Aktualności
OSTATNIE NEWSY.
Strona główna »
Aktualności »
Zieńczuk: Z łezką w oku
Zieńczuk: Z łezką w oku
Data publikacji: 09-08-2008 14:33Kiedy okazało się, że Lechia Gdańsk wróciła do ekstraklasy, jednym z tych, który najbardziej cieszył się z tego sukcesu, był wychowanek gdańskiego klubu - Marek Zieńczuk. Zapytaliśmy się go, jak on wspomina te lata, kiedy grał i kibicował Lechii.
Ten materiał ukazał się w 62. numerze newslettera Białej Gwiazdy.
Jaka była Pana reakcja po tym, kiedy dowiedział się Pan o awansie Lechii?
Bardzo się z tego cieszyłem. Wiele wskazywało na to, że już wcześniej Lechia awansuje, ale nie można było być pewnym. Dopóki piłka była w grze, czekałem na wiadomość o awansie. Ten klub był postawiony na nogi od początku, chłopcy zaczynali od piątej, czy od szóstej ligi. Ja osobiście się cieszę, że poszli tą drogą, że wszystko co złe, zostawili za sobą i teraz nikt nie może powiedzieć złego słowa o klubie. Klub nie jest zamieszany w żadne brudne sprawy, odcina się całkowicie od tego. I z tego jestem zadowolony.
Jakie były Pana początki przygody z Lechią?
Po pierwsze – chciałbym zdementować informację, że jestem wychowankiem Polonii Gdańsk, bo taka pojawia się w większości gazet. Jest to nieprawda. Takie informacje troszkę bolą, bo praktycznie zaczynałem w wieku 7 lat od trampkarzy młodszych Lechii Gdańsk, trenowałem tam 2 lata. Później miałem taki roczny rozbrat z piłką, z różnych powodów. Rzeczywiście, po tym okresie poszedłem do Polonii Gdańsk, ale po 2 latach trener, który mnie wcześniej prowadził, postanowił, że mam wracać z powrotem do Lechii.
Znalazł Pan wtedy czas na to, żeby kibicować Lechii?
Byłem czynnym kibicem, bo oprócz treningów, chodziłem na mecze. Pamiętam starszych zawodników, którzy mi imponowali w tamtym okresie. Byłem praktycznie na każdym meczu, zaliczyłem też kilka meczów wyjazdowych. Ze względu na młody wiek rodzice starali się nie pozwalać mi na tą przygodę z kibicowaniem.
Jak to jest z kibicowaniem w Trójmieście? Czy jest podobnie, jak w Krakowie?
W Gdańsku wszyscy są za Lechią. Myślę, że różnica między Krakowem a Trójmiastem jest duża, bo jeśli chodzi o kibicowanie, to Gdynię i Gdańsk trzeba oddzielić czarną kreską. Nie ma czegoś takiego, jak w Krakowie, że nie można zawiesić sobie szalika na tylnej szybie samochodu, bo ktoś ją wybije. W Gdańsku nie ma chyba kibiców Arki, na tych starych osiedlach w Gdyni nie ma kibiców Lechii, więc jest to zupełnie inny podział.
Utrzymuje Pan kontakt z kolegami z Gdańska?
Odległość jest bardzo duża i oczywiście czasami, kiedy uda mi się być na meczu Lechii jako kibic, spotykam tam swoich dawnych kolegów. Jednak te drogi się rozeszły, oni mają swoje rodziny i ciężko jest się spotykać. Ale spotykamy się w gronie zespołu, z którym kiedyś grałem w Lechii. Mamy taką tradycję, że trener Józef Gładysz, który zdobył teraz wicemistrzostwo Polski juniorów, organizuje co roku Wigilię i spotykamy się praktycznie całą drużyną. Myślę, że jest to bardzo fajny zwyczaj. Wspominamy te młodzieńcze lata, te wyjazdy na obozy. Jest z czego się pośmiać.
Pamięta Pan swoje kibicowskie wyjazdy?
Pamiętam. Były to najczęściej wyjazdy derbowe na stary stadion Arki, przy ulicy Ejsmonda bodajże, gdzie była osławiona „górka”. Nie było wtedy takich przepisów, że wpuszczało się 5% kibiców gości. Był sektor, który zapełnialiśmy zawsze w całości. Siadało tam zawsze ze 2000 kibiców. I pamiętam to miejsce, gdzie spotykaliśmy się na te wyjazdy. Był to deptak w Sopocie przy takiej pijalni „Zagłoba”. Tam się spotykaliśmy i udawaliśmy się na mecze derbowe. Do teraz z łezką w oku wspominam te wyjazdy.
