Strona główna » Aktualności » Był taki mecz: Wisły na czwórkę!

Był taki mecz: Wisły na czwórkę!

Data publikacji: 29-09-2016 11:03



Cztery stracone do przerwy bramki, cztery niepodyktowane ewidentne karne, cztery trafienia światowej klasy, wynik końcowy 4:4. Co to za spotkanie? Oczywiście starcie dwóch drużyn, które za patronkę mają najdłuższą polską rzekę. Dziś w „Był taki mecz” wracamy do 10 kwietnia 2004 roku i pojedynku Wisła Płock - Wisła Kraków, który na długo zapadł w pamięć kibiców.


Biała Gwiazda przystępowała do tej rywalizacji sześć dni po thrillerze z Amicą Wronki, zakończonym zwycięstwem 2:1 w doliczonym czasie gry. Piłkarze z Krakowa i tym razem nie oszczędzali nerwów swoich sympatyków. Wszystko zaczęło się zgodnie z planem, kiedy to już w 6. minucie Kalu Uche płaskim strzałem zdobył pierwszą bramkę. Dużo lepiej w tej sytuacji mógł zachować się Paweł Kapsa, który jednak później wyrósł na pierwszoplanową postać swojej drużyny. 

Nie ma karnego, jest kontra i remis…
 
Już kilkadziesiąt sekund później na stadionie im. Kazimierza Górskiego powinno zrobić się 0:2. Tomasz Frankowski został w ewidentny sposób sprowadzony do parteru przez Krzysztofa Kazimierczaka, jednak sędzia Zbigniew Marczyk (rok później przedstawiany w prasie już jako Zbigniew M.) nie dopatrzył się przewinienia. Była to pierwsza z sytuacji, w której Wiślacy nie byli w stanie pogodzić się z decyzją arbitra. Krakowianie wykłócali się z rozjemcą meczu, a gospodarze przeprowadzali zabójczą kontrę. Dalekim podaniem w bój posłany został Ireneusz Jeleń, z futbolówką minął się Radosław Majdan i reprezentacyjny napastnik strzałem do pustej bramki wyrównał stan rywalizacji. 
 
Chwilę później po raz kolejny bramkarz Białej Gwiazdy dał się oszukać w dziecinny sposób Jeleniowi i na stadionie im. Kazimierza Górskiego zrobiło się 2:1. Trener Henryk Kasperczak z niedowierzaniem kręcił głową, a było to dopiero preludium do tego, co chwilę później uczynili płocczanie. W 37. minucie spotkania Vahan Gevorgyan klasowym przyjęciem zwiódł Macieja Stolarczyka, po czym wystawił piłkę Dariuszowi Gęsiorowi, a rutynowany pomocnik Nafciarzy strzałem w okienko pokonał Majdana. Nie był to koniec festiwalu płockiej drużyny w pierwszej połowie. Dwie minuty później po dośrodkowaniu Kobylańskiego, Gęsior pokonał Majdana po raz drugi, a Biało-Niebiescy wyszli na trzybramkowe prowadzenie.
 
Sędzia bez gwizdka!
 
Mało który zespół potrafiłby się podnieść, ale Wisła zrobiła to błyskawicznie. Kto wie, co działoby się w drugiej połowie, gdyby już w 41. minucie Mirosław Szymkowiak nie zdobył przepięknego gola, który zmniejszał straty krakowian. Po podaniu od Tomasza Frankowskiego, rozgrywający Białej Gwiazdy nawinął jednego z płockich pomocników i zdjął pajęczynę z okienka bramki Pawła Kapsy. Co więcej, na przerwę Biała Gwiazda mogła schodzić tracąc zaledwie jedno trafienie, lecz w głównej roli pokazał się sędzia Marczyk, który nie zakwalifikował ewidentnej ręki Gevorgyana w polu karnym jako zagrania faul i nie podyktował jedenastki. Ba, Wiślacy mogli nawet remisować, lecz Kapsa w świetnym stylu odbił rzut wolny Tomasza Kłosa. 
 
