Aktualności
OSTATNIE NEWSY.
Strona główna »
Aktualności »
Małecki: Nauczyłem się cierpliwości
Małecki: Nauczyłem się cierpliwości
Data publikacji: 01-02-2009 18:10Po swojej, jak sam przyznaje, najbardziej udanej rundzie, Patryk Małecki opowiada nam nie tylko o sukcesach, ale także o trudnych momentach, których doświadczył już mimo młodego wieku. "Mały" dojrzewa jako piłkarz, a sam zapewnia, że zmienia się także jako człowiek.
Ten materiał ukazał się w 73. numerze newslettera Białej Gwiazdy.
Za Tobą bardzo dobra runda. Czy możesz powiedzieć, że to była najbardziej udana runda w Twojej karierze piłkarskiej?
Za Tobą bardzo dobra runda. Czy możesz powiedzieć, że to była najbardziej udana runda w Twojej karierze piłkarskiej?
Przygodzie, a nie karierze – to po pierwsze. Na pewno była to najbardziej udana runda. Nie spodziewałem się, że będę czołową postacią tej drużyny w drugiej połowie rundy. Wróciłem do klubu po wypożyczeniu z Zagłębia Sosnowiec i wiedziałem, że będzie ciężko mi się odnaleźć przy Reymonta. Udało mi się jednak przekonać trenera do siebie. Trenowałam ciężko i cieszę się, ze trener nie bał się na mnie postawić. W dotychczasowej przygodzie z piłką to jest na pewno najlepsze pół roku.
Co Twoim zdaniem zadecydowało o tym, że masz za sobą taką dobrą rundę?
Na pewno bardzo pomogło mi wypożyczenie. Będę cały czas powtarzał, że jestem wdzięczny Zagłębiu Sosnowiec, że dostałem szansę, żeby tam zagrać. Tam znalazło się dla mnie miejsce. Starałem się tam grać najlepiej w każdym meczu i myślę, że kibice to docenili, bo chcieli, żebym jeszcze został. Miło było mi to usłyszeć. Te pół roku spędzone w Sosnowcu dało mi dużo pewności siebie. Wracając tutaj chciałem podtrzymać to, co robiłem w Zagłębiu i to się udało.
Idąc do Zagłębia spodziewałeś się, że to może być taki pozytywny bodziec dla Twojej kariery, czy byłeś raczej zdołowany myślą o tym, że musisz iść na wypożyczenie?
To ja chciałem od początku iść na wypożyczenie. Pytałem o to trenera i dyrektora Bednarza. Trener Skorża sam nie wiedział, co zrobić, ale gdy na drugi obóz przyjechał Radosław Matusiak zadecydowałem, że dla mnie lepiej będzie odejść do słabszej drużyny, ale grać w niej. Uzgodniłem z trenerem, że mam iść na wypożyczenie na pół roku i mam grać w Sosnowcu jak najlepiej. Cieszę się, bo kto wie, jakby moja kariera się potoczyła bez tego wypożyczenia. Gdybym został w Wiśle, pewnie grałbym w Młodej Ekstraklasie, a tak miałem możliwość co tydzień grać w meczach Ekstraklasy, co na pewno teraz pomaga mi w Wiśle.
Wiele osób widzi, że zmieniłeś się jako piłkarz. Jako człowiek też już nie jesteś tym Patrykiem Małeckim, który kilka lat temu kłócił się z trenerem.
To były moje młodzieńcze wybryki. Przyjechałem do Krakowa z mniejszego miasta i kilka razy wyskoczyło się z kolegami do dyskoteki. To była młodzieńcza fantazja. Przyznaję, że byłem aż za bardzo nadpobudliwy, za bardzo lubiłem się pobawić. Wiedziałem jednak, w jakim momencie przestać. Tego nigdy się nie będę wypierał, jaki byłem. Wiem, co robiłem dobrze, a co źle i to zostawię dla siebie.
A teraz nie ma takich chwil, że kusi cię, żeby powiedzieć coś któremuś trenerowi, zacząć się z nim sprzeczać?
Na pewno nie. Kiedy grałem w juniorach, trener z Suwałk nauczył mnie pokory i cierpliwości. Potem dużo ludzi mi powtarzało, że jestem młody, że przyjdzie mój czas. Ja tymczasem paliłem się do gry, wiedziałem, że powinienem grać, a niektórzy trenerzy na mnie nie stawiali. To mnie bardzo bolało. Zmieniłem się jednak i teraz wiem, że cierpliwość jest najlepszym doradcą. Przy każdym trenerze, jaki by nie był, będę dawał z siebie wszystko, żeby na mnie stawiał.
