Strona główna » Aktualności » Singlar: Ocenia mnie żona

Singlar: Ocenia mnie żona

Data publikacji: 11-12-2008 10:42



Pomimo tego, że nie zagrał wielu meczów w poprzedniej rundzie, nie uważa, że był to czas stracony. Miał wtedy czas na to, żeby poobserwować zawodników i styl gry zespołu Białej Gwiazdy. Z Peterem Singlarem rozmawiamy o Wiśle, Krakowie, jego pozasportowych pasjach i żonie, która po każdym meczu nie boi się ocenić gry Petera.

Jesteś w Krakowie prawie pół roku. Udało ci się już zaaklimatyzować?
Tak, jest już coraz lepiej. W Krakowie czuję się dobrze przede wszystkim dlatego, że teraz jest tutaj ze mną moja rodzina. Gdy jest za mną żona i dziecko, to czuję się pewniej. Rodzina dała mi naprawdę dużo energii.

A jak się czujesz w drużynie?
Bardzo dobrze, nie mam żadnych problemów. Nabrałem pewności w mówieniu po polsku, więc czuje się coraz lepiej. Jak czegoś nie rozumiem, to inni zawodnicy zawsze mi wytłumaczą. Wiem, że piłkarze lubią czasem zrobić nowym jakieś „niespodzianki”, ale ja na szczęście nie miałem niczego takiego (śmiech).

Gdy przychodziłeś do Wisły, to na pewno wiele słyszałeś o tym zespole. Czy tak wyobrażałeś sobie klub, zawodników i kibiców?

Tak. Jak przyjechałem, to tak wyobrażałem sobie piłkarzy i relacje, jakie panowały w szatni. Wisła to dobra drużyna, która chce osiągnąć sukces i ma ku temu predyspozycje. Jedyna rywalizacja, jaka jest między nami, to ta o miejsce w pierwszym składzie.

Swoją przygodę zacząłeś od ławki rezerwowych. W niektórych meczach trener Skorża obdarzył cię jednak zaufaniem i wchodziłeś na boisko od pierwszych minut.
I jak się okazuje – przynajmniej w moim przypadku – to dobrze, że w składzie była rotacja (śmiech). Byłem wtedy nowym zawodnikiem i w sumie to dobrze, że nie grałem, bo miałem czas na to, żeby się przystosować i poznać drużynę. Jak poczułem się pewniej, to dostawałem od trenera szanse na to, żeby grać.

W mijającej rundzie grałeś niewiele, ale jakbyś ocenił swoje występy w tych spotkaniach, w których miałeś szansę pokazać się trenerowi?

Nie, nie chcę tego robić. Jestem takim człowiekiem, który nie chce się oceniać. Jak jestem na boisku, to nie zawsze widzę, jakie popełniam błędy. Od ocenianie mnie są ludzie, którzy te mecze oglądają, trenerzy i...moja żona.

I co? Słuchasz porad i uwag żony na temat swojej gry?

Oczywiście, że tak. Ona bardzo dobrze zna się na piłce, bo w końcu siedzi w tym już ponad osiem lat. Wie co i jak (śmiech). Czasem bywa, że ja jej powiem „tak”, a ona „nie” i wtedy jest już zupełnie inna rozmowa (śmiech). Nie ma jednak takiej sytuacji, że w domu rozmawiamy tylko o piłce. Po każdym spotkaniu chwilę sobie porozmawiamy. Ja mówię, jak mi się grało, a ona opowiada, jak ona widziała ten mecz w moim wykonaniu. Natomiast jak ja nie gram, to ona już nie musi tego meczu oglądać (śmiech).

Sezon rozpoczęliście bardzo dobrze i wydawało się, że od początku postawicie się w roli faworyta do kolejnego mistrzostwa. Tymczasem przegraliście mecze z Ruchem Chorzów i Śląskiem Wrocław. Trochę zamazał się obraz zespołu.

Tak, ale czasem po prostu zdarzają się takie mecze. Mieliśmy trudne momenty, ale to już jest sprawa zespołu, jak sobie z tym poradzi. Media dużo się o tym rozpisywały, a to nie pomagało nam na boisku. Jako drużyna musimy grać dalej i wierzę w to, że w następnych spotkaniach, jakie zagramy na wiosnę już nie zaskoczy nas żadna podobna sytuacja. W tym momencie mamy niewielką stratę punktową do lidera i wszystko jest jeszcze możliwe. Ta przewaga punktowa pierwszego zespołu nie jest jeszcze tak duża, żebyśmy mieli nie walczyć o pierwsze miejsce.

Było coś, co zaskoczyło cię najbardziej, jak przyjechałeś do Krakowa?

Czy było coś takiego? Nie...chyba nie. Nie byłem zaskoczony niczym na puls ani na minus.

A jak oceniasz postawę kibiców?

O! To jest właśnie to, co mnie zaskoczyło (śmiech). Miałem okazję występować przed taką publicznością, kiedy grałem w Pucharze UEFA ze Slovanem Liberec. Tu, w Krakowie, to bardzo miłe, kiedy wiesz, że kibice żywią tyle pozytywnych uczuć. Kiedy przegrywaliśmy, to wciąż nam kibicowali i wspierali nas przez cały czas. To dla piłkarzy jest bardzo przyjemne. I to mnie właśnie najbardziej zaskoczyło na plus.

Czy masz jakieś inne zainteresowania oprócz piłki?
Dawniej tak było, że piłka była moją pasją i stawiałem ją na pierwszym miejscu. Teraz już jest zupełnie inaczej, bo najważniejsza jest dla mnie rodzina. Jak mam tylko wolny czas, to spędzam go z dzieckiem i żoną. Jesteśmy bardzo leniwi, a na dodatek żona ma jeszcze jedno dziecko - mnie (śmiech). Natomiast nie mam takich zainteresowań, jak na przykład czytanie książek. Uda mi się przeczytać może jedną na pięć lat, albo jak jadę na ryby, to też raz na pięć lat. Nie mam jakiejś konkretnej pasji.

Zostawmy zatem piłkę. Jak będziesz spędzał święta?
Najpierw z żoną musimy nakupić dużo prezentów (śmiech). Potem jedziemy na jakieś cztery dni do taty, potem spotkamy się z moimi rodzicami i przyjaciółmi. Święta spędzimy w domu, postawimy choinkę i będziemy ją razem ubierać.

Czego ci w takim razie życzyć na święta i Nowy Rok?
Przede wszystkim zdrowia. Zdrowia dla mnie, rodziny, moich znajomych i dla wszystkich, których do tej pory tutaj spotkałem.

Kasia Jeleń, Marta Strączek
Biuro Prasowe Wisły Kraków SA




do góry strony