Strona główna » Aktualności » Był taki mecz: Pukając do raju bram

Był taki mecz: Pukając do raju bram

Data publikacji: 24-11-2016 13:01



Choć trudno to sobie wyobrazić, dziś mija pięć lat, trzy miesiące i tydzień od ostatniego dwumeczu Białej Gwiazdy w eliminacjach Ligi Mistrzów. Rywalem zespołu Roberta Maaskanta był oczywiście pamiętny APOEL Nikozja. Dziś w cyklu pt. „Był taki mecz” wracamy pamięcią do pierwszego starcia obu zespołów, uświetnionego nawet hymnem Champions League, który raz jeden został odtworzony na stadionie przy Reymonta.


Wiślacy jak burza przeszli II oraz III rundę eliminacyjną, pokonując odpowiednio Skonto Ryga (3:0 w dwumeczu) oraz najmocniejszą z nierozstawionych ekip przedostatniej rundy - Liteks Łowecz (2:1 na wyjeździe i 3:1 u siebie). Niestety, Białej Gwieździe zabrakło jednego korzystnego rezultatu, by i do ostatniego losowania przystępować z pozycji zespołu rozstawionego. W lepszej sytuacji były ekipy FC Kopenhaga, BATE Borysów, Maccabi Hajfa, Dinamo Zagrzeb oraz APOEL, gdyż to do nich dolosowywany był rywal. Łaskawa (?) ręka Gianniego Infantino połączyła w parę zespół rozstawiony o najniższym współczynniku UEFA z drużyną nierozstawioną o najwyższym współczynniku ze słabszej grupy. Czy jednak APOEL był wówczas słabszy niż Maccabi Hajfa lub BATE Borysów? Eksperci słusznie wskazywali, że optymizm związany z wylosowaniem mistrza Cypru powinien być umiarkowany.

Na start… „Kaszanka”
 
Premierowe starcie, którego stawką był upragniony awans do europejskiej elity, miało odbyć się w Krakowie. Na trzech otwartych na ten mecz trybunach zasiadł komplet widzów, a gdyby stadion został dopuszczony w pełni do użytkowania, zapewne przy Reymonta pojawiłoby się ponad 33 000 fanów. Świadomość rangi spotkania została podkreślona hymnem Ligi Mistrzów, który po raz pierwszy w historii rozbrzmiał w Krakowie. Na murawie w barwach Wisły pojawiło się… 2,5 Polaka - Radosław Sobolewski, Patryk Małecki i posiadający wówczas od niedawna polski paszport Maor Melikson. Jednak gdyby ktoś zarzucał krakowianom, że nie stawiali na krajanów, powinien przyjrzeć się także zespołowi APOEL-u, w którym od pierwszego gwizdka sędziego Stephana Lannoya występował jeden Cypryjczyk - Athos Salomou. Portugalczyk Helio Pinto czekał na obywatelstwo tej śródziemnomorskiej wyspy, a dopiero w drugiej połowie na boisku zameldował się rodak Salomou - Konstantinos Charalambides. W odpowiedzi i Robert Maaskant zwiększył liczbę Polaków, posyłając w bój Cezarego Wilka!
 
 
Złoty strzał Małego!
 
Po okołosportowych smaczkach pora wrócić na boisko. A na nim działo się bardzo dużo. Jako pierwsi bramce Sergeia Pareiki zagrozili goście za sprawą Marcinho i Williama Boaventury. W obu przypadkach górą był estoński bramkarz Białej Gwiazdy. Najlepszą sytuację dla Wisły w pierwszej połowie miał w 22. minucie Patryk Małecki, który po błędzie Dionissisa Chiotisa przelobował greckiego bramkarza, lecz także i bramkę Cypryjczyków. Jeszcze w 44. minucie Genkow po podaniu Meliksona próbował minąć Chiotisa, jednak najbardziej obyty z Ligą Mistrzów zawodnik, jaki wystąpił w tamtym spotkaniu zablokował Bułgara wślizgiem.
 
Pierwsze pół godziny drugiej połowy należało zdecydowanie do Wisły. Najpierw z rzutu wolnego przymierzył Maor Melikson, a futbolówka ostemplowała poprzeczkę. Kibice Białej Gwiazdy złapali się za głowę, a na ich wybuch radości trzeba było czekać do 71. minuty. Wtedy to piłkę po groźnym strzale piętą Ailtona złapał Sergei Pareiko, który dalekim wyrzutem momentalnie uruchomił Gervasio Nuneza. Argentyńczyk poprowadził piłkę dobrych kilkadziesiąt metrów, po czym wypatrzył podłączającego się w tempo Patryka Małeckiego, który w pełnym biegu wpadł w pole karne, położył zwodem jednego z cypryjskich defensorów, zamknął oczy i kropnął w stronę bramki. Piłka o mało nie rozerwała siatki! Chiotis był bez szans, a „Mały” zdjął koszulkę, pokazał wizerunek papieża Jana Pawła II i pobiegł w kierunku wiślackich kibiców. Była to jedna z bardziej pamiętnych „cieszynek”, jakie widzieliśmy przy Reymonta.
 
 
Tak blisko, a tak daleko
 
Zespół Ivana Jovanovicia rzucił się do odrabiania strat, lecz szczelna defensywa Wisły nie dała się zaskoczyć. Na boisku pojawił się nawet Esteban Solari - brat byłego skrzydłowego Realu Madryt i Interu Mediolan Santiago Solariego, jednak i on nie był w stanie pokonać Pareiki. Ostatni gwizdek francuskiego sędziego Stephane’a Lannoy, na co dzień… sprzedawcy gier komputerowych, zabrzmiał po 94. długich minutach. Wiślacy w geście triumfu podnieśli ręce w górę, szykując się już na rewanż w Nikozji. Jak tam potoczyły się losy awansu do Ligi Mistrzów niestety wszyscy pamiętamy… A APOEL, jak się później okazało, dotarł najdalej ze wszystkich rywali, na których Wiślacy mogli trafić w IV rundzie eliminacji LM. Cypryjczycy odpadli dopiero w ćwierćfinale, wyeliminowani przez wielki Real Madryt.
 
17.08.2011, godz. 20.45
Wisła Kraków - APOEL Nikozja 1:0 (0:0)
1:0 Małecki 71’
 
Wisła: Pareiko - Jovanović, Jaliens, Chavez, Diaz - Małecki (90+2’ Kirm), Sobolewski, Nunez, Melikson, Iliew (68’ Wilk) - Genkow
 
APOEL: Chiotis - Salomou, Kontis, Jorge, Boaventura - Trickovski (85’ Solari), Morais, Marcinho (80’ Jahić), Pinto - Manduca (46’ Charalambidis), Almeida
 
Żółte kartki: Jovanović, Jaliens, Małecki - Manduca, Charalambidis
 
Sędziował: Stephane Lannoy z Francji
 
Widzów: 22 545
 
Jakub Pobożniak
Biuro Prasowe Wisły Kraków SA


do góry strony