Cierpliwości nauczyło cię też chyba życie, bo chwilę po tym, gdy za trenera Nawałki zaistniałeś w pierwszej drużynie, złapałeś poważną kontuzję. Potem wróciłeś z Młodzieżowych Mistrzostw Świata i musiałeś usiąść na ławce w Wiśle.
Wiem, czym moje problemy wtedy były spowodowane. Po kontuzji długo do siebie dochodziłem. Kiedy wróciłem, zagrałem dwa, trzy mecze na świeżości, a potem forma odeszła. Na Mistrzostwa Świata pojechałem nieprzygotowany. Ludzie mówią, że dobrze zagrałem na tych mistrzostwach, ale ja sam wiem, że to nie była moja najwyższa forma. Czułbym się na siłach, kiedy przez całą rundę normalnie bym trenował. Po Mistrzostwach z kolei wróciłem do Krakowa, kiedy drużyna była już po obozie. Trener dał mi jeszcze dwa tygodnie wolnego, więc do zespołu wróciłem, kiedy ten był już po kilku kolejkach ligowych. Wchodziłem do drużyny, a że byłem bez formy, to nie wychodziło mi nic na treningach i na meczach. Dobrze się więc stało, że zostałem wypożyczony do Zagłębia, bo tam się odbudowałem. Z Wisłą wcześniej byłem na dwóch obozach w Hiszpanii, co też dużo mi dało. Na pewno ta kontuzja długo się na mnie odbijała. Ciężko było mi wejść do zespołu. To było najtrudniejsze pół roku dla mnie.
W tych ciężkich dla ciebie chwilach nie pojawiło się zwątpienie, że zostaniesz takim "wiecznym talentem"?
Nie. Cały czas byłem świadomy swoich umiejętności, wiedziałem, że na boisku za każdym razem zostawiam serce. Wiedziałem, że musze odpocząć psychicznie, a potem dobrze przygotować się na obozach zimowych. Wiedziałem, że takie przygotowanie może mi dużo dać i pomóc wrócić mi na odpowiedni poziom. Oczywiście, były też momenty wahania. Obawiałem się, że może przytrafić mi się kolejna kontuzja, że jakiś mięsień nie wytrzyma. Jest jednak dobrze i mam nadzieję, że tak zostanie.
Powoli żegnasz się z młodzieżową piłką, a tu już zaczynasz być w kręgu zainteresowania trenera pierwszej reprezentacji. Byłeś zaskoczony, że znalazłeś się w szerokiej kadrze na grudniowe zgrupowanie w Turcji?
Na pewno byłem mile zaskoczony, że trener powołał mnie do szerokiej kadry. Jeszcze dwa miesiące wcześniej mogłem o tym tylko pomarzyć. W klubie byłem rezerwowym, wchodziłem w drugich połowach meczów. Potem trener Skorża dał mi szansę, zagrałem sześć meczów z rzędu. Myślę, że trener Beenhakker i Ulatowski, którzy jeździli na mecze kadry, docenili moją postawę w tych spotkaniach. Wiem jednak, że przede mną jeszcze sporo pracy i dużo mogę poprawić. W końcu byłem tylko na liście rezerwowej, więc czeka mnie jeszcze dużo pracy.
A co sobie myślisz, kiedy trener Ulatowski chwiali cię i mówi, że możesz być przyszłością reprezentacji?
Na pewno taki fachowiec, jak trener Ulatowski, zna się na piłce i takie opinie dają mi kopa do dalszej pracy. Nie lubię spoczywać na laurach, tylko wiem, że muszę jeszcze mocniej wziąć się za siebie, żeby dostać kiedyś powołanie. Cieszę się, że trenerzy i kibice mnie doceniają, zauważają, że za każdym razem staram się dać z siebie wszystko.
Z czego ucieszyłbyś się bardziej – z gry w Lidze Mistrzów, czy na Mistrzostwach Świata?
Trudno wybrać. I to, i to jest dla piłkarza ogromnym przeżyciem. Najważniejsze teraz dla nas jednak to dobrze przygotować się i obronić tytuł mistrza Polski. Nic więcej się nie liczy. Oczywiście, gdyby przyszło powołanie z kadry, byłbym zadowolony, ale to na pewno byłoby efektem dobrej gry w klubie.
