Strona główna » Aktualności » Rok 2008 Waszym zdaniem

Rok 2008 Waszym zdaniem

Data publikacji: 08-01-2009 10:16



Co było najważniejszym wydarzeniem podczas minionych dwunastu miesięcy według kibiców Wisły? Zdobycie mistrzostwa Polski, pokonanie wielkiej Barcelony i wyjątkowy mecz przyjaźni z Lechią - to tylko niektóre przykłady. Poniżej prezentujemy pięć prac, które wybraliśmy spośród niemal stu nadesłanych.



26 sierpnia 2008 roku... Data którą każdy kibic "Białej Gwiazdy" powinien zapamiętać do końca życia. Dlaczego? Na Reymonta 22 przyjeżdża słynna Barcelona, aby dokończyć dzieła zniszczenia jakie rozpoczęła na Camp Nou... Stało się jednak coś wspaniałego dla nas oraz piłkarzy Wisełki!

Pamiętam ten dzień jak byłby on wczoraj. Koniec wakacji... każdy chodzi przybity myśląc o tym, że to już 26 sierpnia jednak ja wcale się tym nie załamywałem. Chodziłem radosny i szczęśliwy. Znajomi pytali się - "Czy ty oszalałeś? Przecież to już 26 sierpnia, niedługo szkoła nie ma się z czego cieszyć.”

Odpowiedziałem - "Tak oszalałem, dzisiaj gra klub, który kocham..., a data 26 sierpnia może się stać historyczną dla polskiego futbolu."

Czekając na mecz cały dzień nosiłem w sercu "Białą Gwiazdę"  a z koszulką i szalikiem nie rozstawałem się wcale, jednak najbardziej w mojej głowie tkwiły  słowa, które powiedział kiedyś Henryk Reyman - "Ale każdy ma prawo żądać od Was ambitnej i nieustępliwej walki. Nie dopuśćcie do tego, aby ludzie uznali was za niegodnych... podania ręki."

Godzina 20:45... Pierwszy Gwizdek! "Jak długo na Wawelu..." znów napełniło moje serce.  

Minęło już kilka minut, mecz trwa w najlepsze... każda akcja Barcy doprowadza mnie niemal do zawału serca. Co chwilę słyszę takie nazwiska jak Henry, Eto, Puyol czy Xavi... jednak wiem, że nie gra nazwisko na koszulce. I nagle moje serce zaczyna rosnąć... nasi ulubieńcy coraz śmielej atakują bramkę Victora Valdesa, a ja słyszę donośny głos komentatora i doping ABG.... "Podanie na lewą stronę do Marka Zieńczuka, ten przyjmuje i uderza... Piłkę wybija na rzut rożny Valdes!" Krzyczę na cały dom - ''Czemu to nie wpadło?  Ale jeszcze jest szansa bo mamy korner"... I nagle w głośnikach telewizora: "Jirsak dogrywa odchodzącą piłkę... Cleber! Gooool!!!" moje serce wybuchło wtedy jak wulkan, jednak zamiast lawy wylała się radość, która była w moim Białym sercu od pamiętnego meczu z Beitarem.

I nagle...

Koniec meczu!!!  Myślę sobie - "To co było praktycznie niemożliwe jednak udało się zrealizować.”  Dzień po meczu od razu pobrałem z internetu bramkę Clebera i wysyłałem wiadomości znajomym o treści: "Nawet słynna Barcelona, naszej Wisły nie pokona!"

Rok 2008 przyniósł wiele wydarzeń... radosnych i smutnych... ale cieszę się, że mam klub, który Kocham z całego serca i oddał bym dla niego bardzo wiele.



