Strona główna » Aktualności » Paweł Brożek: Stać nas na obronę tytułu

Paweł Brożek: Stać nas na obronę tytułu

Data publikacji: 26-10-2008 21:56



Paweł Brożek staje się specjalistą od strzelania bramek Legii, jednak w niedzielę na Łazienkowskiej jeden gol "Brozia" nie wystarczył, żeby poprowadzić Wisłę do zwycięstwa.

Czy Legia tak dobrze dzisiaj zagrała, czy Wisła tak słabo?
Trochę dziwi mnie to pytanie, bo to był dobry mecz – z jednej i drugiej strony. My stworzyliśmy dużo klarowniejszych sytuacji i tylko sobie zawdzięczamy, że nie wygraliśmy tego meczu.

Wisła po raz kolejny przegrała z Legią i te statystyki spotkań z nią wyglądają dla Was niekorzystnie.
Moim zdaniem zasługiwaliśmy dzisiaj na zwycięstwo. Stworzyliśmy sobie dużo okazji, kreowaliśmy tą grę na boisku. Legia wyprowadzała groźne kontry i po jednej z nich padła druga bramka. To my raczej przegraliśmy ten mecz niż Legia go wygrała.

Dzisiaj na meczu obserwowali Cię menedżerowie z innych klubów.
Ja koncentrowałem się na meczu, to raczej media kreują transfery.

Jak ocenisz grę Jana Muchy?
Nie ma co ukrywać, że to bardzo dobry bramkarz, ale miał też dzisiaj dużo szczęścia. Miałeś dzisiaj kilka sytuacji do zdobycia bramki.

Masz sobie coś do zarzucenia, uważasz, że mogłeś się lepiej zachować? Wydaje mi się, że mogłem inaczej uderzyć piłkę w tej 90. minucie, bardziej po rogu. Przy tych innych sytuacjach wydaje mi się, że zachowałem się dobrze. Brakowało w pewnych momentach szczęścia.

Po strzeleniu gola, zamiast kontrolować grę, pozwoliliście Legii na szybkie wyrównanie.
To była taka dziwna sytuacja, bo był stały fragment gry na naszej połowie. My daliśmy się zaskoczyć, a takiej klasowej drużynie, jaką jest Wisła, nie powinno się to zdarzyć.

Czy uważasz, że nie przegralibyście, gdybyście utrzymali to prowadzenie do przerwy?
Zgadzam się z tym. Gdybyśmy dowieźli prowadzenie do przerwy, to wydaje mi się, że byśmy wygrali. Ta bramka na 1:1 podcięła nam skrzydła, co było widać chociaż z końcówki pierwszej połowy. Legia miała stałe fragmenty gry, stwarzała pod naszą bramką zagrożenie. My zamiast kontrolować grę, utrzymywać się przy piłce, daliśmy Legii pole do popisu i ona to wykorzystała.

Przegrywacie ważne mecze – z Legią, Lechem, odpadliście z Pucharu UEFA po meczu z Tottenhamem. Dlaczego tak się dzieje?
Trudno mi powiedzieć. Nie graliśmy w tych meczach źle. Przeciwnik miał kupę szczęścia – z Tottenhamem była samobójcza bramka, z Lechem rykoszet. Trudno mi powiedzieć. Mam nadzieję, że wyciągniemy wnioski. Z drugiej strony ligę wygrywa się w meczach z teoretycznie słabszymi przeciwnikami. Powalczymy o pierwsze miejsce, bo stać nas na to.

Gdybyście wygrali, mielibyście bardzo dobrą sytuację w tabeli.
Z taką nadzieję tutaj jechaliśmy i myślę, że zagraliśmy na taką miarę, żeby tutaj zwyciężyć. Wiedzieliśmy, że może być fajna sytuacja w tabeli. Dzisiejsza porażka trochę ją komplikuje. Ale zostało 20 spotkań i zdajemy sobie sprawę z tego, że stać nas na to, żeby obronić tytuł.

Co Cię boli bardziej – porażka z Legią czy strata pozycji lidera?
Wydaje mi się, że bardziej strata pozycji lidera. Jak jest się na topie, to próbuje się uciekać przeciwnikom. Z drugiej strony mamy Legię na wiosnę u siebie, więc będziemy się chcieli zrewanżować.

Czy zgodzisz się z trenerem Urbanem, który powiedział, że mecz miał wysoki poziom?
Zgadzam się. Był klasyk Lech – Legia i tam strasznie wiało nudą.

Przegraliście piąty mecz z Legią z rzędu.
My pokazaliśmy, że potrafimy grać. Gdybyśmy wykorzystali chociaż 50% okazji, które mieliśmy w drugiej połowie, inaczej byśmy teraz rozmawiali.

Zdarzyła Ci się kiedyś taka sytuacja, że piłka odbija się od słupka, leci po linii bramkowej i wychodzi w boisko?
Pewnie tak, ale nie pamiętam.

Jedynym pocieszeniem jest to, że przewodzisz w tabeli króla strzelców.
No tak. Nie ukrywam, że myślę o obronie tytułu króla strzelców. Co z tego wyjdzie, zobaczymy w maju. Króla zdobywa się wiosną, a nie jesienią.

Ania M.
Fot. Maks Michalczak
Biuro Prasowe Wisły Kraków SA



do góry strony