Strona główna » Aktualności » Majtek z lewej burty

Majtek z lewej burty

Data publikacji: 19-01-2008 22:53



Kto był najlepszym Wiślakiem w rundzie jesiennej ubiegłego roku? Wątpliwości chyba nie ma - Marek Zieńczuk. Z "Zieniem" porozmawialiśmy o roku 2007, nadziejach na obecny i tym, kto dowodzi statkiem, który nazywa się Wisła Kraków.

Ten materiał ukazał się w czwartkowym, 49. numerze newslettera Białej Gwiazdy.

Marcin Górski, Anna Maśko: Pamiętamy jeden z pierwszych treningów z trenerem Skorżą, kiedy trener krzyczał do Pana: "Marek, podnieś głowę, podnieś głowę!". Chodziło o zupełnie inną sytuację, ale tak naprawdę po tej rundzie można powiedzieć, że rzeczywiście podniósł Pan głowę.

Marek Zieńczuk: Nie przypominam sobie tej sytuacji. Na pewno była to jakaś podpowiedź na treningu, że mam szybciej reagować na wydarzenia na boisku. Ja myślę, że w tej rundzie nie ma się czego wstydzić. Można chodzić z czołem wysoko podniesionym, ale nie wolno go za bardzo zadzierać.

Co się takiego z Panem stało? Można powiedzieć, że jest Pan emanacją takiej zmiany Wisły, jaka nastąpiła teraz. Co spowodowało, że ta runda jest taka świetna?
No jakiejś takiej recepty nie ma. Na pewno było to przyjście trenera, który wprowadził dużo spokoju, ale który ma również bardzo dobry warsztat trenerski. Wydaje mi się, że cały zespół był nieźle przygotowany pod względem fizycznym. Cała drużyna gra bardzo dobrze, to i moja forma przyszła w odpowiednim momencie. Na pewno nie zakładałem takiego scenariusza, że będzie tyle strzelonych goli z mojej strony, ale niemniej cieszę się z tego i jest to jakby bodziec do większej pracy, bo czeka nas ciężkie zadanie podczas rundy wiosennej.

Był taki mecz, moment w tej rundzie, że Pan poczuł, że to rzeczywiście Pana czas?
Ja myślę, że takim przełomowym momentem był mecz z Sevillą w Chicago. Wszyscy zawodnicy uwierzyli chyba w swoje umiejętności, bo graliśmy w tym spotkaniu jak równy z równym. Stwarzaliśmy sytuacje. Powiedzieliśmy sobie jasno - skoro z takim przeciwnikiem jesteśmy w stanie, to czemu nie wygrywać z każdym w lidze polskiej? I to się przeniosło na polskie boiska.

Przed wyjazdem na „Chicago Trophy” były obawy, że Wasza forma się obniży przez udział w tym turnieju. Jednak z perspektywy czasu chyba dobrze się stało, że tam graliście?
Na pewno i rzeczywiście były takie obawy. Zyskaliśmy podwójnie poprzez aspekt sportowy i myślę, że i drużyna poprzez zwycięstwo się skonsolidowała. Panowała tam dobra atmosfera. Tak jak mówię - wygraliśmy tym wyjazdem podwójnie, chociaż nie zanosiło się na to, bo jednak była ta długa droga, ciężkie spotkania i powrót na 3 dni przed meczem z mistrzem Polski. To mogło trochę niepokoić.

Czy uważa Pan, że to rzeczywiście najlepszy moment w Pana karierze? Czy może były już takie chwile w przeszłości? A może chciałby Pan, żeby było jeszcze lepiej?
Zawsze może być lepiej i chciałbym, żeby to nie był najlepszy moment w mojej karierze, tylko żeby on był jeszcze przede mną. Chciałbym w Wiśle spełnić się w europejskich pucharach i zaznaczyć swoją obecność nie tylko jako dobry piłkarz ligowy, tylko zawodnik, który potrafi pociągnąć ten zespół do wyższych celów.