Był to dzień świętowania zwycięskiego sezonu. Kiedy dostałem bilet wejściowy na mecz Wisła - Zagłębie Sosnowiec byłem strasznie zachwycony. Mogłem wejść na ostatni mecz w sezonie 2007/2008 a także świętować razem z piłkarzami Wisły zdobycie 11 Mistrzostwa Polski. Doping na stadionie był niesamowity, oprawa meczu fenomenalna, gdy Cleber strzelił pierwszą bramkę dla Wisły w tym meczu wszyscy cieszyli się niezmiernie, jakby wygrywali z jedną z najlepszych drużyn świata. Doping na stadionie nie ustawał . Po przerwie swoją kolejną, już 22. bramkę w sezonie strzelił niezawodny Paweł Brożek, za parę minut kolejną, już 23. bramkę. Zwycięstwo ostatecznie przypieczętował fantastycznym uderzeniem z 16. metrów Tomas Jirsak. Po ostatnim gwizdku arbitra wszyscy wiwatowali i skandowali imię i nazwisko szkoleniowca Białej Gwiazdy: "Maciej Skorża, Maciej Skorża..." . Następnie piłkarze wbiegli szybko do szatni, a jupitery na stadionie zostały wyłączone. Spiker wymieniał imiona i nazwiska wszystkich piłkarzy oraz sztabu szkoleniowego. Gdy piłkarze wraz ze swoimi dziećmi weszli na murawę, zaczęło się wielkie świętowanie: Piłkarze oraz cały sztab szkoleniowy odebrali mistrzowskie medale, natomiast puchar został wręczony kapitanowi Arkadiusz Głowackiemu. "Złoty But", który pieczętuje najlepszego strzelca Orange Ekstraklasy został wręczony Pawłowi Brożkowi. Kiedy bramy zostały otwarte, wszyscy kibice wybiegli na murawę, by być jak najbliżej piłkarzy w tym zwycięskim dniu. Na koniec były sztuczne ognie a piłkarze śpiewali: "We are the Champions..." .Czułem się wtedy dumny z tego, że jestem Wiślakiem i że nigdy nie opuszczałem Wisły w trudnych sytuacjach. Po Fecie na murawie my, Kibice, poszliśmy na rynek, by tam pod sukiennicami by tam dalej świętować zdominowanie ligi. Trener Skorża podziękował wszystkim kibicom za wspaniały doping na własnym stadionie, tak jak i na wyjazdach. Dla mnie był to najlepszy wieczór mojego życia...



Przez 20 lat mieszkałam w Krakowie. To był dla mnie cudowny czas, czas dzieciństwa. To był czas, w którym dumnie nosiłam szalik Wisły i śpiewałam z kolegami na osiedlu "Jazda, jazda Biała Gwiazda". Nie byłam żadnym kibolem - po prostu kibicem, który kochał Wisłę. Po 20 latach wyprowadziłam się, ale kibicem jest się na całe życie! Jednak miałam pisać o roku 2008. Nie będę ukrywała, że co się w Wiśle działo wiedziałam tylko od siostry, która tam w siatkówkę i ogólnodostępnych informacji.  Może mój mail nie nadaje się do Waszego konkursu, jednak chcę wam opisać niesamowitą niespodziankę, która spotkała mojego synka. Pod choinkę bowiem dostał od mojego brata koszulkę. Koszulka czerwona z białą gwiazdą i jego imieniem! Radość w jego oczach była nieopisana. Wiedział bowiem, co ta gwiazda oznacza! Rośnie następny wierny kibic! Wszystkim zawodnikom i reszcie zespołu życzę powodzenia i wielu wygranych w 2009 roku!



15 listopada 2008 roku – data, na którą czekałem już od ponad miesiąca. I oto nadchodzi ten dzień - mecz z Lechią Gdańsk. Nie był to zwyczajny mecz, ale wydarzenie, którego się nie zapomina.

