Strona główna » Aktualności » Chavez: Dążymy do wielkich celów

Chavez: Dążymy do wielkich celów

Data publikacji: 13-11-2010 11:40



Osman Chavez rozegrał kolejne dobre spotkanie w barwach krakowskiej Wisły. W dużej mierze dzięki niemu żaden z zawodników Legii nie poprawił w piątek swojego dorobku strzeleckiego. Honduranin docenia wagę zwycięstwa nad zespołem ze stolicy, ale przy okazji przestrzega przed nadmiernym optymizmem. „Tak jak po porażce mówiłem, że jeszcze długa droga przed nami, tak nie zmieniam zdania po zwycięstwie. Ciągle jesteśmy w drodze” – stwierdza.

Fot. Maks Michalczak Fot. Maks Michalczak

Co sądzisz o dzisiejszym meczu? Wasz przeciwnik nie grał źle, ale poniósł sromotną klęskę.
Tak, mecz był ciężki. Mierzyliśmy się z dobrą ekipą i po raz kolejny potwierdziło się, że wygrywa ten, kto wykorzystuje stworzone sytuacje. Bo moim zdaniem był to tak naprawdę mecz podobny do tego, który przegraliśmy z Lechem w stosunku 1:4.

Jakie znaczenie ma dzisiejsza wygrana?
Zwycięstwo z Legią jest dla nas bardzo ważne, dodaje wiary w siebie zawodnikom i pokazuje, że myślimy o zrobieniu wielkich rzeczy. Ale tak jak po porażce mówiłem, że jeszcze długa droga przed nami, tak nie zmieniam zdania po zwycięstwie. Ciągle jesteśmy w drodze.

Co Twoim zdaniem przesądziło o zwycięstwie? O tym, że było ono tak przekonujące?
Jedność, jedność wewnątrz zespołu. Byliśmy dzisiaj drużyną walczącą, jeden walczył za drugiego. To ważne, że cały zespół biega, strzela i dąży do jednego celu. Dzisiaj byliśmy zjednoczeni i zdaje się, że dobrze się uzupełnialiśmy. Taka jedność jest bardzo istotna w kontekście wielkich celów, do których dążymy.

Wspominasz o jedności, tymczasem wiele mówiło się w ostatnim czasie o jej braku. O tym, że w Wiśle są podgrupy i gracze z zagranicy nie trzymają się z zawodnikami z Polski.
To nieprawda. Ja w żadnym momencie nie odczuwałem takich podziałów. Nikt też nie próbował mi pokazać, że jestem inny, mówiąc, że nie jestem Polakiem. Być może wcześniej były grupy, ale jeśli nawet, to jest to już dawno za nami. A już na pewno nie odgrywa roli na boisku.

Tomasz Biegański
Biuro Prasowe Wisły Kraków SA
 



do góry strony