Czyli jeżeli mówi Pan o pucharach, to jak mamy patrzeć na informacje o pańskim transferze?
Szczerze mówiąc, to nic nie wiem o moim transferze. Ciężko mi się wypowiadać na ten temat, nie dostałem żadnych sygnałów ze strony klubu o jakichkolwiek ofertach odnośnie mojej osoby i dopóki ich nie będzie, to w ogóle nie zaprzątam sobie tym głowy. Chcę grać tutaj jak najlepiej i z tą drużyną jak najwięcej osiągnąć.

A jeśli pojawi się jakaś oferta, to jak Pan zareaguje? Czy tak, jak np. Kuba Błaszczykowski, który powiedział, że najpierw chce dograć do końca sezonu?
Na pewno to zależy od tego, jakie będzie stanowisko klubu. Jeśli klub będzie bardzo chciał, żebym stąd odszedł i będzie to bardzo dobra propozycja dla zespołu i więcej będzie mogła Wisła zyskać na tym niż stracić, to się zastanowię nad taką propozycją. Ale na siłę niczego nie zrobię i nie rzucę się na pierwszą lepszą ofertę, która przyjdzie do klubu. Chcę z Wisłą zdobyć mistrzostwo Polski i ciężko będzie po takim mistrzostwie odejść, bo będzie czekała nas wtedy batalia o Ligę Mistrzów. A z takiej szansy nie chciałbym zrezygnować.

Czy Pana piłkarskim marzeniem była gra w zagranicznym klubie, czy były one jakieś inne?
Na pewno myślałem o tym, żeby wyjechać za granicę, jak każdy zawodnik. Ale powiem szczerze, że takim spełnieniem marzeń byłaby gra o wysoką stawkę, a jest ono realne tutaj, w Wiśle Kraków. Na pewno te marzenia by się spełniły, gdybyśmy awansowali do Ligi Mistrzów.

Myśli Pan, że z tą drużyną, z tym trenerem, jest na to szansa? To jest ten moment?
Myślę, że nie mamy na tą chwilę gorszego zespołu niż wtedy, kiedy graliśmy z Panathinaikosem i byliśmy o krok od awansu. Mamy dobrego trenera, szykowane są wzmocnienia, także ja myślę, że kibice Wisły mogą pozytywnie patrzeć na przyszłość i czekać na to.

Pamięta Pan chwile sprzed pół roku, kiedy było ciężko, nie szło? Wraca Pan do tego, czy zostawił Pan to gdzieś daleko za sobą?
Pamiętamy o tym, że ten poprzedni sezon nie był udany. I pamiętamy też o tym, jak zachowywali się nasi kibice, pomimo naszej słabej gry. Nigdy się nie odwrócili od nas, ten mecz z Groclinem pokazał, jaką naprawdę są siłą i motywacją dla naszego zespołu, bo przegrywając 0:4 czułem się tak, jakbym wygrywał 4:0. Za to im serdecznie dziękujemy i myślę, że tą dobrą grą w tej rundzie odpłacamy im za to, że wtedy byli cały czas z nami.

Kibice mówią, że jak patrzą na Pana grę, to już nigdy nikogo nie przekreślą. Myśli Pan, że po takiej metamorfozie jest to możliwe, żeby przestali narzekać na piłkarzy, którzy są akurat w słabszej formie?
Wiem jak to jest. Zawsze będzie jakieś niezadowolenie. Kibice oczekują samych zwycięstw, super gry i zawsze będzie niezadowolenie. Trzeba pamiętać, że tą szansę trzeba dać każdemu zawodnikowi. Jeśli się widzi w jakimś zawodniku potencjał, to prędzej czy później taki piłkarz zacznie dobrze grać. Kredyt zaufania każdemu się należy. Nie wiem, czy dobry przykład jest, jeśli chodzi o moją osobę, bo rzeczywiście w poprzednim sezonie w ogóle mi nie szło, a teraz ta metamorfoza... Pewnie niejeden przeciera oczy, ale jakby ktoś popatrzył, to miałem cztery sezony pod rząd, w których strzelałem po 8 bramek. Tak więc do końca nie może to być jakieś zaskakujące, jeśli chodzi o moją osobę.