Było wtedy spokojnie?
Były to lata 90. i z tego, co pamiętam, to eskorta policji była w takiej liczbie, że ciężko było o jakieś akcje pozasportowe (śmiech). Ale podczas podróży dochodziło do obrzucania naszej grupy kamieniami z pobliskich bloków. Także tak to wtedy wyglądało.
Czy Marek Zieńczuk był wtedy grzeczny?
Ciężko w takiej dużej grupie być grzecznym (śmiech). Wtedy byłem jeszcze młodym chłopakiem i aż tak w te sprawy się nie angażowałem. Ale to jest już za mną.
Pamięta Pan swój pierwszy mecz w seniorskiej drużynie Lechii?
Tak. Była to chyba 3. albo 4. liga. Wyjazd był dosyć daleki jak na tamte warunki. Przegraliśmy chyba 1:3, ale udało mi się strzelić w tamtym meczu bramkę. Nie podam nazwy tego zespołu, bo tak do końca nie pamiętam, musiałbym sprawdzić. Ale byłem połowicznie zadowolony, bo wiadomo – młody człowiek wchodzi do drużyny seniorów, strzela bramkę, ale jednak przegraliśmy.
Czy grał Pan w barwach Lechii przeciwko Wiśle Kraków?
Grałem. Zdarzyło mi się w Pucharze Polski grać przeciwko Wiśle. Polegliśmy wtedy bodajże 1:3, ale też tak do końca nie pamiętam. Wtedy w Wiśle grał jeszcze bodajże Rysiu Czerwiec i kilku zawodników, którzy stanowili wówczas o sile Białej Gwiazdy. Ja byłem wtedy raczej piłkarzem anonimowym, jeśli chodzi o Polskę.
A czy grał Pan kiedykolwiek przeciwko Lechii?
Nie zdarzyło się to ani razu, z tego co pamiętam. Nawet w meczu sparingowym.
Teraz będzie ten pierwszy raz.
Z tego co wiem, mecz z Lechią będzie w przedostatniej kolejce tej rundy. Zobaczymy, jak to będzie. Sentyment mam duży do Gdańska. Ale jednak jestem zawodnikiem Wisły i z tym klubem też jestem związany. Nie będę robił żadnych wyjątków i będę starał się strzelić bramkę, bo chciałbym, żebyśmy tutaj wygrali. Ale mam nadzieję, że jeszcze będzie mi kiedyś dane strzelać dla Lechii Gdańsk.
Kiedy przechodził Pan do Wisły, czy miało to dla Pana znaczenie, że Biała Gwiazda jest zaprzyjaźniona z Lechią?
Na pewno dla mnie miało to znaczenie, ale piłkarz przy wyborze klubu kieruje się przede wszystkim względami sportowymi. Wisła była na topie, miała wspaniałych kibiców, bardzo przekonała mnie rozmowa z trenerem Kasperczakiem, żeby przyjść do Wisły. Odbyliśmy taką rozmowę telefoniczną i bardzo chciałem pracować z tym szkoleniowcem. Szkoda, że dane mi było tylko pół roku.
Jak Pan myśli, jak poradzi sobie Lechia w tym pierwszym sezonie po powrocie do ekstraklasy?
Cele Lechii nie są na pewno tak ambitne, jak naszego klubu, czyli walka o mistrzostwo Polski i Champions League. Ja bym się cieszył, gdyby Lechia na dłużej pozostała w ekstraklasie. To powinno być dla nich priorytetem. Wiadomo, że pierwszy sezon dla beniaminków jest trudny. Ale wierzę w siłę zespołu. Na pewno nie będą osamotnieni na wyjazdach, bo duża grupa kibiców podróżuje za zespołem i mam nadzieję, że się spokojnie utrzymają.
Czeka Pan na pierwszy mecz przeciwko Lechii?
Czekam. Myślałem, że dane mi będzie pojechać na pierwszy mecz do Gdańska, bo fajnie na pewno by było. Czekałem na terminarz i myślałem, że gdzieś na początku będzie to podróż do Gdańska. Trzeba jednak będzie poczekać do rundy wiosennej, i to do przedostatniej kolejki. Ale fajnie by było świętować mistrzostwo Polski w Gdańsku, to też by była frajda (śmiech). Może życie napisze taki scenariusz...