Tobie chyba jak mało komu zależy na obronie mistrzostwa Polski. W końcu w poprzednim sezonie mistrzem byłeś takim "połowicznym".
Dokładnie. Chciałbym bardzo zdobyć z Wisłą tytuł mistrzowski, bo w poprzednim sezonie miałem taki nijaki wkład w sukces drużyny. Zagrałem w siedmiu meczach, ale po kilka minut. Na papierze mam tego mistrza, ale chciałbym coś więcej z siebie dać drużynie, żeby to mistrzostwo bardziej smakowało.
Aby otrzymywać newsletter Białej Gwiazdy i móc czytać przygotowane przez nas materiały zanim ukażą się one na stronie internetowej, wystarczy zarejestrować się.
M. Górski
Biuro Prasowe Wisły Kraków SA
Co Twoim zdaniem zadecydowało o tym, że masz za sobą taką dobrą rundę?
Na pewno bardzo pomogło mi wypożyczenie. Będę cały czas powtarzał, że jestem wdzięczny Zagłębiu Sosnowiec, że dostałem szansę, żeby tam zagrać. Tam znalazło się dla mnie miejsce. Starałem się tam grać najlepiej w każdym meczu i myślę, że kibice to docenili, bo chcieli, żebym jeszcze został. Miło było mi to usłyszeć. Te pół roku spędzone w Sosnowcu dało mi dużo pewności siebie. Wracając tutaj chciałem podtrzymać to, co robiłem w Zagłębiu i to się udało.
Idąc do Zagłębia spodziewałeś się, że to może być taki pozytywny bodziec dla Twojej kariery, czy byłeś raczej zdołowany myślą o tym, że musisz iść na wypożyczenie?
To ja chciałem od początku iść na wypożyczenie. Pytałem o to trenera i dyrektora Bednarza. Trener Skorża sam nie wiedział, co zrobić, ale gdy na drugi obóz przyjechał Radosław Matusiak zadecydowałem, że dla mnie lepiej będzie odejść do słabszej drużyny, ale grać w niej. Uzgodniłem z trenerem, że mam iść na wypożyczenie na pół roku i mam grać w Sosnowcu jak najlepiej. Cieszę się, bo kto wie, jakby moja kariera się potoczyła bez tego wypożyczenia. Gdybym został w Wiśle, pewnie grałbym w Młodej Ekstraklasie, a tak miałem możliwość co tydzień grać w meczach Ekstraklasy, co na pewno teraz pomaga mi w Wiśle.
Wiele osób widzi, że zmieniłeś się jako piłkarz. Jako człowiek też już nie jesteś tym Patrykiem Małeckim, który kilka lat temu kłócił się z trenerem.
To były moje młodzieńcze wybryki. Przyjechałem do Krakowa z mniejszego miasta i kilka razy wyskoczyło się z kolegami do dyskoteki. To była młodzieńcza fantazja. Przyznaję, że byłem aż za bardzo nadpobudliwy, za bardzo lubiłem się pobawić. Wiedziałem jednak, w jakim momencie przestać. Tego nigdy się nie będę wypierał, jaki byłem. Wiem, co robiłem dobrze, a co źle i to zostawię dla siebie.
A teraz nie ma takich chwil, że kusi cię, żeby powiedzieć coś któremuś trenerowi, zacząć się z nim sprzeczać?
Na pewno nie. Kiedy grałem w juniorach, trener z Suwałk nauczył mnie pokory i cierpliwości. Potem dużo ludzi mi powtarzało, że jestem młody, że przyjdzie mój czas. Ja tymczasem paliłem się do gry, wiedziałem, że powinienem grać, a niektórzy trenerzy na mnie nie stawiali. To mnie bardzo bolało. Zmieniłem się jednak i teraz wiem, że cierpliwość jest najlepszym doradcą. Przy każdym trenerze, jaki by nie był, będę dawał z siebie wszystko, żeby na mnie stawiał.
Cierpliwości nauczyło cię też chyba życie, bo chwilę po tym, gdy za trenera Nawałki zaistniałeś w pierwszej drużynie, złapałeś poważną kontuzję. Potem wróciłeś z Młodzieżowych Mistrzostw Świata i musiałeś usiąść na ławce w Wiśle.
