Aktualności
OSTATNIE NEWSY.
Strona główna »
Aktualności »
Zieńczuk: Musimy obejść się smakiem
Zieńczuk: Musimy obejść się smakiem
Data publikacji: 14-05-2008 02:36Po przegranym spotkaniu finału Pucharu Polski z Legią Marek Zieńczuk przyznał, że Biała Gwiazda nie zagrała porywającego spotkania. Zaznaczył jednak, że to Wisła jako mistrz Polski, jest największym zwycięzcą sezonu.
Czy to najbardziej bolesna porażka tego sezonu?
Ta porażka bardzo boli, bo wiadomo, jaka była stawka tego meczu. Wiadomo jak to jest z karnymi – to zawsze jest loteria. Dziś szczęście nam nie sprzyjało i Legia wygrała, a my musimy się obejść smakiem. Cieszymy się jednak z mistrzostwa Polski, teraz przed nami kolejne cele do realizacji. Na pewno nie będziemy jechali do Krakowa w dobrych nastrojach, ale tak w sporcie jest, że czasem się przegrywa.
Czy na waszą postawę nie wpłynęło to, że Paweł Brożek z powodu kontuzji zszedł już w trakcie rozgrzewki?
Na pewno szkoda, bo Paweł jest bardzo groźnym piłkarzem i z nim na pewno byłoby łatwiej o korzystny wynik w tym spotkaniu. Paweł jednak stwierdził, że nie chce osłabiać drużyny, bo nie był w pełni sił. Liczyliśmy się z tym już w poniedziałek, bo on praktycznie nie trenował, więc była obawa, że nie zagra.
Nie zabrakło trochę w tym meczu waszej gry skrzydłami?
Nie ma co się oszukiwać: nie zagraliśmy porywającego meczu, nie stwarzaliśmy dogodnych sytuacji. I tak jednak można było się pokusić o wygraną, nawet w rzutach karnych. Myślę, że dobrze zagraliśmy w obronie, chociaż stałych fragmentów gry ze strony Legii było za dużo.
Po tym meczu chyba pozostanie kac, bo taka porażka na sam koniec zostaje w pamięci?
Na pewno jakiś kac na pewno pozostanie. Wiemy jednak, że jesteśmy największymi wygranymi w tym sezonie. Wywalczyliśmy ten główny cel, który sobie zakładaliśmy, ale jednak mały niesmak na koniec sezonu pozostanie. Trzeba o tym jak najszybciej zapomnieć i zacząć się przygotowywać do osiągnięcia tych celów, które mamy przed sobą. Żeby grać w Lidze Mistrzów musimy wznieść się na dużo wyży poziom niż to między innymi dziś było.
Sam pan się zdecydował na strzelanie karnych, czy trener Pana namawiał?
Trener mnie nie namawiał. Wiadomo, że każdy z zawodników, który strzela karne, musi wziąć na siebie odpowiedzialność. Ja od tej odpowiedzialności nie uciekam. Wiadomo, ciśnienie w taki meczu jest duże, ale trzeba wierzyć w swoje umiejętności. We Wrocławiu też strzelałem i tam nie zawiodłem. Tym razem loteria nie uśmiechnęła się do nas.
A jak wyglądało ustalanie piątki strzelających?
Trener się pytał, kto się czuje na siłach. Nie było powodu, żebym nie strzelał karnego. Byli zawodnicy, którzy nie chcieli strzelać. Nie powiem, kto to był. Ci, którzy podeszli, postanowili wziąć odpowiedzialność na swoje barki – nie zawsze to wychodzi.
M. Górski
Biuro Prasowe Wisły Kraków SA
Ta porażka bardzo boli, bo wiadomo, jaka była stawka tego meczu. Wiadomo jak to jest z karnymi – to zawsze jest loteria. Dziś szczęście nam nie sprzyjało i Legia wygrała, a my musimy się obejść smakiem. Cieszymy się jednak z mistrzostwa Polski, teraz przed nami kolejne cele do realizacji. Na pewno nie będziemy jechali do Krakowa w dobrych nastrojach, ale tak w sporcie jest, że czasem się przegrywa.
Czy na waszą postawę nie wpłynęło to, że Paweł Brożek z powodu kontuzji zszedł już w trakcie rozgrzewki?
Na pewno szkoda, bo Paweł jest bardzo groźnym piłkarzem i z nim na pewno byłoby łatwiej o korzystny wynik w tym spotkaniu. Paweł jednak stwierdził, że nie chce osłabiać drużyny, bo nie był w pełni sił. Liczyliśmy się z tym już w poniedziałek, bo on praktycznie nie trenował, więc była obawa, że nie zagra.
Nie zabrakło trochę w tym meczu waszej gry skrzydłami?
Nie ma co się oszukiwać: nie zagraliśmy porywającego meczu, nie stwarzaliśmy dogodnych sytuacji. I tak jednak można było się pokusić o wygraną, nawet w rzutach karnych. Myślę, że dobrze zagraliśmy w obronie, chociaż stałych fragmentów gry ze strony Legii było za dużo.
Po tym meczu chyba pozostanie kac, bo taka porażka na sam koniec zostaje w pamięci?
Na pewno jakiś kac na pewno pozostanie. Wiemy jednak, że jesteśmy największymi wygranymi w tym sezonie. Wywalczyliśmy ten główny cel, który sobie zakładaliśmy, ale jednak mały niesmak na koniec sezonu pozostanie. Trzeba o tym jak najszybciej zapomnieć i zacząć się przygotowywać do osiągnięcia tych celów, które mamy przed sobą. Żeby grać w Lidze Mistrzów musimy wznieść się na dużo wyży poziom niż to między innymi dziś było.
Sam pan się zdecydował na strzelanie karnych, czy trener Pana namawiał?
Trener mnie nie namawiał. Wiadomo, że każdy z zawodników, który strzela karne, musi wziąć na siebie odpowiedzialność. Ja od tej odpowiedzialności nie uciekam. Wiadomo, ciśnienie w taki meczu jest duże, ale trzeba wierzyć w swoje umiejętności. We Wrocławiu też strzelałem i tam nie zawiodłem. Tym razem loteria nie uśmiechnęła się do nas.
A jak wyglądało ustalanie piątki strzelających?
Trener się pytał, kto się czuje na siłach. Nie było powodu, żebym nie strzelał karnego. Byli zawodnicy, którzy nie chcieli strzelać. Nie powiem, kto to był. Ci, którzy podeszli, postanowili wziąć odpowiedzialność na swoje barki – nie zawsze to wychodzi.
M. Górski
Biuro Prasowe Wisły Kraków SA






















