Aktualności
OSTATNIE NEWSY.
Strona główna »
Aktualności »
Niedzielan: Wielki niedosyt
Niedzielan: Wielki niedosyt
Data publikacji: 26-10-2008 21:40"Po naszych twarzach widać, że pozostał wielki niedosyt z powodu tego, że wyjeżdżamy z Warszawy bez punktu" - mówił po meczu Andrzej Niedzielan, który mógł wyrównać wynik spotkania, ale na jego drodze stanął fantastyczny tego dnia Jan Mucha.
Znowu była okazja, tym razem był też dobry strzał, ale był i fantastyczny tego dnia Mucha.
Tym razem Mucha stanął mi na przeszkodzie. Nie tylko zresztą mi, także Pawłowi Brożkowi. Po tym meczu można powiedzieć, że to Mucha jest bohaterem Legii. Gdyby nie on, Legia przegrałaby ten mecz. Cóż mogę powiedzieć – znowu prowadziliśmy grę, byliśmy lepsi, graliśmy piłką, a przegraliśmy. Taka przewrotna czasem jest piłka. To nie jest tak, że godzimy się na to, bo pozostał nam wielki niedosyt po tym spotkaniu.
Z jednej strony Mucha z pewności był bohaterem, ale z drugiej już od kilku spotkań macie problemy ze skutecznością. Czy brak skuteczności też nie był decydujący?
Czasem są też takie spotkania, że to bramkarz zostaje ich bohaterem. Paweł strzelał dwa razy – raz trafił w słupek, a potem piłka, zamiast odkręcić się w jedną stronę, odkręciła się nie w tą. Ja miałem sytuację z pięciu metrów z głowy, gdzie normalnie to jest bramka. Dziewięć na dziesięć takich strzałów kończy się golem. W 90 minucie znowu Mucha był dobrze ustawiony. Na pewno można mówić o naszej nieskuteczności, męczy to nas, siedzi w nas, ale co więcej możemy zrobić. Trochę szczęścia na pewno nam zabrakło.
Wydawało się, że z tej pana sytuacji musi być gol.
Ja już widziałem piłkę w siatce. Piotrek biegł lewym skrzydłem, Paweł zbiegł na pierwszy słupek, więc wiedziałem, że muszę iść na drugi słupek. Piotrek idealnie rzucił mi tą piłkę na głowę, lepiej nie mógł. To jest zawsze problem napastnika, że jak się już widzi piłkę w bramce, to tej bramki nie ma. Gdybym tak nie myślał, to pewnie ta bramka by padła. Muszę zobaczyć to jeszcze w telewizji, ale wydaje mi się, że zrobiłem wszystko, co mogłem. Uderzyłem dobrze w krótki róg, ale Mucha tego dnia był niesamowity. Raz go pokonaliśmy, bo na tyle nam pozwolił.
Czy oprócz postawy Mucha decydujące nie było to, że Legii udało się bardzo szybko wyrównać?
Na pewno jest to problem, jeśli strzela się bramkę i zaraz przed przerwą przeciwnik wyrównuje. Można teraz gdybać, ale wydaje mi się, że gdybyśmy zeszli do szatni z jednobramkową przewagą, to myślę, że ten mecz całkiem inaczej by wyglądał. Nawet jednak po tym, gdy tracimy gola do szatni, musimy wychodzić potem i pokazywać, że jesteśmy dobrą drużyną. Myślę, że tak było. To my graliśmy piłką, Legia za nami biegała i nas kontrowała. Nieszczęśliwe wyszedł im ten jeden kontratak i zdobyli bramkę. To nie była jakaś składna, przemyślana akcja. Jak akurat stałem tam przy linii i widziałem, ile tam było przypadku. W jednej akcji było kilka rykoszetów.
Teraz chyba musicie się bardzo skoncentrować na najbliższym meczu?
Na pewno regułą już jest to, że mistrzostwa nie zdobywa się meczami z Legią czy Lechem. Zdobywa się je w spotkaniach z rywalami, którzy są uważani za słabszych. Dlatego właśnie bardzo ważne dla nas będzie spotkanie z Ruchem. Musimy to spotkanie wygrać – nie ma dyskusji. Jeżeli w tym meczu znowu nam się nie powiedzie, to wtedy będzie można mówić, że coś się z nami dzieje. Mam nadzieję, że skuteczność do nas wróci w tym spotkaniu.
Przegraliście pierwszy raz od dłuższego czasu mecz ligowy, w którym prowadziliście. Taka porażka bardziej boli?
Każda porażka boli, czy się wygrywa najpierw, czy nie. Na koniec jest takie samo uczucie, chyba, że ma się przekonanie, że przeciwnik był dużo lepszy. Po meczu z Legią na pewno nie mamy takiego przekonania, dlatego został taki niedosyt. Po raz kolejny zabrakło nam skuteczności i szczęścia, bo ono, tak jak i w życiu, jest potrzebne.