Aby otrzymywać newsletter Białej Gwiazdy i móc czytać przygotowane przez nas materiały zanim ukażą się one na stronie internetowej, wystarczy zarejestrować się.
Ania M.
Fot. Grzegorz Czop
Biuro Prasowe Wisły Kraków SA
Jaka była Pana reakcja po tym, kiedy dowiedział się Pan o awansie Lechii?
Bardzo się z tego cieszyłem. Wiele wskazywało na to, że już wcześniej Lechia awansuje, ale nie można było być pewnym. Dopóki piłka była w grze, czekałem na wiadomość o awansie. Ten klub był postawiony na nogi od początku, chłopcy zaczynali od piątej, czy od szóstej ligi. Ja osobiście się cieszę, że poszli tą drogą, że wszystko co złe, zostawili za sobą i teraz nikt nie może powiedzieć złego słowa o klubie. Klub nie jest zamieszany w żadne brudne sprawy, odcina się całkowicie od tego. I z tego jestem zadowolony.
Jakie były Pana początki przygody z Lechią?
Po pierwsze – chciałbym zdementować informację, że jestem wychowankiem Polonii Gdańsk, bo taka pojawia się w większości gazet. Jest to nieprawda. Takie informacje troszkę bolą, bo praktycznie zaczynałem w wieku 7 lat od trampkarzy młodszych Lechii Gdańsk, trenowałem tam 2 lata. Później miałem taki roczny rozbrat z piłką, z różnych powodów. Rzeczywiście, po tym okresie poszedłem do Polonii Gdańsk, ale po 2 latach trener, który mnie wcześniej prowadził, postanowił, że mam wracać z powrotem do Lechii.
Znalazł Pan wtedy czas na to, żeby kibicować Lechii?
Byłem czynnym kibicem, bo oprócz treningów, chodziłem na mecze. Pamiętam starszych zawodników, którzy mi imponowali w tamtym okresie. Byłem praktycznie na każdym meczu, zaliczyłem też kilka meczów wyjazdowych. Ze względu na młody wiek rodzice starali się nie pozwalać mi na tą przygodę z kibicowaniem.
Jak to jest z kibicowaniem w Trójmieście? Czy jest podobnie, jak w Krakowie?
W Gdańsku wszyscy są za Lechią. Myślę, że różnica między Krakowem a Trójmiastem jest duża, bo jeśli chodzi o kibicowanie, to Gdynię i Gdańsk trzeba oddzielić czarną kreską. Nie ma czegoś takiego, jak w Krakowie, że nie można zawiesić sobie szalika na tylnej szybie samochodu, bo ktoś ją wybije. W Gdańsku nie ma chyba kibiców Arki, na tych starych osiedlach w Gdyni nie ma kibiców Lechii, więc jest to zupełnie inny podział.
Utrzymuje Pan kontakt z kolegami z Gdańska?
Odległość jest bardzo duża i oczywiście czasami, kiedy uda mi się być na meczu Lechii jako kibic, spotykam tam swoich dawnych kolegów. Jednak te drogi się rozeszły, oni mają swoje rodziny i ciężko jest się spotykać. Ale spotykamy się w gronie zespołu, z którym kiedyś grałem w Lechii. Mamy taką tradycję, że trener Józef Gładysz, który zdobył teraz wicemistrzostwo Polski juniorów, organizuje co roku Wigilię i spotykamy się praktycznie całą drużyną. Myślę, że jest to bardzo fajny zwyczaj. Wspominamy te młodzieńcze lata, te wyjazdy na obozy. Jest z czego się pośmiać.
Pamięta Pan swoje kibicowskie wyjazdy?
Pamiętam. Były to najczęściej wyjazdy derbowe na stary stadion Arki, przy ulicy Ejsmonda bodajże, gdzie była osławiona „górka”. Nie było wtedy takich przepisów, że wpuszczało się 5% kibiców gości. Był sektor, który zapełnialiśmy zawsze w całości. Siadało tam zawsze ze 2000 kibiców. I pamiętam to miejsce, gdzie spotykaliśmy się na te wyjazdy. Był to deptak w Sopocie przy takiej pijalni „Zagłoba”. Tam się spotykaliśmy i udawaliśmy się na mecze derbowe. Do teraz z łezką w oku wspominam te wyjazdy.
Było wtedy spokojnie?