Podrażniony grą swojego zespołu Henryk Kasperczak już w przerwie dokonał dwóch zmian i na boisku zameldowali się niepamiętani już chyba w Krakowie Edno oraz Martins Ekwueme - ten ostatni musiał stawiać czoła swojemu bratu Emmanuelowi, który zarządzał środkiem pola w biało-niebieskiej koszulce. Już po chwili Białej Gwieździe należał się kolejny rzut karny, ale przewrócenie Jopa w polu karnym to zdaniem arbitra było za mało, by wskazać na wapno. Pierwszą groźną okazję w drugiej części gry miał Maciej Stolarczyk, lecz jego główkę zmierzającą pod poprzeczkę jakimś cudem wybronił Kapsa. Wisła z Krakowia dwoiła się i troiła, aż wreszcie na kwadrans przed końcem Maciej Żurawski przymierzył zza szesnastki w okienko bramki Wisły Płock. Przy Łukasiewicza zrobiło się już tylko 4:3 i napór krakowian wydawał się rosnąć z minuty na minutę. 
 
Remis, mimo oporów… sędziego!
 
Po raz trzeci tuż po strzelonym golu Wisła powinna dostać rzut karny, lecz tym razem Zbigniew Marczyk i jego asystenci stwierdzili, że Tomasz Kłos wcale nie został zaczepiony przez jednego z obrońców. Ciężko jednak nie upaść, gdy rywal na wślizgu podkłada pod nogi swoje… plecy. Jednak i bez pomocy arbitra, bo naprawdę trudno tu o to, by posądzać o takową pana Marczyka, Biała Gwiazda wyrównała jeszcze przed końcem regulaminowego czasu gry. Szymkowiak miękko dośrodkował w pole karne, niesamowicie skoczny Kalu Uche wygrał pojedynek powietrzny z o głowę wyższym rywalem, a Tomasz Frankowski przyjął futbolówkę klatką piersiową i huknął z powietrza nie do obrony! Czwarty piękny gol w meczu i wynik 4:4 - i nie był to koniec!
 
Arbiter doliczył zaledwie dwie minuty, lecz mogły one wystarczyć do tego, by krakowianie zdobyli zwycięskie trafienie. Dwukrotnie jednak po strzałach Uche i Frankowskiego płoccy defensorzy wybijali futbolówkę z linii bramkowej! Biała Gwiazda i tak dokonała niemal niemożliwego, dzięki czemu podtrzymała swoją serię meczów bez porażki. Passa ta zakończyła się dopiero ponad rok później! Oby i tym razem krakowianie wywieźli ze stadionu im. Kazimierza Górskiego punkty, które pozwolą na stworzenie serii, a potem jej utrzymanie tak długo, jak to tylko możliwe. 
 
Wisła Płock - Wisła Kraków 4:4 (4:2)
0:1 Uche 6’
1:1 Jeleń 9’
2:1 Jeleń 17’
3:1 Gęsior 37’
4:1 Gęsior 39’
4:2 Szymkowiak 41’
4:3 Żurawski 76’
4:4 Frankowski 88’
 
Wisła P.: Kapsa - Wasilewski, Jurkowski, Duda, Kazimierczak - Gevorgyan (88’ Jakubowski), Gęsior, E. Ekwueme, Kobylański (61’ Terlecki), Peszko (84’ Janus) - Jeleń

Wisła K.: Majdan - Kłos, Głowacki, Jop, Stolarczyk - Uche, Szymkowiak, Strąk (46’ M. Ekwueme), Piotr Brożek (46’ Edno) - Frankowski, Żurawski
 
Sędziował: Zbigniew Marczyk z Piły
 
Widzów: 7 500
 
Jakub Pobożniak
Biuro Prasowe Wisły Kraków SA


do góry strony