M. Górski
Fot. Grzegorz Czop
Biuro Prasowe Wisły Kraków SA
Tym razem Mucha stanął mi na przeszkodzie. Nie tylko zresztą mi, także Pawłowi Brożkowi. Po tym meczu można powiedzieć, że to Mucha jest bohaterem Legii. Gdyby nie on, Legia przegrałaby ten mecz. Cóż mogę powiedzieć – znowu prowadziliśmy grę, byliśmy lepsi, graliśmy piłką, a przegraliśmy. Taka przewrotna czasem jest piłka. To nie jest tak, że godzimy się na to, bo pozostał nam wielki niedosyt po tym spotkaniu.
Z jednej strony Mucha z pewności był bohaterem, ale z drugiej już od kilku spotkań macie problemy ze skutecznością. Czy brak skuteczności też nie był decydujący?
Czasem są też takie spotkania, że to bramkarz zostaje ich bohaterem. Paweł strzelał dwa razy – raz trafił w słupek, a potem piłka, zamiast odkręcić się w jedną stronę, odkręciła się nie w tą. Ja miałem sytuację z pięciu metrów z głowy, gdzie normalnie to jest bramka. Dziewięć na dziesięć takich strzałów kończy się golem. W 90 minucie znowu Mucha był dobrze ustawiony. Na pewno można mówić o naszej nieskuteczności, męczy to nas, siedzi w nas, ale co więcej możemy zrobić. Trochę szczęścia na pewno nam zabrakło.
Wydawało się, że z tej pana sytuacji musi być gol.
Ja już widziałem piłkę w siatce. Piotrek biegł lewym skrzydłem, Paweł zbiegł na pierwszy słupek, więc wiedziałem, że muszę iść na drugi słupek. Piotrek idealnie rzucił mi tą piłkę na głowę, lepiej nie mógł. To jest zawsze problem napastnika, że jak się już widzi piłkę w bramce, to tej bramki nie ma. Gdybym tak nie myślał, to pewnie ta bramka by padła. Muszę zobaczyć to jeszcze w telewizji, ale wydaje mi się, że zrobiłem wszystko, co mogłem. Uderzyłem dobrze w krótki róg, ale Mucha tego dnia był niesamowity. Raz go pokonaliśmy, bo na tyle nam pozwolił.
Czy oprócz postawy Mucha decydujące nie było to, że Legii udało się bardzo szybko wyrównać?
Na pewno jest to problem, jeśli strzela się bramkę i zaraz przed przerwą przeciwnik wyrównuje. Można teraz gdybać, ale wydaje mi się, że gdybyśmy zeszli do szatni z jednobramkową przewagą, to myślę, że ten mecz całkiem inaczej by wyglądał. Nawet jednak po tym, gdy tracimy gola do szatni, musimy wychodzić potem i pokazywać, że jesteśmy dobrą drużyną. Myślę, że tak było. To my graliśmy piłką, Legia za nami biegała i nas kontrowała. Nieszczęśliwe wyszedł im ten jeden kontratak i zdobyli bramkę. To nie była jakaś składna, przemyślana akcja. Jak akurat stałem tam przy linii i widziałem, ile tam było przypadku. W jednej akcji było kilka rykoszetów.
Teraz chyba musicie się bardzo skoncentrować na najbliższym meczu?
Na pewno regułą już jest to, że mistrzostwa nie zdobywa się meczami z Legią czy Lechem. Zdobywa się je w spotkaniach z rywalami, którzy są uważani za słabszych. Dlatego właśnie bardzo ważne dla nas będzie spotkanie z Ruchem. Musimy to spotkanie wygrać – nie ma dyskusji. Jeżeli w tym meczu znowu nam się nie powiedzie, to wtedy będzie można mówić, że coś się z nami dzieje. Mam nadzieję, że skuteczność do nas wróci w tym spotkaniu.
Przegraliście pierwszy raz od dłuższego czasu mecz ligowy, w którym prowadziliście. Taka porażka bardziej boli?
Każda porażka boli, czy się wygrywa najpierw, czy nie. Na koniec jest takie samo uczucie, chyba, że ma się przekonanie, że przeciwnik był dużo lepszy. Po meczu z Legią na pewno nie mamy takiego przekonania, dlatego został taki niedosyt. Po raz kolejny zabrakło nam skuteczności i szczęścia, bo ono, tak jak i w życiu, jest potrzebne.
M. Górski
Fot. Grzegorz Czop
Biuro Prasowe Wisły Kraków SA






















