Strona główna » Aktualności » Człowiek z blizną na głowie

Człowiek z blizną na głowie

Data publikacji: 24-09-2009 19:57



Gdyby normalnemu człowiekowi założyć kilka szwów na rozciętym łuku brwiowym, pewnie byłoby to dla niego spore przeżycie. Arkadiusz Głowacki inaczej podchodzi jednak do tego tematu. „Takie szycia głowy to nie kontuzje” – przekonuje kapitan Białej Gwiazdy.

Fot. Maks Michalczak Fot. Maks Michalczak

Ten materiał ukazał się w 89. numerze newslettera Wisły Kraków.

Chyba nie ma w polskiej lidze piłkarza, którego czoło byłoby tak usłane bliznami. Czoło Głowackiego „ozdobione” jest już tak mocno, że bardziej chyba być nie może. Dowód? Ostatnio, gdy w meczu przeciwko Jagiellonii „Głowa” rozciął sobie głowę, nowej blizny się nie nabawił. „Mam powód do radości, bo przecież nie będę miał kolejnej blizny. Uraz powstał na poprzedniej bliźnie. Stało się tak chyba dlatego, że już trudno o nowe miejsca na moim czole. Nic poważnego w sumie się nie stało” – przekonuje Głowacki. Kapitan Wisły po tym, jak został zniesiony do szatni, nie rozpaczał zbytnio nad swoją kontuzją. „A czym tu się smucić?” – pyta Głowacki i zapewnia, że przyzwyczaił się już do takich drobnych – jak je nazywa - urazów głowy.

Kilka lat temu jeden z krakowskich dziennikarzy zaprezentował „mapę polskich boisk na czole Arkadiusza Głowackiego”. Dziś kapitan Białej Gwiazdy uśmiecha się słysząc o tym pomyśle, ale i przyznaje, że coś w nim jest. „Rzeczywiście, coś w tym jest – parę lat na boisku, parę blizn na czole. Chyba można sobie za pomocą moich blizn odtworzyć niektóre mecze, w których występowałem” – mówi kapitan Wisły. Nic więc chyba dziwnego, że gdy Wisła mecze u siebie gra w Sosnowcu, raz taki uraz musiał się Głowackiemu przytrafić. „Tam mnie jeszcze krwawiącego nie było” – śmieje się Arkadiusz i przy okazji dodaje: „Są sytuacje, w których można zarobić w głowę, albo wręcz sprokurować taką sytuację. W Sosnowcu na przykład była to bardziej moja wina niż wina przeciwnika. W moim przypadku takich sytuacji zdarza się sporo, ale że ja też nie jestem święty, więc nie mam prawa na nie narzekać.”

A które rozcięcia Głowacki wspomina najbardziej boleśnie? „Były dwa takie dosyć duże „tąpnięcia”. Pierwsze w meczu z Zagłębiem Lubin bodajże dwa lata temu, kiedy rozbiłem głowę na głowie Michała Stasiaka. Wcześniejszy uraz miał miejsce w towarzyskim meczu reprezentacji z Grecją. Wtedy też parę gwiazdek zobaczyłem. Te urazy oznaczały sporą ilość założonych szwów i opuchliznę” – odpowiada obrońca Białej Gwiazdy. „Podchodzę do tego w ten sposób, że takie szycia głowy to nie kontuzje. Miałem w życiu już kilka poważniejszych urazów. Te blizny to taki drobny dodatek, na który można się zgodzić” – dodaje.

M. Górski
Biuro Prasowe Wisły Kraków SA


 



do góry strony