Strona główna » Aktualności » Paweł Brożek: Do Warszawy po zwycięstwo

Paweł Brożek: Do Warszawy po zwycięstwo

Data publikacji: 18-10-2008 23:47



Paweł Brożek był jednym z bohaterów meczu z Piastem. W końcówce pierwszej połowy dzięki jego nieustępliwości Wiślacy wyszli na prowadzenie. "Liczyłem na to, że coś strzelę i tym bardziej cieszę się, że się udało" - mówił po meczu napastnik.

Kontuzja nie przeszkodziła Ci w rozegraniu dobrego meczu.
Odczuwałem skutki kontuzji, myślę, że było to dziś widoczne na boisku. Rozegrałem ostatnio sporo spotkań, czuję się trochę zmęczony.

W końcówce pierwszej połowy wprawiłeś wszystkich w zdumienie swoją determinacją. Mało kto poszedłby do końca za akcją.
Ciężko się nam grało i dzięki takim sytuacjom mogliśmy coś strzelić. Pierwsza bramka była trochę przypadkowa, ale z przebiegu meczu należała się nam.

Przez całe spotkanie szukałeś bramki – biegałeś, walczyłeś, miałeś sytuacje sam na sam, aż w końcu się udało.
Szkoda mi tej sytuacji, kiedy strzelałem z rzutu rożnego. Brawa dla Kasprzika za interwencję. Liczyłem na to, że coś strzelę i tym bardziej cieszę się, że się udało.

Piast pokazał się dosyć niespodziewanie z dobrej strony.
Wiedzieliśmy, że to będzie ciężki mecz. Zawsze trudno nam się gra po przerwie, wtedy trochę słabiej wyglądamy. Zawsze walczymy o zwycięstwo i cieszymy się, ze dziś zanotowaliśmy trzy punkty.

Do Warszawy jedziecie jako lider.
Od poniedziałku będziemy myśleć o spotkaniu z Legią. Nie ma co ukrywać, że jest to dla nas bardzo ważny mecz. Pojedziemy tam zdeterminowani i po zwycięstwo.

W ostatnich konfrontacjach z warszawianami przegrywaliście. Czy to ma dla Was jakieś znaczenie?
Nie myślimy o tych przegranych. Skupiamy się na najbliższym meczu, ale pamiętamy, że ostatni sezon zakończyliśmy ze sporą przewagą nad Legią.

Dziś grałeś w ataku z Rafałem Boguskim.
Graliśmy u siebie, musieliśmy ten mecz wygrać. Graliśmy blisko siebie i różnie to wyglądało. Brakowało przytrzymania piłki w drugiej linii. Powodem tego była agresywna gra Piasta, ale w drugiej połowie opadli z sił i my to wykorzystaliśmy.

Wróćmy do pierwszej bramki. Strzelałeś?
Nie. Chciałem wstrzelić mocno pod bramkę. Mieliśmy masę szczęścia, ale i takie bramki padają.

Rafał Młyński
Fot. Maks Michlaczak
Biuro Prasowe Wisły Kraków SA



do góry strony