Strona główna » Aktualności » Łobodziński: Miałem patrzeć na 16. metr

Łobodziński: Miałem patrzeć na 16. metr

Data publikacji: 22-09-2008 10:58



Tajemnica asysty Wojciecha Łobodzińskiego przy bramce Mauro Cantoro? "Mauro powiedział mi przed meczem, żebym czasem spojrzał na szesnasty metr, jak mam piłkę" - opowiadał po spotkaniu pomocnik Wisły.

W Londynie trener zastosował wobec Ciebie taką "terapię wstrząsową" nie wystawiając Cię w pierwszym składzie. Chyba się opłaciło, bo dziś zaliczyłeś asystę.
Szczerze mówiąc, chyba było mi potrzebne to, że w meczu z Londynie usiadłem na ławce. Po drugie, to ze spotkania z Jagiellonią też nie jestem zadowolony, poza asystą i zwycięstwem oczywiście. Grało się naprawdę ciężko. Z takich ciężkich wyjazdów trzeba przywozić trzy punkty. My to zrobiliśmy i to się liczy.

Ciężko się grało, mimo że Jagiellonia długo grała  mając o jednego zawodnika mniej. To wynikało z ich nastawienia do meczu?
Po części na pewno tak. My kontrolowaliśmy to, co się dzieje na boisku przez większą część spotkania, czy Jagiellonia grała w osłabieniu, czy nie. Do strzelenia tej drugiej bramki zawsze tak jest, że różnie to może być i nawet jakiś stały fragment gry może się źle skończyć. My kilka razy wychodziliśmy z dobrymi akcjami, ale powinniśmy je inaczej rozwiązywać. Ze swojej strony też mam sobie do zarzucenia, że nie dogrywałem tych ostatnich piłek lepiej.

Twoje podanie do Mauro Cantoro było bardzo dobre. Widziałeś go, czy tylko słyszałeś, jak Ci krzyczy?
Mauro powiedział mi przed meczem, żebym czasem spojrzał na szesnasty metr, jak mam piłkę. W szatni po meczu śmiał się, że teraz chyba będzie mi tak za każdym razem mówił, bo to się opłaciło.

Czego zabrakło w innych sytuacjach, żeby wykończyć je takim podaniem?
Często starałem się schodzić do środka, żeby robić miejsce Marcinowi Baszczyńskiemu, który grał bardzo ofensywnie i stwarzał przewagę jednego zawodnika na skrzydle. Tak jak powiedziałem, nie jestem zadowolony do końca ze swojego występu, ale liczy się zwycięstwo.

Spodziewaliście się takiej gry Jagiellonii?
Tak. Mieliśmy dokładnie omówioną ich strategię gry. Wiedzieliśmy, że będą bardzo mocno zaangażowani, choć momentami grali zbyt brutalnie. Sam po sobie mogę to odczuć – mam spuchniętą szczękę.

Ciebie przeciwnicy nie oszczędzali, ale i Ty dostałeś żółta kartkę.
To był raczej taktyczny faul. Chciałem zapobiec kontratakowi. Nie było w tym nic brutalnego.

Masz jeszcze siłę i ochotę na dalsze mecze wyjazdowe?

Licząc mecze reprezentacji jestem już chyba osiemnasty dzień poza domem. Oczywiście, jesteśmy zawodowcami i nie ma się co użalać. Trzeba jeździć na te mecze i je wygrywać. Kulminacja będzie w środę - musimy zagrać dobrze i pewnie awansować do następnej rundy Pucharu Polski.

Gdyby to Wojtek Łobodziński ustalał plan podróży Wisły, to wrócilibyście teraz do Krakowa?

Nie. Te podróże są chyba jeszcze gorsze od tego, że jesteśmy poza domem. Dla naszych organizmów to chyba lepiej, że jednak jedziemy od razu.

M. Górski
Biuro Prasowe Wisły Kraków SA



do góry strony