Strona główna » Aktualności » Baszczyński: Najwspanialsze chwile

Baszczyński: Najwspanialsze chwile

Data publikacji: 27-05-2009 15:00



"To były najwspanialsze chwile w mojej karierze, dlatego jestem dumny i szczęśliwy" - mówił na spotkaniu z dziennikarzami Marcin Baszczyński, który opuści Wisłę Kraków po 9 latach gry dla krakowskiej drużyny.

Fot. Maks Michalczak Fot. Maks Michalczak

Po dziewięciu latach Marcin Baszczyński kończy swoją piłkarską przygodę z Wisłą Kraków. Na spotkaniu z dziennikarzami opowiadał o latach spędzonych w Krakowie i o grze dla Białej Gwiazdy. "Na pewno nie tak sobie to wyobrażałem. Choć z jednej strony, mam nadzieję, że odejdę jako mistrz. Niewiele zostało do zdobycia, jeden punkt. Miałem nadzieję, że dogram tą rundę do końca, bo czułem się fajnie i ta gra była całkiem, całkiem. Niestety, taki los piłkarza, takie rzeczy się zdarzają. Musiałem to przełknąć, choć było mi z tym bardzo ciężko" - mówił Marcin Baszczyński. "Przychodząc do Wisły zakładałem, co bym chciał osiągnąć. Najpierw była mocna postawa plus walka o najwyższe cele. Później ten apetyt rósł i były momenty, gdzie koledzy wyjeżdżali. Ja chciałem zrobić to samo, ale się to nie udało. Na szczęście w Wiśle było w miarę  dobrze, chociaż jakieś lekkie zawirowania były. Cieszę się, że przez tą całą moją karierę mogłem grać o najwyższe cele" - kontynuował. Mimo że obrońca swoją karierę piłkarską zaczynał w Ruchu Chorzów, to podkreślał, że późniejsze jego życie związane było z Wisłą. "Wiem, że w rozmowach będę się zapominał i używał słowa 'mój klub'. To chyba fajnie, bo z mojej strony dla tego klubu należy się szacunek i dziękuję, że w drugą stronę jest podobnie" - zaznaczył "Baszczu. "To były najwspanialsze chwile w mojej karierze, dlatego jestem dumny i szczęśliwy" - podkreślał.

Dziennikarze zapytali obrońcę o pierwszy mecz w barwach Wisły. "Pamiętam pierwszy mecz doskonale. Pamiętam nawet wypowiedź trenera Lenczyka, że Baszczyński dobrze grał, ale tylko do głowy. Użył takiego sformułowania, bo już w pierwszym meczu pokazałem swój temperament, ale na szczęście i wynik był dobry, i gra, poza jednym incydentem, ok" - mówił z uśmiechem. "Jest bardzo dużo meczów, które będę pamiętał. Też mam je podzielone w głowie na te lepsze, gorsze, dziwne, na te, których powinienem nie pamiętać, a pamiętam" - dodał. Jednym z takich meczów był pamiętny pojedynek z Realem Saragossą w europejskich pucharach. Wisła po dramatycznym meczu i rzutach karnych pokonała Hiszpanów, ale dla Baszczyńskiego nie było to dobre spotkanie - strzelił wtedy bramkę samobójczą i nie wykorzystał karnego. "Określiłbym to jako przełomowy mecz. Zakończył się naszym zwycięstwem, abstrahując od moich wyczynów na boisku. Później zawiązała się jakaś więź z kibicami, po tak nieudanym meczu dla mnie, choć udanym dla drużyny" - powiedział piłkarz.

Marcin Baszczyński jest jednym z tych piłkarzy, którzy stali się symbolami Wisły Kraków. "Nigdy tak tego nie odbierałem i tak w zasadzie nie dociera to do mnie, że tak naprawdę jest. Cieszy mnie to, jest to dla mnie naprawdę duże wyróżnienie. Przez cały ten okres ludzie związani z Wisłą i z Krakowem plus kibice Białej Gwiazdy zawsze traktowali mnie super" - mówił wzruszony. "Czekam jeszcze na pożegnanie z kibicami. Mam nadzieję, że w sobotę będzie fajna impreza na stadionie. Nie mogę się doczekać" - stwierdził. Piłkarz na spotkaniu z kibicami obiecał im imprezę pożegnalną. Słowa zamierza oczywiście dotrzymać. "Muszę znaleźć jakiś dobry termin, żeby to doszło do skutku. Na meczu na pewno podejdę do sektora" - obiecał.
 