Były to lata 90. i z tego, co pamiętam, to eskorta policji była w takiej liczbie, że ciężko było o jakieś akcje pozasportowe (śmiech). Ale podczas podróży dochodziło do obrzucania naszej grupy kamieniami z pobliskich bloków. Także tak to wtedy wyglądało.
Czy Marek Zieńczuk był wtedy grzeczny?
Ciężko w takiej dużej grupie być grzecznym (śmiech). Wtedy byłem jeszcze młodym chłopakiem i aż tak w te sprawy się nie angażowałem. Ale to jest już za mną.
Pamięta Pan swój pierwszy mecz w seniorskiej drużynie Lechii?
Tak. Była to chyba 3. albo 4. liga. Wyjazd był dosyć daleki jak na tamte warunki. Przegraliśmy chyba 1:3, ale udało mi się strzelić w tamtym meczu bramkę. Nie podam nazwy tego zespołu, bo tak do końca nie pamiętam, musiałbym sprawdzić. Ale byłem połowicznie zadowolony, bo wiadomo – młody człowiek wchodzi do drużyny seniorów, strzela bramkę, ale jednak przegraliśmy.
Czy grał Pan w barwach Lechii przeciwko Wiśle Kraków?
Grałem. Zdarzyło mi się w Pucharze Polski grać przeciwko Wiśle. Polegliśmy wtedy bodajże 1:3, ale też tak do końca nie pamiętam. Wtedy w Wiśle grał jeszcze bodajże Rysiu Czerwiec i kilku zawodników, którzy stanowili wówczas o sile Białej Gwiazdy. Ja byłem wtedy raczej piłkarzem anonimowym, jeśli chodzi o Polskę.
A czy grał Pan kiedykolwiek przeciwko Lechii?
Nie zdarzyło się to ani razu, z tego co pamiętam. Nawet w meczu sparingowym.
Teraz będzie ten pierwszy raz.
Z tego co wiem, mecz z Lechią będzie w przedostatniej kolejce tej rundy. Zobaczymy, jak to będzie. Sentyment mam duży do Gdańska. Ale jednak jestem zawodnikiem Wisły i z tym klubem też jestem związany. Nie będę robił żadnych wyjątków i będę starał się strzelić bramkę, bo chciałbym, żebyśmy tutaj wygrali. Ale mam nadzieję, że jeszcze będzie mi kiedyś dane strzelać dla Lechii Gdańsk.
Kiedy przechodził Pan do Wisły, czy miało to dla Pana znaczenie, że Biała Gwiazda jest zaprzyjaźniona z Lechią?
Na pewno dla mnie miało to znaczenie, ale piłkarz przy wyborze klubu kieruje się przede wszystkim względami sportowymi. Wisła była na topie, miała wspaniałych kibiców, bardzo przekonała mnie rozmowa z trenerem Kasperczakiem, żeby przyjść do Wisły. Odbyliśmy taką rozmowę telefoniczną i bardzo chciałem pracować z tym szkoleniowcem. Szkoda, że dane mi było tylko pół roku.
Jak Pan myśli, jak poradzi sobie Lechia w tym pierwszym sezonie po powrocie do ekstraklasy?
Cele Lechii nie są na pewno tak ambitne, jak naszego klubu, czyli walka o mistrzostwo Polski i Champions League. Ja bym się cieszył, gdyby Lechia na dłużej pozostała w ekstraklasie. To powinno być dla nich priorytetem. Wiadomo, że pierwszy sezon dla beniaminków jest trudny. Ale wierzę w siłę zespołu. Na pewno nie będą osamotnieni na wyjazdach, bo duża grupa kibiców podróżuje za zespołem i mam nadzieję, że się spokojnie utrzymają.
Czeka Pan na pierwszy mecz przeciwko Lechii?
Czekam. Myślałem, że dane mi będzie pojechać na pierwszy mecz do Gdańska, bo fajnie na pewno by było. Czekałem na terminarz i myślałem, że gdzieś na początku będzie to podróż do Gdańska. Trzeba jednak będzie poczekać do rundy wiosennej, i to do przedostatniej kolejki. Ale fajnie by było świętować mistrzostwo Polski w Gdańsku, to też by była frajda (śmiech). Może życie napisze taki scenariusz...
Aby otrzymywać newsletter Białej Gwiazdy i móc czytać przygotowane przez nas materiały zanim ukażą się one na stronie internetowej, wystarczy zarejestrować się.
Ania M.
Fot. Grzegorz Czop
Biuro Prasowe Wisły Kraków SA






















