Aktualności
OSTATNIE NEWSY.
Chavez: Jestem wdzięczny klubowi za zaufanie
Data publikacji: 05-07-2011 11:48Kiedy Osman Chavez występował z reprezentacją Hondurasu w turnieju o Złoty Puchar, ważyły się losy jego przynależności klubowej. Ostatecznie Honduranin związał się z Białą Gwiazdą na kolejnych 5 lat, ale rozmowy transferowe na linii Wisła-Platense nie należały do najłatwiejszych. „W jednym momencie wydawało się, że wszystko zakończy się pozytywnie, po chwili bardziej prawdopodobne stawało się, że jednak nie zostanę w Wiśle i tak bez końca. Starałem się jednak pozostać spokojny. Wiem, że taki już jest urok negocjacji” – zapewnił stoper Białej Gwiazdy.
Tegoroczne rozgrywki o Złoty Puchar CONCACAF przeszły już do historii. Jak wspominasz udział w tym turnieju?
Jestem zadowolony z nowego doświadczenia, pracy z nowym szkoleniowcem. Mimo, że nie dotarliśmy do finału i nie zdobyliśmy Pucharu, moje wrażenia są pozytywne. Myślę, że reprezentacja Hondurasu zmierza w dobrą stronę i zawodnicy mają duże nadzieje związane z nowymi procesami w kadrze.
Półfinał to sukces reprezentacji Hondurasu, czy może jednak odczuwasz niedosyt? Do gry w finale zabrakło niewiele.
O sukcesie trudno mówić. Sukces byłby wtedy, gdybyśmy awansowali do finału i wznieśli puchar. Ale i tak, jak już mówiłem, moje wrażenia są pozytywne. Wielu młodych zawodników miało okazję zadebiutować w poważniejszych spotkaniach i zagrali bardzo dobrze. Nasza reprezentacja była taką mieszanką doświadczenia i młodości. Myślę, że zostawiliśmy po sobie dobre wrażenie.
Czy któryś z twoich rywali szczególnie ci zaimponował?
Zawodnicy poszczególnych reprezentacji dobrze się znają. Wiem, jakie są zalety napastników z Meksyku, USA czy Gwatemali, bo graliśmy przeciw sobie nie raz. W takiej sytuacji trudno mówić o zaimponowaniu, bo umiejętności rywali znałem już wcześniej.
Jak z twoją formą po turnieju? Nie jesteś już trochę zmęczony piłką? Po zakończeniu sezonu nie miałeś zbyt wiele czasu na odpoczynek, bo grałeś dla Hondurasu, a po meczach w kadrze musiałeś dołączyć do drużyny Roberta Maaskanta.
Nie jest to na pewno łatwe. Jak wspomniałeś, w zasadzie nie miałem w tym roku wakacji. Myślę jednak, że profesjonalny piłkarz powinien być do takich sytuacji przyzwyczajony. Ja dopiero wróciłem z ważnego turnieju, dlatego nie brak mi rytmu meczowego. Czuję się naprawdę bardzo dobrze – silny i gotowy do walki w meczach kwalifikacyjnych do Ligi Mistrzów.
W tym roku dwa ważne dla ciebie wydarzenia zbiegły się w czasie – z jednej strony był to udział w Złotym Pucharze, z drugiej rozmowy na linii Wisła – Platense w sprawie twojego kontraktu. Ostatecznie kluby doszły do porozumienia i podpisałeś już nową umowę z „Białą Gwiazdą”.
Tak, i jestem z tego powodu bardzo szczęśliwy. Miałem takie poczucie, że jeśli tylko dostanę w Wiśle szansę, to ją wykorzystam. Z Bożą pomocą udało mi się zaprezentować z dobrej strony, przeżyć tu wiele dobrych chwil. Zdobyliśmy mistrzostwo, teraz będę miał okazję walczyć o udział w Lidze Mistrzów, która jest czymś cudownym dla sportowca. Jestem wdzięczny klubowi za zaufanie, mam nadzieję, że wykorzystam daną mi szansę.
Negocjacje w sprawie twojego transferu trwały dość długo. Atmosfera była nerwowa?
Rzeczywiście, wszystko trochę się przeciągało. W jednym momencie wydawało się, że wszystko zakończy się pozytywnie, po chwili bardziej prawdopodobne stawało się, że jednak nie zostanę w Wiśle, i tak bez końca. Starałem się jednak pozostać spokojny. Wiem, że taki już jest urok negocjacji – każda strona stara się rozegrać je z korzyścią dla siebie, dlatego czasem trwa to długo.
Ty zostajesz na kolejny sezon w Wiśle, ale już na przykład twój przyjaciel, Andres Rios, pożegnał się z „Białą Gwiazdą”. Żałujesz, że Andres odchodzi z klubu?
Taki już los piłkarza – można się z kimś zaprzyjaźnić, ale potem sprawy zawodowe rozdzielają. Andres był moim przyjacielem, byliśmy braćmi w Chrystusie. Nie było łatwo się pożegnać, ale to naturalna kolej rzeczy. Może w przyszłości nasze ścieżki jeszcze się skrzyżują.
Z Wisły odchodzi Rios, ale liczba Argentyńczyków w klubie pozostanie bez zmian. Czy ty, jako osoba obeznana już nieco z Krakowem i z klubem podejmiesz się roli przewodnika dla Gervasio Nuneza?
(śmiech) Możliwe. Kiedy zawodnik zmienia klub, zawsze potrzebuje jakiegoś wsparcia. Dobrze jest poznać się z takim zawodnikiem i utrzymywać z nim kontakt. Takie wsparcie jest ważne zwłaszcza wtedy, gdy nie mówi się w języku kraju, do którego się jedzie czy choćby po angielsku. Mi na początku bardzo pomogli Junior i Mauro. Teraz wszystko jest już łatwiejsze. Poznałem już nieco Polskę i polską kulturę.
Tomasz Biegański
Biuro Prasowe Wisły Kraków SA






