Co zrobić, żeby utrzymać formę Pana i drużyny? Jest na to jakaś recepta? Może powtórzyć przygotowania sprzed pół roku do rundy wiosennej?
Można obrać taką drogę. Ale o to, co trzeba zrobić, trzeba się zapytać trenera, bo to on jest kapitanem tego statku i on decyduje o tym. Na pewno wszystkiego nie da się powtórzyć tak, jak było w lecie. Zawodnicy są już o pół roku starsi, w zupełnie innych nastrojach, w zupełnie innej kondycji fizycznej. Trzeba zrobić takie przygotowania, po których Wisła będzie grała jeszcze lepiej niż jesienią. Ten poziom, który Wisła prezentowała, może nie wystarczyć na te silne zespoły, z którymi przyjdzie się zmierzyć.

Mówił Pan, że trener Skorża jest kapitanem. A Pan jaką rolę widzi dla siebie?
Ciężko powiedzieć (śmiech). Śmiesznie to zabrzmi, jak powiem, że majtka. Na pewno my jesteśmy od tej roboty, a to trener kieruje tym wszystkim.

Może dowodzący lewą burtą?
Może... (śmiech).

Co w takim razie Wisła musi poprawić w swojej grze?
Wszystko jest do poprawienia. Zawsze można strzelać więcej bramek, mniej tracić, ładniejsze akcje robić. Na pewno potrzebujemy jakichś wzmocnień i myślę, że jest tu pole do popisu. Potrzebujemy silnej kadry, bo co by nie mówić, kontuzje w tej rundzie nas nie ominęły.

Runda, jeśli chodzi o Wisłę, była udana. A jak Pan podsumuje sezon reprezentacyjny?
Jeśli z mojej strony mam na to patrzeć, to na pewno mogłem częściej dostawać te powołania, biorąc pod uwagę moją dyspozycję. Jeśli chodzi o samą reprezentację - to chyba lepszego nie można było sobie wyobrazić. Zakwalifikowaliśmy się do Mistrzostw Europy i trzeba zrobić wszystko, żeby jak najwięcej zawodników z Wisły pojechało na te mistrzostwa.

Rundę wiosenną Biała Gwiazda zaczyna od meczu wyjazdowego w Kielcach. Potem jest jeszcze mecz w Poznaniu, Warszawie... Zapowiadają się trudne spotkania. Wisła da radę?
Jestem przekonany, że da radę. Tą rundę też zaczynaliśmy od ciężkiego wyjazdu na mecz do Zagłębia Lubin, mistrza Polski. Podołaliśmy temu zadaniu. Jesteśmy pewni, że będziemy dobrze przygotowani do tej rundy i zrobimy wszystko, żeby tytuł wrócił na Reymonta, bo chyba już kibice stęsknili się za nim.

A jak Pan oceni inne zespoły z Orange Ekstraklasy? Która drużyna zaskoczyła Pana na plus, a która na minus?
Spodziewałem się, że to będzie tak, że Legia będzie walczyła o mistrzostwo Polski. Na pewno wszyscy spodziewali się więcej po mistrzu Polski, że będzie grał o wiele lepiej, tak samo jak zespół z Bełchatowa. Po poprzednim sezonie te nadzieje zostały rozbudzone i teraz grają na pewno poniżej swojego poziomu.

A jak Pan odnosi się do afery korupcyjnej? Był Pan zaskoczony, jak okazało się, że zatrzymana została pięćdziesiąta osoba, czy to już spowszedniało? A jak Pan skomentuje słowa Zbigniewa Bońka, który powiedział, że jak Widzew poleci, to w doborowym towarzystwie, bo razem z innymi drużynami z pierwszej ligi?
Ja mogę odpowiadać za siebie. Powiem szczerze, że nie dziwi mnie, że ta afera korupcyjna wyszła na taką skalę. Kiedy byłem młodym chłopakiem to słyszałem o różnych rzeczach, różne rzeczy widziało się w telewizji, różne były decyzje sędziów. Myślę, że nie jest to jakimś zaskoczeniem. Dobrze, że takie sprawy się rozwiązuje i ja osobiście bym chciał, żeby jak najmniej osób w polskiej piłce zostało, które miały związek z tym procederem. Mówiąc krótko - te osoby okradały tych, które były uczciwe. Nie owijając w bawełnę, zabierały im pieniądze.

