Strona główna » Aktualności » Małecki: Adrenalina była potrzebna

Małecki: Adrenalina była potrzebna

Data publikacji: 13-11-2008 00:21



Patryk Małecki wpisał się pierwszy raz w tym sezonie na listę strzelców. Jego bramka przypieczętowała wygraną z Odrą. Po meczu przyznał, że nie zauważył nawet, że... rywale grają w osłabieniu.

Dla Ciebie to był chyba jeden z ważniejszych występów w karierze.
Cieszę się, że trener zaufał mi kolejny raz i trzeci mecz z rzędu zagrałem przez pełne 90 minut. Nabieram pewności siebie, z meczu na mecz czuję się coraz lepiej. Ten mecz był przewrotny – takie jest życie. W środę z ŁKS-em było ciężko, mieliśmy dużo sytuacji, nic nie strzeliliśmy. Dzisiaj w 90. minucie strzelamy dwie bramki i jesteśmy wielcy. Chcieliśmy tutaj wygrać, bo wiedzieliśmy, jak inne drużyny grają. Kosztowało nas to dużo sił. Myślę, że już w pierwszej połowie powinniśmy strzelić parę bramek i uspokoić ten mecz. Najważniejsze, że graliśmy do końca i wygraliśmy. Cieszymy się z tego ogromnie, bo te punkty były nam bardzo potrzebne.

Gra w przewadze w końcu przyniosła efekt.

A była czerwona kartka dla kogoś?

Była. Arkadiusz Aleksander w 71. minucie dostał drugą żółtą kartkę i musiał zejść.
Nie, naprawdę nie wiedziałem, że oni grają w dziesięciu. No nic, najważniejsze są trzy punkty i kolejny mecz jest przed nami.

Wystawiliście dzisiaj kibiców na niezłą próbę nerwów.
Trochę adrenaliny było potrzebne. Do 90. minuty musieli trochę wytrzymać. Myślę, że są zadowoleni z naszej gry i przede wszystkim z walki, z tego, że graliśmy do końca, że nie odstawialiśmy nóg. Powinni być z tego dumni, tak jak i my. Wisła parę lat nie wygrała w Wodzisławiu. Dzisiaj zrobiliśmy wszystko, żeby wygrać i się udało.

Czy gdybyście strzelili tą bramkę wcześniej, to grałoby się Wam łatwiej?
Myślę, że tak. W pierwszej połowie mieliśmy kilka sytuacji. Gdybyśmy ze dwie wykorzystali, to ten mecz inaczej by wyglądał. Odra musiałaby atakować, żeby coś strzelić. Wtedy mielibyśmy więcej miejsca. Ale strzeliliśmy w ostatnich minutach i cieszymy się z tego ogromnie.

Ania M.
Fot. Maks Michalczak
Biuro Prasowe Wisły Kraków SA



do góry strony