Strona główna » Aktualności » Skorża: Będziemy bić się do końca

Skorża: Będziemy bić się do końca

Data publikacji: 05-04-2009 21:19



Trener Wisły Kraków, Maciej Skorża, nie był zadowolony z remisu. "Przyjechaliśmy tu po trzy punkty, taki był nasz plan, którego nie zrealizowaliśmy" - mówił na konferencji po meczu z Lechem Poznań.

"Szkoda, że tak ważny mecz został rozegrany w momencie, kiedy obie drużyny są, można powiedzieć, ciężko ranne. Żadna nie mogła wystąpić w najsilniejszym składzie i była szansa na to, żeby ci co nie grają na codzień w pierwszej jedenastce, zaprezentowali się i wzięli na siebie ciężar zdobywania punktów" - mówił trener Skorża.

"Byliśmy bardzo blisko szczęścia, zabrakło nam chyba 10 minut. Były momenty, kiedy to Lech był groźniejszy, stwarzał okazje pod naszym polem karnym, były momenty, kiedy to my potrafiliśmy się utrzymywać się przy piłce. Mam trochę niedosytu po tej sytuacji, kiedy zdobyliśmy bramkę. Sprokurowaliśmy  bardzo dużo stałych fragmentów gry pod naszą szesnastką. Zabrakło nam trochę konsekwencji i żelaznej dyscypliny. Nie jestem zadowolony z tego wyniku. Przyjechaliśmy tu po trzy punkty, taki był nasz plan, którego nie zrealizowaliśmy" - stwierdził.

"Jeden stały fragment, który Semir Stilić zamienił na bramkę, to był cios dla nas. Nie ma prawa piłka przejść przez mur przy takim fragmencie. Zabrakło nam czasu i sił, i chyba argumentów, by strzelić drugą bramkę. Najgroźniejsze sytuacje stworzyliśmy tak naprawdę na początku meczu. Cóż, mamy dalej 3 punkty straty do lidera. Jest jeszcze osiem spotkań, 24 punkty do zdobycia. Będziemy bić się do końca o obronę tytułu mistrzowskiego" - dodał szkoleniowiec Białej Gwiazdy.

Maciej Skorża przyznał, że myślał nad zdjęciem z boiska Juniora Diaza, który miał już na koncie żółtą kartkę i zagrożony był otrzymaniem drugiej. W końcu w 87. minucie sędzia Hubert Siejewicz pokazał mu drugi żółty kartonik i Diaz musiał opuścić plac gry. "Biłem się cały czas z myślami, bo to była jedyna roszada. Ale patrzyłem na dobrą dyspozycję Sławka Peszki i Marcina Kikuta, którzy cały czas napędzali tą prawą stronę, a Marek Zieńczuk przez cały mecz ciężko pracował i obawiałem się, że może nie poradzić sobie na jakimś odcinku. Z drżącym sercem zdecydowałem się na pozostawienie takiego stanu rzeczy. Wyrównująca bramka nie padła z tamtej strony, więc ciężko mówić, że to zaważyło na wyniku" - powiedział trener mistrzów Polski.

Ania M.
Fot. Grzegorz Czop
Biuro Prasowe Wisły Kraków SA



do góry strony