Strona główna » Aktualności » Boguskiemu czas płynie inaczej

Boguskiemu czas płynie inaczej

Data publikacji: 19-05-2009 23:39



W niedzielę zapewne byłby w Łodzi i grał z ŁKS-em. We wtorek wyszedłby na trening, a w czwartek wyjechał do Gdańska. Tymczasem Rafał Boguski pierwszej połowy meczu z ŁKS-em nawet nie oglądał, rehabilitacja zajmuje mu więcej czasu niż treningi, a do Gdańska na razie nie wie, czy pojedzie.

Fot. Maks Michalczak Fot. Maks Michalczak

Zacznijmy chronologicznie – od niedzieli: "Nie oglądałem pierwszej połowy meczu z ŁKS-em, bo bardzo się denerwowałem" – opowiada Boguski. "Teść oglądał w Łomży i zadzwoniliśmy do niego i to od niego dowiedzieliśmy się, jaki jest wynik. Dowiedziałem się, że Wisła prowadzi 1:0 i wtedy dopiero włączyłem telewizję i już spokojniej oglądałem mecz" – dodaje napastnik Wisły.

Teraz, gdy jego koledzy wychodzą normalnie na treningi, Rafał czas spędza na rehabilitacji. "Normalny człowiek po skręceniu dochodzi do siebie trzy, cztery tygodnie. Ja się cieszę więc, że po dziewięciu dniach mogę normalnie chodzić" – podkreśla zawodnik, ale równocześnie przyznaje, że o normalnym trenowaniu na razie nie ma mowy. Równocześnie z dochodzeniem do zdrowia Boguski dba też o to, aby nie stracić dobrej wydolności, dlatego pobyt w klubie kończy wizytą na siłowni i basenie.

Piłkarz jeszcze nie wie, czy będzie w stanie zagrać w Gdańsku. "Jeśli będzie mnie bolało w dalszym ciągu, to nie wyjdę na trening, bo nie dam rady. Cały czas muszę ćwiczyć i się rehabilitować" – podkreśla Boguski. Rafał na razie nie jest nawet pewien, czy na ostatni mecz ligowy będzie już w pełni formy. "Bardzo bym chciał, żeby mnie wtedy noga nie bolała, ale organizmu nie oszukam" – podkreśla.

Na wypadek jednak, gdyby okazało się, że ból nadal mu doskwiera, a Wisła po meczu ze Śląskiem cieszyłaby się z mistrzostwa Polski, Rafał ma już plan awaryjny. "Jeśli wtedy dalej noga będzie mnie bolała, to będę skakał na jednej" – śmieje się Boguski, a dużo poważniej dodaje: "Na razie myślę o tym, żebyśmy utrzymali  fotel lidera, a później się okaże, czy obronimy tytuł."

M. Górski
Biuro Prasowe Wisły Kraków SA



do góry strony