Wspomniał Pan o kibicach, którzy z utęsknieniem czekają na mistrzostwo. Czy to nie jest tak, że po tym okresie posuchy kibice bardziej cieszą się z każdego zwycięstwa, będą bardziej świętowali zdobycie mistrzostwa? Czy tak samo jest z piłkarzami?
Widzę, że te zwycięstwa sprawiają kibicom dużo radości. Pamiętam mistrzostwo zdobyte z Wisłą, które dla niektórych zawodników było któreś z kolei, a dla mnie i np. Radka Sobolewskiego, było pierwsze. Wchodziliśmy wtedy do szatni w takiej euforii, a tam siedziało kilku zawodników, dla których to był chleb powszedni i po nich nie było widać aż takiej euforii, która była z naszej strony. Chodzi tu też o kibiców. Po tych dwóch pierwszych mistrzostwach to trzecie traktowało się jak coś naturalnego, pewną kolej rzeczy, kolejny krok do jakiegoś celu, którym była walka o LM. Na pewno to mistrzostwo, jeśli chodzi o mnie, będzie miało taki podwójny smak.

Czy śledzi Pan losy Lechii w 2. lidze?

Śledzę, i nawet byłem na jej meczu z Wisłą Płock. Muszę przyznać, ze byłem pod wrażeniem gry zespołu i oczywiście kibiców. Myślę, że taki zespół zasługuje na grę w pierwszej lidze.

Chciałby Pan w przyszłym sezonie zagrać przeciwko Lechii w ekstraklasie?
Na pewno chciałbym. To by też oznaczało, że zostanę w Wiśle. Chciałbym się spotkać w meczu ligowym. Przykro by mi było strzelić jej bramkę, ale taka jest kolej rzeczy. No mam nadzieję, że nie zaprzepaszczą tej szansy i w tym sezonie uda im się awansować, bo w poprzednim sezonie byli o krok od tego awansu.

Zawodnicy, którzy kończą kariery w klubach, z którymi byli związani, grając potemprzeciwko niemu, gdy strzelą bramkę, nie okazują radości. Jak by było u Pana? Jest mocny związek z Lechią?
Jest mocny związek z Lechią i to pomimo tego, że już dawno nie grałem dla biało-zielonych. Nie wiem, czy bym się cieszył... Szczerze mówiąc, to nie wiem, jaka byłaby moja reakcja.

Ale to nie byłoby tak, że przed meczem miałby Pan jakieś postanowienie: „Nie, nie będę się cieszył po bramce...”?
Nie wiem. Nawet jakbym się cieszył, to chyba kibice nie mieliby mi za złe radości ze zdobytej bramki. W końcu gol dla Wisły, czy dla Lechii... co za różnica... (śmiech).

Ma Pan szalik Lechii?
Mam już kilka szalików Lechii. Ten z ostatniego meczu dostałem od kibica Lechii. Wisi u mnie na wieszaku w szafie. Na pewno będzie ze mną jeździł.

A szalik Wisły?
Szalik Wisły też mam w domu. I nawet Śląska Wrocław. Mam trochę tych szalików.

Chciałby Pan wrócić do Lechii na zakończenie kariery?
Chciałbym. Mówiłem już kiedyś, że chcę wrócić, ale z drugiej strony fajnie by było zakończyć karierę tutaj, w Krakowie. Jakby się udało któryś z tych celów zrealizować, to byłaby fajna sprawa.

A po zakończeniu kariery piłkarskiej swoją przyszłość wiąże Pan z północą Polski, czy jednak z południem?
Szczerze mówiąc, to raczej z północą, bo zamierzam osiąść w Gdańsku. Kraków to jest mój drugi dom, ale jednak cała rodzina mieszka w Gdańsku i nie wyobrażam sobie, żebym mieszkał tak daleko. Już długi czas mieszkam poza rodzinnym miastem i jeszcze trochę czasu minie, zanim wrócę.

Aby otrzymywać newsletter Białej Gwiazdy i móc czytać przygotowane przez nas materiały, zanim ukażą się one na stronie internetowej, wystarczy zarejestrować się.

Rozmawiali: Marcin Górski, Anna Maśko
Fot. Grzegorz Czop
Biuro Prasowe Wisła Kraków SA



do góry strony