Już  od rana cała moja wiślacka rodzina przygotowywała się do tego spotkania, bo rzadko się zdarza, żebyśmy wszyscy razem chodzili na konfrontacje dwóch drużyn, ale na taki mecz wszyscy zadeklarowali chęć pójścia. Podjechaliśmy pod stadion on strony Błoń. Chodnikiem przechadzały się tłumy kibiców. Gdy wysiedliśmy z samochodu, mimo że byliśmy jakieś 400 metrów od  stadionu już było słychać gromkie śpiewy sympatyków obu drużyn. Przy wejściu kibice Lechii robili „zrzutkę" na Ich klub, a niedaleko były sprzedawane wspaniałe koszulki z wyrażoną na nich przyjaźnią obu klubów. A na stadionie szok. Wrzawa, jakiej jeszcze nigdy nie słyszałem. Po raz pierwszy od bardzo dawna kibice Białej Gwiazdy wykrzyczeli nazwiska zawodników obu drużyn. Potem podniosła chwila zaśpiewania hymnu naszej ukochanej drużyny wraz z trzymanymi w ręku balonikami. W trakcie meczu wiele pieśni i przyśpiewek na temat wielkiej miłości miedzy obydwoma klubami. Kibice Wisły i Lechii siedzieli razem, co według mnie było bardzo dobrym pomysłem, gdyż nie było żadnych powodów, aby wszczynali bójki. Ale momentem, który mi się najbardziej podobał, to chwila, gdy piłkarze spod Wawelu rozpoczynali rundę honorową  wokół boiska. Gdy Lechiści poszli do szatni, a piłkarze byli przy trybunie od strony Błoń (na której siedziałem), kibice naszej ukochanej drużyny zaczęli krzyczeć: „Lechia też, Lechia też". Spodobało mi się to, gdyż pokazało, że mimo wysokiego zwycięstwa, osoby kibicujące Wiśle pamiętały o przyjaźni, a nie napawały się triumfem.

Ten dzień był wyjątkowy a zarazem najlepszy w całym roku i mam nadzieje że będzie takich jak najwięcej, gdyż dla takich chwil warto żyć.



Pamiętam to jak dziś. Tata w końcu zgodził się pojechać ze mną na mecz Wisełki. Najbliższy mecz Biała Gwiazda rozgrywała z Piastem Gliwice. Cóż, rywal nie najwyższej klasy, ale to nie było najważniejsze. Chciałam w końcu poczuć tą atmosferę, poczuć się jak pełnowartościowy kibic. Wcześniej mecze Wisełki oglądałam tylko w telewizji. Poszliśmy z tatą i moim kumplem(też kibic Wisełki) kupić bilety. Auto zostawiliśmy dosyć duży kawałek od stadionu. To była nasza pierwsza wizyta przy R22, więc nie wiedzieliśmy czy będzie miejsce aby zaparkować koło stadionu.

Idziemy spacerkiem, a ja czuję, jak podnosi mi się ciśnienie widząc tych kibiców zmierzających na stadion. Dochodzimy do stadionu, a ja mam taki uśmiech na twarzy jakbym wygrała 10 mln zł. Jesteśmy coraz bliżej, ja słyszę śpiewy kibiców. Podchodzimy do kasy, kupiłam oczywiście bilety na sektor D. Wchodzimy na stadion, idziemy w kierunku sektora D. Już widać tą zieloną murawę, i tych kibiców Wisełki, którzy są na dobre i na złe. Zajęliśmy swoje miejsca, pół godz. do rozpoczęcia meczu, piłkarze wychodzą na rozgrzewkę, coraz głośniejszy doping. Stadion już pełny, dochodzi godz. 19:45. Moje serce coraz szybciej bije bo zaczynamy śpiewać Hymn Wisełki. Przez cały mecz tak się darłam, że na drugi dzień nie mogłam mówić. Doping był fantastyczny. Oczywiście nasi piłkarze nie zawiedli i wygrali 2:0. To co przeżyłam na stadionie nie zapomnę do końca życia. To była moja pierwsza wizyta przy Reymonta i na pewno nie ostatnia. Za rok, kiedy będę miała 18 lat, będę jeździła na mecze regularnie. Jestem Fanką Białej Gwiazdy i moje miejsce jest na stadionie, by wspierać Wisełkę, gdy gra mecz.



Autorzy powyższych prac są jednocześnie zwycięzcami naszego konkursu. Skontaktujemy się z Wami poprzez maila lub gadu gadu, żeby ustalić, jak możecie odebrać Wasze nagrody.

Biuro Prasowe Wisły Kraków SA



do góry strony