Nie tylko kibice pamiętają o Marcinie Baszczyńskim. Przed meczem z Legią Warszawa pozostali piłkarze Wisły Kraków wyszli na rozgrzewkę w koszulkach z numerem 4 i napisem "Legenda". "Bardzo się wzruszyłem, tym bardziej, że oglądałem to w pokoju hotelowym po operacji. To był mocny zastrzyk energii dla mnie i super chwila. Już dziękowałem chłopakom, ale zrobię to jeszcze raz, oficjalnie. To naprawdę fajny gest, porównywalny, a być może nawet większy, z największymi sukcesami, które osiągnąłem. To chyba najważniejsze, kiedy ma się taki szacunek u najbliższych współpracowników" - przyznał Wiślak.

Pytany o to, czy czuje żal, że nie mógł wcześniej wyjechać za granicę, Marcin Baszczyński odpowiedział: "Żal odpłynął już dość dawno. Wydaje mi się, że jestem gotowy na te ostatnie dni i mecz, ale chyba tak do końca nie jest. Na pewno mocno będę wzruszony, już jestem. Boję się, że mogę zachować się jak baba, przepraszam wszystkie panie" - mówił piłkarz. "Prezes mógłby zejść z tych pieniążków wcześniej, ale tak nie było. Grałem profesjonalnie do końca. Przypłaciłem to zdrowiem, ale już taki mam charakter i nie żałuję tego" - dodał.

Czy "Baszczu" widzi siebie w przyszłości w jakiejś roli w Wiśle? "Najbardziej jako kibica, bo nieraz pewnie odwiedzę stadion Wisły" - odpowiedział ze śmiechem. "Zobaczymy, co będzie ze mną i jak długo będę mógł grać w piłkę. Teraz też się wydawało, że jestem niezniszczalny, a tu jedno tąpnięcie i nagle to spojrzenie się zmienia. Wszystko zależy od zdrowia i mojej formy. Będę stawiał sobie wysoko poprzeczkę i jeśli coś będzie nie tak, to zakończę grę w piłkę po dwóch latach. Jeżeli moja forma będzie wysoka, to może czegoś jeszcze poszukam. A co do Wisły, to tu się trudno i ciężko pracuje, szczególnie na niektórych stanowiskach. Jeśli byłaby taka propozycja, to na pewno długo bym się zastanawiał" - powiedział otwarcie.

Z Krakowa Marcin Baszczyński przenosi się do Grecji, gdzie podpisał dwuletni kontrakt z Atromitosem Ateny. "Finansowo jest ok. To nie są jakieś góry złota, ale byli najbardziej zdeterminowani i chcieli mnie. W zimie już próbowano mnie tam ściągnąć, nie udało się, a po okresie zimowym ponownie zabiegali o mnie. Rozmawiałem z właścicielem klubu, który jest bardzo ambitnym człowiekiem i chce stworzyć coś fajnego. Szukał zawodników z doświadczeniem, jak ja. Bardzo mi się to spodobało i zdecydowałem się" - przyznał Baszczyński podkreślając, że nawet wtedy, kiedy doznał kontuzji, Grecy nie odwrócili się od niego. "Przyjęli ją po piłkarsku. Zaraz w drodze z Gliwic do Krakowa miałem od nich telefon. Współczuli mi, ale dodali, że nie mam się czym przejmować, bo takie rzeczy się zdarzają, że mam się wyleczyć, nie zrezygnują, że czekają na mnie i jeżeli tylko będzie trzeba, to mi pomogą. I tak było. Wysłannik z Grecji był przy mojej operacji, choć zaprzyjaźniony lekarz mówił, że słabo wyglądał, ale stał twardo, bo miał taki nakaz" - śmiał się piłkarz. Zawodnik dodał, że we wrześniu dołączy do niego rodzina. Zdradził również, że pomocą służył mu Krzysztof Warzycha, były piłkarz Ruchu Chorzów Panathinaikosu Ateny. "Można powiedzieć, że ziomal z Chorzowa zachował się dobrze" - podsumował w swoim stylu Marcin Baszczyński. 

Biuro Prasowe Wisły Kraków SA



do góry strony