Wiem, czym moje problemy wtedy były spowodowane. Po kontuzji długo do siebie dochodziłem. Kiedy wróciłem, zagrałem dwa, trzy mecze na świeżości, a potem forma odeszła. Na Mistrzostwa Świata pojechałem nieprzygotowany. Ludzie mówią, że dobrze zagrałem na tych mistrzostwach, ale ja sam wiem, że to nie była moja najwyższa forma. Czułbym się na siłach, kiedy przez całą rundę normalnie bym trenował. Po Mistrzostwach z kolei wróciłem do Krakowa, kiedy drużyna była już po obozie. Trener dał mi jeszcze dwa tygodnie wolnego, więc do zespołu wróciłem, kiedy ten był już po kilku kolejkach ligowych. Wchodziłem do drużyny, a że byłem bez formy, to nie wychodziło mi nic na treningach i na meczach. Dobrze się więc stało, że zostałem wypożyczony do Zagłębia, bo tam się odbudowałem. Z Wisłą wcześniej byłem na dwóch obozach w Hiszpanii, co też dużo mi dało. Na pewno ta kontuzja długo się na mnie odbijała. Ciężko było mi wejść do zespołu. To było najtrudniejsze pół roku dla mnie.
W tych ciężkich dla ciebie chwilach nie pojawiło się zwątpienie, że zostaniesz takim "wiecznym talentem"?
Nie. Cały czas byłem świadomy swoich umiejętności, wiedziałem, że na boisku za każdym razem zostawiam serce. Wiedziałem, że musze odpocząć psychicznie, a potem dobrze przygotować się na obozach zimowych. Wiedziałem, że takie przygotowanie może mi dużo dać i pomóc wrócić mi na odpowiedni poziom. Oczywiście, były też momenty wahania. Obawiałem się, że może przytrafić mi się kolejna kontuzja, że jakiś mięsień nie wytrzyma. Jest jednak dobrze i mam nadzieję, że tak zostanie.
Powoli żegnasz się z młodzieżową piłką, a tu już zaczynasz być w kręgu zainteresowania trenera pierwszej reprezentacji. Byłeś zaskoczony, że znalazłeś się w szerokiej kadrze na grudniowe zgrupowanie w Turcji?
Na pewno byłem mile zaskoczony, że trener powołał mnie do szerokiej kadry. Jeszcze dwa miesiące wcześniej mogłem o tym tylko pomarzyć. W klubie byłem rezerwowym, wchodziłem w drugich połowach meczów. Potem trener Skorża dał mi szansę, zagrałem sześć meczów z rzędu. Myślę, że trener Beenhakker i Ulatowski, którzy jeździli na mecze kadry, docenili moją postawę w tych spotkaniach. Wiem jednak, że przede mną jeszcze sporo pracy i dużo mogę poprawić. W końcu byłem tylko na liście rezerwowej, więc czeka mnie jeszcze dużo pracy.
A co sobie myślisz, kiedy trener Ulatowski chwiali cię i mówi, że możesz być przyszłością reprezentacji?
Na pewno taki fachowiec, jak trener Ulatowski, zna się na piłce i takie opinie dają mi kopa do dalszej pracy. Nie lubię spoczywać na laurach, tylko wiem, że muszę jeszcze mocniej wziąć się za siebie, żeby dostać kiedyś powołanie. Cieszę się, że trenerzy i kibice mnie doceniają, zauważają, że za każdym razem staram się dać z siebie wszystko.
Z czego ucieszyłbyś się bardziej – z gry w Lidze Mistrzów, czy na Mistrzostwach Świata?
Trudno wybrać. I to, i to jest dla piłkarza ogromnym przeżyciem. Najważniejsze teraz dla nas jednak to dobrze przygotować się i obronić tytuł mistrza Polski. Nic więcej się nie liczy. Oczywiście, gdyby przyszło powołanie z kadry, byłbym zadowolony, ale to na pewno byłoby efektem dobrej gry w klubie.
Tobie chyba jak mało komu zależy na obronie mistrzostwa Polski. W końcu w poprzednim sezonie mistrzem byłeś takim "połowicznym".
Dokładnie. Chciałbym bardzo zdobyć z Wisłą tytuł mistrzowski, bo w poprzednim sezonie miałem taki nijaki wkład w sukces drużyny. Zagrałem w siedmiu meczach, ale po kilka minut. Na papierze mam tego mistrza, ale chciałbym coś więcej z siebie dać drużynie, żeby to mistrzostwo bardziej smakowało.
Aby otrzymywać newsletter Białej Gwiazdy i móc czytać przygotowane przez nas materiały zanim ukażą się one na stronie internetowej, wystarczy zarejestrować się.
M. Górski
Biuro Prasowe Wisły Kraków SA






















