Strona główna » Aktualności » Mączyński: Często dostaję po kościach

Mączyński: Często dostaję po kościach

Data publikacji: 04-02-2009 17:54



Krzysztof Mączyński na razie nie trenuje z piłkarzami Wisły, ponieważ leczy bolesny uraz, którego nabawił się w Hiszpanii. Młody pomocnik Białej Gwiazdy ma zamiar już od poniedziałku wrócić do normalnych treningów, a w trochę dalszej perspektywie myśli o wypożyczeniu do innego zespołu.

Jesteś chyba jednym z większych pechowców w drużynie. W zeszłym roku złapałeś kontuzję w trakcie zgrupowania, w tym przytrafiło ci się to samo.
To nie jest problem tylko i wyłącznie zgrupowań, bo takie sytuacje przytrafiają mi się praktycznie co trening. Trenerzy się śmieją już, że prawie codziennie dostaję po kościach. Na szczęście to nie są urazy, które mogą mi przeszkodzić w przygotowywaniu się, ale niestety, są one na tyle bolesne, że w tej chwili uniemożliwiają mi treningi. Wybrałem jednak zawód piłkarza i trzeba się było liczyć z tym, że tak może być. Z drugiej strony było takie powiedzenie, że najczęściej fauluje się najlepszego zawodnika (śmiech). Żartuję oczywiście.

Dlaczego akurat Ciebie koledzy tak mało oszczędzają?

Na pewno wpływ na to, że jestem często faulowany, ma fakt, że dużo jestem przy piłce. Jeżeli bym nie miał tego kontaktu z piłką, to pewnie nie dostawałbym po kościach. Trzeba jednak za każdym razem wstać i walczyć o swoje, udowadniać, że jest się na tyle dobrym, żeby być w tej drużynie.

Mówisz, że uraz, na który narzekasz obecnie, jest bardzo bolesny. Kiedy w takim razie będziesz w stanie trenować?

Na początku było nawet podejrzenie, że to jest złamanie kości strzałkowej. Na szczęście badania wykazały, że mam tylko mocne stłuczenie. To jest ta sama noga, w którą dostałem w meczu Młodej Ekstraklasy, kiedy musiałem zejść po dwudziestu minutach. Ból jest więc podwójny, bo teraz dostałem w to samo miejsce. Zrobił się krwiak, który uniemożliwia mi trenowanie. Od czwartku jednak mam nadzieję, że zacznę truchtać, coś zacznę robić. Myślę, że na zgrupowaniu będę już ćwiczył na sto procent.

Nie boisz się, że przez ten uraz stracisz ważny fragment przygotowań do sezonu?
Ja nie patrzę na to w ten sposób, że czas mi ucieka. Obóz przygotowawczy na pewno dużo daje. Ja już tu jestem drugi rok, kiedy trenuję z pierwsza drużyną. To nie cieszy mnie już tak bardzo, jak wcześniej, bo wiadomo, że człowiek chce więcej. Z drugiej strony jest oczywiste, że trzeba wchodzić do gry stopniowo – krok po kroku. Dla mnie najlepszym rozwiązaniem w tym momencie byłoby wypożyczanie do jakiegokolwiek klubu, żeby obyć się przez przynajmniej pół roku gry czy to w pierwszej lidze, czy to w Ekstraklasie. Człowiek chce sobie z roku na rok stawiać poprzeczkę wyżej. Na pewno nie wpłynie to jednak na moje treningi w Krakowie. Będę dawał z siebie wszystko, bo trenuję dla siebie. Sam sobie chcę udowodnić, że jestem w stanie grać na wysokim poziomie.

Przed pierwszym obozem dyrektor Bednarz mówił, że po pierwszym zgrupowaniu zapadnie decyzja, czy zostaniesz wypożyczony, czy też trener Skorża będzie chciał, żebyś został. Czy ta sytuacja się wyjaśniła?
Rozmawiałem z trenerem Skorżą na temat mojego wypożyczenia. Wiadomo, że dla mnie lepiej by było odejść i ograć się przez przynajmniej pół roku. Na początku trener mówił, że raczej będzie trudno z wypożyczeniem mnie, bo on chce mieć w Krakowie liczną kadrę. W trakcie obozu doszliśmy jednak do wspólnego zdania, że będę mógł odejść, jeśli jakiś klub przedstawi Wiśle konkretną ofertę. Wtedy trener nie będzie mi stawiał przeszkód, bo dla niego też jest ważne, żebym się ogrywał. Na pewno chciałbym odejść na wypożyczenie, ale to nie jest takie proste. Trzeba znaleźć odpowiedni klub, gdzie mógłbym przede wszystkim grać.

Jakie są nadzieje na to, że taki klub się znajdzie?
Mój menadżer jest cały czas w kontakcie z kilkoma klubami. Okienko transferowe kończy się wraz z końcem lutego, więc jest jeszcze trochę czasu. Ja spokojnie czekam i przygotowuje się do rundy. Staram się o tym nie myśleć, bo najważniejsze jest, żebym się dobrze przygotował meczów na wiosnę.

Na ile kontuzja, której doznałeś utrudniła sytuację z ewentualnym wypożyczeniem?
To nie jest groźny uraz, przerwa na leczenie potrwa tydzień, więc taki okres czasu można szybko nadrobić. Nie sądzę, żeby tydzień bez treningów mógł coś skomplikować.

Za każdym razem, gdy młody zawodnik chce odejść na wypożyczenie z Wisły, powołuje się na Patryka Małeckiego i Rafała Boguskiego. Ty chcesz zostać trzecim muszkieterem?
Trudno powiedzieć. Wiadomo, że Partyk i Rafał przez odejście i ogranie się przez pół roku czy rok bardzo zyskali. Wiadomo, że dla młodego człowieka ogrywanie się, nawet w słabszym zespole, jest bardzo ważne. Można nabyć przede wszystkim pewności siebie, a to dużo daje. Wisła jest takim klubem, że teraz trudno postawić tu na młodzież. Tu szuka się zawodników gotowych, którzy zespół mogą wzmocnić już teraz. Młody piłkarz grający w Wiśle chce iść na wypożyczenie, żeby ograć się i wrócić z innym nastawieniem. Po wypożyczeniu można zacząć myśleć o walce o podstawową jedenastkę, a nie o miejscu w kadrze meczowej. Najważniejsza jest gra, bo młodego człowieka nie cieszy siedzenie na ławie, tylko nabieranie doświadczenia przez grę.


M. Górski
Fot. Maks Michalczak
Biuro Prasowe Wisły Kraków SA



do góry strony