Strona główna » Aktualności » Pawełek: Wracamy z pustymi rękoma

Pawełek: Wracamy z pustymi rękoma

Data publikacji: 23-11-2008 22:36



Po kilku meczach bez straty gola tym razem Mariusz Pawełek puścił dwie bramki. Po meczu przyznał, że pierwszy gol dla Śląska padł z jego winy.

Przez tą porażkę straciliście pozycję lidera.
Na pewno nie jest to dobry wynik dla nas, nie jesteśmy zadowoleni. Przykro jest po takim meczu, że nie wywozimy ani jednego punktu z Wrocławia. Śląsk miał mniej sytuacji, a strzelił dwie bramki. Na takim boisku nie można było grać fajnej piłki – trzeba było zagrać coś do boku, wrzucić w pole karne i wykorzystać taką szansę.

Wydawało się, że przy pierwszej bramce mogłeś zachować się lepiej. Mila uderzył w krótki róg.
Nie chcę się tłumaczyć, ale piłka miała dziwną rotację. Spokojnie mogłem ją złapać, sklepić do ręki, a tymczasem ona przeleciała mi pod ręką. To moja wina, nie będę jej szukał u innych zawodników. Nie można tak tracić bramek. Jeśli chodzi natomiast o drugą bramkę, to za łatwo daliśmy się ograć. Wiedzieliśmy przecież, że Ostrowski ścina w ten sposób w stronę pola karnego.

Ma to dla Ciebie jakieś znaczenie, że skończyła się Twoja seria meczów bez straty bramki?
Nie chodziło mi o ilość meczów bez straconych bramek, dla mnie liczy się to, żeby drużyna wygrywała. Gdybyśmy tu wygrali, to dalej bylibyśmy liderem, a tak jedziemy do Krakowa z pustymi rękoma.

Jak oceniasz zachowanie Radosława Sobolewskiego i Marcina Baszczyńskiego, którzy dostali czerwone kartki?
Byłem daleko od tej sytuacji, więc nie wiem jakie tam słowa padły, czy jaka gestykulacja była. Na gorąco więc nie mogę nic na ten temat powiedzieć. Utrata dwóch zawodników na pewno nas osłabiła, ale nawet grając w dziewiątkę mieliśmy ciekawe akcje, a Śląsk nadal tylko nas kontrował.

Czy oni się tłumaczyli wam jakoś w szatni?
To są dorośli ludzie, więc na pewno wiedzą, co zrobili. Sobol podobno pukał się po głowie, za co dostał drugą żółtą kartkę. Baszczu nie wiem, co mówił. Dziwi mnie jednak, że tak ważny mecz dla nas sędziuje arbiter z Warszawy. Nie ma co zwalać na sędziego, ale kilka razy niepotrzebnie gwizdał.

M. Górski
Fot. Maks Michalczak
Biuro Prasowe Wisły Kraków SA



do góry strony