Aktualności
OSTATNIE NEWSY.
Strona główna »
Aktualności »
Pawełek: Wierzę, że nie damy już plamy
Pawełek: Wierzę, że nie damy już plamy
Data publikacji: 29-11-2008 23:00Nie udało się zachować czystego konta Mariuszowi Pawełkowi, a on i jego koledzy po raz drugi z rzędu schodzili z murawy pokonani. "Jesteśmy sami źli na siebie, że w kolejnym meczu tracimy punkty" - powiedział bramkarz Białej Gwiazdy.
"Jesteśmy sami źli na siebie, że w kolejnym meczu tracimy punkty. Zespoły z górnej części tabeli mają większą przewagę punktową. Nie mamy nic do stracenia. W ostatnim meczu w tym roku, z Odrą, musimy za wszelką cenę wygrać, bo nie ma innej możliwości. Tu też chcieliśmy wygrać, ale graliśmy bez takiej ikry, zaangażowania" – mówił Pawełek.
W 78. minucie spotkania Ruch wyszedł na prowadzenie. "Wydaje mi się, że Junior był tam lekko popychany, ale sędzia akurat inaczej to zinterpretował i nie było gwizdka. Trzeba grać do końca. Akurat przypadkowo padła ta bramka. Piłka nieczysto siadła piłkarzowi Ruchu, po piszczelu przeleciała mu do stopy. Starałem się obronić, jak mogłem, ale piłka przeszła między nogami i wpadła. Nie powinniśmy tracić takich bramek" – opisał tą sytuację bramkarz.
W meczach, w których Wisła traciła punkty, mimo wszystko miała sporo okazji do strzelenia gola. Zdaniem Pawełka spotkanie z Ruchem nie było pod tym względem takie złe. "Były jakieś tam sytuacje. Tomek zagrywał do Pawła, przy tej sytuacji, w której Paweł dostał prostopadłą piłkę, nie było spalonego..." – mówił.
Pytany o to, czy nie boi się nerwowych ruchów w klubie po dwóch porażkach z rzędu, odpowiedział: "Wierzę w to, że w sobotę nie damy już plamy i w ostatnim meczu w tym roku na naszym stadionie postaramy się jakoś zrehabilitować".
Ania M.
Biuro Prasowe Wisły Kraków SA
W 78. minucie spotkania Ruch wyszedł na prowadzenie. "Wydaje mi się, że Junior był tam lekko popychany, ale sędzia akurat inaczej to zinterpretował i nie było gwizdka. Trzeba grać do końca. Akurat przypadkowo padła ta bramka. Piłka nieczysto siadła piłkarzowi Ruchu, po piszczelu przeleciała mu do stopy. Starałem się obronić, jak mogłem, ale piłka przeszła między nogami i wpadła. Nie powinniśmy tracić takich bramek" – opisał tą sytuację bramkarz.
W meczach, w których Wisła traciła punkty, mimo wszystko miała sporo okazji do strzelenia gola. Zdaniem Pawełka spotkanie z Ruchem nie było pod tym względem takie złe. "Były jakieś tam sytuacje. Tomek zagrywał do Pawła, przy tej sytuacji, w której Paweł dostał prostopadłą piłkę, nie było spalonego..." – mówił.
Pytany o to, czy nie boi się nerwowych ruchów w klubie po dwóch porażkach z rzędu, odpowiedział: "Wierzę w to, że w sobotę nie damy już plamy i w ostatnim meczu w tym roku na naszym stadionie postaramy się jakoś zrehabilitować".
Ania M.
Biuro Prasowe Wisły Kraków SA






















