. I nie obrazimy się, jeśli dorówna on jednej z pierwszych wiślackich legend ery powojennej i w liczbie hat-tricków z rzędu!
 
Jakub Pobożniak
Biuro Prasowe Wisły Kraków SA


do góry strony