Strona główna » Aktualności » Marcelo: Cenne rady od Clebera i trenera

Marcelo: Cenne rady od Clebera i trenera

Data publikacji: 17-12-2008 09:39



Zaczynał tak jak każdy Brazylijczyk - w piłkę grał na ulicach i na plaży. Teraz spełnił swoje marzenie i przyjechał grać do Europy. Wybrał Wisłę, co uważa za dobry krok. Oto nasza rozmowa z obrońcą Wisły - Marcelo.

Ten materiał ukazał się w czwartkowym, 71. numerze newslettera Białej Gwiazdy.

Niedawno w Krakowie zrobiło się biało. Czy to był pierwszy raz, kiedy widziałeś śnieg?

Nie. Pierwszy raz śnieg widziałem w Szwajcarii, gdzie byłem z juniorską drużyną Santosu. Byliśmy w Zurichu na turnieju i właśnie tam pierwszy raz widziałem śnieg i grałem też na zaśnieżonym boisku.

Mówi się, że pierwsza zima dla zawodników z Ameryki Południowej w Polsce jest najtrudniejsza. Jak ty sobie na razie radzisz?
To jest na pewno dla mnie coś nowego, trochę dziwnego, grać w takich warunkach, ale to nie jest dla mnie problem.

Wróćmy na słoneczne plaże Brazylii. Wiele dzieci z Brazylii właśnie tam gra w piłkę. Ty też tak zaczynałeś swoją przygodę z futbolem?
Gdy byłem mały, przede wszystkim grałem na ulicy. Ustawialiśmy dwa kamienie jako słupki i graliśmy. Nie mieliśmy nawet butów, graliśmy na bosaka. Na plaży oczywiście też grywałem.

A kiedy zacząłeś grać w pierwszym klubie?

Kiedy miałem siedem albo osiem lat zacząłem grać w klubie z miasta, z którego pochodzę - São Vicente. Potem zacząłem grać w drużynach młodzieżowych Santosu. Zacząłem grać w piłkę jako fan futbolu. Gdy jednak przechodziłem przez kolejne drużyny juniorskie Santosu, zacząłem myśleć poważnie o karierze piłkarskiej.

Ile miałeś wtedy lat?
Gdy miałem piętnaście lat, awansowałem do zespołu juniorów Santosu. Wtedy zdałem sobie sprawę, że mogę grać w seniorskiej drużynie tego klubu, a potem wyjechać do Europy kontynuować moją karierę piłkarską.

Czy w Brazylii większość zawodników chce wyjechać do Europy?

Marzeniem każdego zawodnika w Brazylii jest wyjechać do Europy, najlepiej do mocnego klubu.

Czy po kilku miesiącach spędzonych w Krakowie uważasz, że decyzja o przeniesieniu się do Wisły była słuszna?

Jak najbardziej. Uważam, że to była bardzo dobra decyzja, pozytywnie ją wspominam. Granie tutaj sprawia mi dużą przyjemność.

Co w takim razie zaskoczyło cię pozytywnie w Krakowie, w Wiśle?

Jeśli chodzi o Kraków, to na plus najbardziej zaskoczyło się to, że jest to spokojne miasto. Razem z moją narzeczoną dobrze adaptujemy się do mieszkania tutaj. Jesteśmy zadowoleni z tego, że jest tu cicho i spokojnie. Jeśli chodzi natomiast o klub, to najbardziej zaskoczyli mnie kibice Wisły. Są absolutnie niesamowici. Jeżdżą z drużyną na każdy mecz, nawet na te rozgrywane za granicą, dopingują nas i wspierają bez względu na to, co dzieje się na boisku.

Trener Skorża mówił na początku twojego pobytu w Krakowie, że jest różnica między brazylijską i europejską piłką. Czy w związku z tym było ci trudno na początku przyzwyczaić się do europejskiej piłki?

W pierwszym tygodniu miałem pewne problemy z zaadaptowaniem się, ale dostawałem bardzo dobre i cenne porady od Clebera i trenera Skorży. Po tym początkowym okresie zacząłem się szybko adaptować i grać coraz lepiej. Jeszcze raz podkreślę, jak ważne dla mnie były porady Cleber i trenera.

Czego się w takim razie nauczyłeś przez okres pobytu w Krakowie?

Dla mnie ważne jest to, że cały czas mam okazję uczyć się nowych rzeczy. Grając w Polsce nauczyłem się, że trzeba walczyć o każdą piłkę, że trzeba to robić z sercem, na sto procent swoich możliwości. Tu nie ma mowy o odpuszczaniu. Poza tym tutaj trzeba bardzo szybko podawać piłkę – to też była dla mnie nowość.

Czy to kibice są największą różnicą między polskim i brazylijskim futbolem?
Największą różnicą na pewno są kibice. Oni są niesamowici. W Polsce dopingują przez pełne 90 minut – to niewiarygodne. Jeśli chodzi o to, co dzieje się na boisku, to uważam, że rozgrywki w Polsce stoją na wysokim poziomie – takim jak w Brazylii. W Brazylii na pewno jest więcej wolności na boisku, jest miejsce na improwizację. Tu dużo bardziej liczy się taktyka.

Dwa razy zagrałeś jako defensywny pomocnik. Czy widzisz się w przyszłości grającego na tej pozycji?
Moją pozycja to środkowy obrońca – na niej lubię grać najbardziej. Jeśli jednak drużyna będzie mnie potrzebowała na środku pomocy, to zagram na tej pozycji, bo zawsze najważniejsze jest dobro zespołu.

Słyszałem, jak kibice mówili, że jesteś wieli jak szafa i dlatego bardzo trudno cię minąć. Jest coś w tym porównaniu?

Tak mówią kibice, ale nie wiem, co myślą o tym inni zawodnicy. Dla mnie na pewno dobre jest to, że jestem wysoki. Może kogoś to wystraszy.

A jak jest z językiem polskim. Rozumiesz już coś, czy nadal dla ciebie to „czarna magia”?
Jeżeli chodzi o podstawowe zwroty na boisku, to wszystkie je rozumiem, więc z porozumiewaniem się na murawie z innymi piłkarzami nie ma problemu.

Jesteś w Krakowie ze swoją narzeczoną. Jedna bliska osoba wystarcza, czy tęsknisz za rodziną i chciałbyś, żeby wszyscy tu byli.

Oczywiście, że tęsknię za rodziną, ale przede wszystkim skupiam się na mojej grze dla Wisły i robieniu postępów. Na pewno kiedyś kupię bilet mojej mamie i będę chciał, żeby tu przyjechała, zobaczyła, jak mieszkam, zobaczyła Kraków i Polskę. Na razie jednak skupiam na grze w Wiśle.

Co robisz w wolnym czasie? Czy to, że nie znasz języka, w jakiś sposób ogranicza Twoje możliwości spędzania wolnego czasu?
Głównie spędzam czas w domu z moją narzeczoną. To lubię najbardziej. Mam wtedy czas na przeglądanie internetu, sprawdzanie, co dzieje się w Brazylii, czy porozmawianie z moją rodziną. Poza tym czasami wybieram się z moją narzeczoną na zakupy do centrów handlowych. W wolnym czasie nie robię żadnych wyszukanych rzeczy.

Dziękuję za rozmowę.

Dziękuję.

Aby otrzymywać newsletter Białej Gwiazdy i móc czytać przygotowane przez nas materiały zanim ukażą się one na stronie internetowej, wystarczy zarejestrować się.

M. Górski
Fot. Maks Michalczak
Biuro Prasowe Wisły Kraków SA




do góry strony