Strona główna » Aktualności » Był taki mecz: Debiutant mocniejszy od finalisty Pucharu Europy!

Był taki mecz: Debiutant mocniejszy od finalisty Pucharu Europy!

Data publikacji: 06-10-2016 10:14



W sezonie 1976/1977 piłkarze Wisły zakończyli swą przygodę w Pucharze UEFA na 1/16. Punkty stracone w lidze okazały się wówczas nie do odrobienia i Wiślacy zakończyli krajowe rozgrywki na 9. pozycji w tabeli. Rok później jednak po raz pierwszy od 28 lat piłkarze Białej Gwiazdy zdobyli mistrzostwo Polski, za co nagrodą miał być pierwszy w historii występ w Pucharze Europy, dzisiejszym odpowiedniku Ligi Mistrzów.


Podopieczni Oresta Lenczyka, który zaczynał wówczas swoją trenerską karierę, zdominowali ligę w kapitalnym stylu, oczekiwano więc po nich tego samego w europejskich rozgrywkach. Mimo iż w przerwie pomiędzy sezonami z krakowskiej ekipy odeszli Adam Musiał oraz Antoni Szymanowski, skład Białej Gwiazdy robił wrażenie na papierze. Prezesi Wisły jako plan minimum założyli sobie awans do 1/4 finału, a więc do ósemki najlepszych drużyn w Europie. Trener Lenczyk, który do dziś jest rekordzistą jeśli chodzi o liczbę podejść do pracy przy Reymonta, liczył na wylosowanie dobrego rywala już w pierwszej rundzie.

Belgijski rewanż
 
Wiślacy po przegranej rywalizacji dwa lata wcześniej przeciwko RWD Molenbeek szybko dostali okazję do zrewanżowania się zespołowi z ligi belgijskiej. Los na pierwszego rywala krakowian wyznaczył legendarny Club Brugge - finalistę poprzedniego Pucharu Europy. W kadrze Niebiesko-Czarnych grało wówczas aż sześciu reprezentantów Belgii, a ich szkoleniowcem był słynny Austriak - Ernst Happel, uczestnik dwóch mistrzostw świata jako zawodnik, zdobywca brązowego medalu tej imprezy w 1954 roku, a później trenera Feyenoordu oraz reprezentacji Holandii. Co ciekawe, pracę selekcjonera kadry Pomarańczowych Happel doskonale łączył właśnie z posadą w Brugii. Po jego śmierci w 1992 roku jego imieniem nazwano narodowy stadion reprezentacji Austrii.
 
Pierwszy mecz obu ekip zaplanowano na 13 września 1978 roku. Belgijska prasa spodziewała się pewnego zwycięstwa gospodarzy, lecz Wiślacy wysoko zawiesili poprzeczkę. Pierwsza połowa należała jednak do Belgów, którzy dwukrotnie pokonali golkipera Wisły - Stanisława Goneta. Autorami bramek byli Jan Ceulemans i Julien Cools, którzy razem w karierach rozegrali aż 131 meczów w barwach narodowych. Na szczęście dla Białej Gwiazdy, w 80. minucie spotkania gola dającego szansę w rewanżu zdobył Zdzisław Kapka. Wiślacy przed spotkaniem u siebie nie stali na straconej pozycji. 
 
Czterdziestotysięczna euforia!
 
Na trybunach stadionu przy Reymonta zjawiło się około 40 000 osób. Gorąca atmosfera pomogła krakowianom, którzy w 26. minucie za sprawą Kazimierza Kmiecika i jego strzału z linii pola karnego wyszli na prowadzenie. Wynik ten utrzymał się do końca pierwszej połowy, podczas której Wiślacy nie dali pograć gościom. Jednak kilka minut po przerwie świetnym strzałem zza szesnastki popisał się Rene van der Eycken i Stanisław Gonet musiał wyciągnąć piłkę z siatki. 50-krotny reprezentant Belgii - który w latach 2006-2009 był selekcjonerem kadry swojego kraju - doprowadził do wyniku, który premiował graczy z Brugii.
 
Czas upływał, a przy Reymonta nadal było 1:1. Kibice zaczęli już wątpić, lecz wówczas Leszek Lipka zdecydował się na przebojową akcję pod polem karnym gości, wymienił szybkie podanie z Kazimierzem Kmiecikiem i mierzonym strzałem pokonał Birgera Jensena - Duńczyka, który z Club Brugge związany był aż przez 15 sezonów. Gdy wszyscy szykowali się do dogrywki, jeden z belgijskich defensorów z około 35. metra tak niefortunnie wycofał futbolówkę do swojego golkipera, że ta opuściła plac gry. I tym razem sprawdziło się powiedzenie, że z podarowanych przez rywali prezentów często zdobywa się gole. Z rożnego wrzucał Kmiecik, piłkę w niecodzienny i bardzo ekwilibrystyczny sposób zgrał Zbigniew Płaszewski, a Janusz Krupiński odnalazł się w polu karnym najlepiej ze wszystkich zawodników, uprzedził duńskiego bramkarza i wyciągniętą do granic możliwości nogą trącił futbolówkę do siatki, pomimo rozpaczliwej interwencji golkipera. Trybuny eksplodowały z radości, a sędzia Matti Hirviniemi z Finlandii chwilę później zakończył mecz.
 
Finalista Pucharu Europy został odprawiony w pierwszej rundzie! Nic dziwnego, że podczas losowania działacze Nottingham Forest w kuluarowych rozmowach życzyli Wiślakom dojścia do finału i zmierzenia się… ze swoją drużyną. Krakowianie wylosowali Zbrojovkę Brno, którą również zdołali odprawić, lecz później na ich drodze stanęło Malmoe. Przeklęte szwedzkie Malmoe, które zamiast krakowian trafiło do finału, gdzie czekała na nich ekipa… Tak, tak - Nottingham Forest. 
 
Wisła Kraków - Club Brugge 3:1 (1:0) 
1:0 Kmiecik 26'
1:1 van der Eycken 50'
2:1 Lipka 82'
3:1 Krupiński 89'

pierwszy mecz 1:2, awans: Wisła
 
Wisła: Gonet - Motyka (78’ Jałocha), Maculewicz, Budka, Płaszewski - Szymanowski, Kapka, Lipka - Iwan (46’ Krupiński), Kmiecik, Wróbel

Club Brugge: Jensen - Bastijns, Meeuws, Leekens, Volders - Cools, van der Eycken, Verheecke, de Cubber - Courant (46’ Lambert), Ceulemans
 
Sędziował: Matti Hirviniemi z Finlandii
 
Widzów: ok. 40 000 
 
Jakub Pobożniak
Biuro Prasowe Wisły Kraków SA


do góry strony