Strona główna » Aktualności » Baszczyński: Dziękuję za to wszystko

Baszczyński: Dziękuję za to wszystko

Data publikacji: 10-12-2011 03:52



W piątek Wisła mierzyła się z Polonią Warszawa. Wśród przyjezdnych jest kilku byłych Wiślaków. Między innym Marcin Baszczyński, który odszedł z Reymonta do Atromitosu Ateny. Liczył, że tu w Krakowie, kibice o nim nie zapomnieli. Zawodnik nie przeliczył się i jego powrót nie przeszedł bez echa.

Fot. Maks Michalczak Fot. Maks Michalczak

Marcin Baszczyński, grający z numerem 4 na plecach, noszący czerwoną koszulkę z wiślackim herbem to już przeszłość. Przy okazji meczu Białej Gwiazdy ze stołeczną Polonią, popularny „Baszczu” powrócił na Reymonta 22, także z czwórką na plecach, ale już w innych barwach. „To był dla mnie szok i chyba dla całej drużyny, bo nie spodziewałem się takiego powitania. Zaskoczeniem była dla mnie ilość przyśpiewek płynących z trybun. Takie chwile są najważniejsze w mojej karierze piłkarskiej i chyba najbardziej wzruszające. Kibice Wisły byli ze mną we wszystkich ważnych momentach. Jak tak szybko przelecę w pamięci to: samobój, sukcesy, później śmierć mojego taty i teraz powrót tutaj. Życzę każdemu, żeby gdzieś, kiedyś mógł coś takiego przeżyć” – z sentymentem wspominał piłkarz.

Wiele osób widziałoby miejsce w obecnym składzie Wisły dla niego. Sam zawodnik stwierdził, że będąc już w takim wieku raczej w Wiśle ponownie nie zagra, pomimo głośnych nawoływań z trybun.

Około 70 minuty meczu, obrońca Czarnych Koszul miał też swoją okazję do zdobycia bramki: „Dlatego chyba tak słabo strzeliłem. Gdybym strzelił tego gola, zadedykowałbym go kibicom. Chciałem strzelić bramkę, chciałem wypaść w tym meczu jak najlepiej, to są sprawy typowo sportowe. Kibice z resztą mnie tak zapamiętali – jako profesjonalistę a nie udawanego gracza. Robiłem to co do mnie należy” -podsumował Baszczyński.

W przedmeczowym wywiadzie, zawodnik wspomniał o tym, że kto opanuje środek pola wygra spotkanie. W tym meczu mieliśmy bardzo dużo pojedynków właśnie w tej strefie i żaden z piłkarzy nie chciał odstawić nogi, przez co atmosfera na boisku była bardzo napięta. „Fauli było sporo po obu stronach, taka jest piłka, tak się dzisiaj gra. Osobiście wielkiej złośliwości nie widziałem, raczej troszkę takiego „teatru”. Obie drużyny prezentują wysoki poziom w rodzimej lidze, co więcej mecz był o dużą stawkę i nikt się nie oszczędzał” – stwierdził. „W szatni wyróżniony został Tomasz Jodłowiec. Graliśmy z dużą asekuracją i konsekwencją szczególnie w drugiej linii. Pierwsza połowa w naszym wykonaniu była bardzo ciekawa, byliśmy stroną przeważającą, przynajmniej takie odniosłem wrażenie z boiska. To jeden z elementów, który przyniósł nam zwycięstwo” – zaznaczył były zawodnik Białej Gwiazdy.

Różnica między obiema drużynami w tabeli wzrosła z 1 do 4 punktów. Wisła tym razem przegrała i nie udało się wykorzystać szansy by wskoczyć na podium przed przerwą zimową. Zarówno Wisła jak i Polonia miała swoje lepsze ale też i gorsze mecze. „Po niemrawym początku poziom gry był coraz bardziej wyrównany. Pojawiał się problem z meczami wyjazdowymi. Wisła, wiadomo, miała różne momenty, zawirowania, zmiana trenera, który potrzebował wszytko poukładać, uspokoić. W końcu przyniosło to efekt, Biała Gwiazda wróciła na właściwe tory, następnie trochę problemów personalnych, bo chyba „Kazek”… Przepraszam. Trener Moskal. Ja tak już z sympatii i z tego, że razem jeszcze kiedyś graliśmy, miał do dyspozycji tylko 17 zawodników z pola, musiał kombinować z ustawieniem w trakcie meczu. My byliśmy drużyną bardziej stabilną do końca i myślę, że zasłużenie wygraliśmy” – streścił zawodnik Czarnych Koszul.

Marcin zawsze będzie w Krakowie mile widziany i kibice o nim szybko nie zapomną. Dziś po raz kolejny fani Białej Gwiazdy pokazali, że pomimo porażki potrafią się wspaniale bawić na trybunach i być z drużyną na dobre i złe. Oczywiście pamiętajmy, że część przyśpiewek adresowana była nie do piłkarzy Wisły a do jednego człowieka, który pozostawił po sobie na R22 piękny kawałek historii. „Dziękuję za to wszystko co mnie tutaj dzisiaj spotkało.” – zakończył Marcin Baszczyński

Damian Urbaniec
Biuro Prasowe Wisły Kraków SA



do góry strony