Aktualności
OSTATNIE NEWSY.
Strona główna »
Aktualności »
Łobodziński: Dzisiaj zachowałbym się inaczej
Łobodziński: Dzisiaj zachowałbym się inaczej
Data publikacji: 17-04-2009 12:15W meczu z Jagiellonią nie udało mu się zdobyć bramki, chociaż miał ku temu świetną okazję. W sparingu pokazał jednak, że nie zapomniał, jak się pokonuje bramkarza przeciwników. Czy Wojciech Łobodziński trafi do siatki rywala w meczu ligowym w Gdyni?
Fot. Maks Michalczak
W ostatnim sparingu z Młodą Wisłą zdobyłeś dwie bramki. Widać było, że bardzo chciałeś coś strzelić i udało Ci się.
Trzeba to potraktować jako trening. Potrzebne mi jest to, żeby wykorzystywać takie sytuacje i znajdować się w nich. W ostatnim meczu widzieliśmy, jak to wyglądało. Teraz, jeżeli będę miał taką sytuację w meczu, będę się starał inaczej to rozwiązywać.
Po tym, jak kibice obejrzeli skrót tego sparingu na naszej stronie, to pojawiły się komentarze, że w końcu Łobo się przełamał.
Chciałbym, żeby tak było, chociaż ostatnio z tymi bramkami jest tak, że nie strzelamy ich bardzo dużo. Szczególnie ciężko gra się nam na wyjazdach. Chciałbym, żebyśmy w Gdyni wygrali, nawet jedną bramką. Niekoniecznie ja muszę ją strzelić. Przede wszystkim jednak chciałbym zagrać.
W takich podbramkowych akcjach będziesz starał się strzelać sam, czy będziesz podawał do kolegów?
Niekoniecznie sam, ale przynajmniej będę się starał, żeby ta decyzja była podjęta szybciej, a nie po tysiącu myśli. Wtedy wychodzi to najgorzej. Chodzi o to, żeby to było najlepsze rozwiązanie dla zespołu.
Trener Skorża mówi, że brakuje Ci takiej kropki nad „i”.
Ze mną jest tak, że jak już jestem na boisku, to znajduję się w tych sytuacjach i przy tym ostatnim podaniu, i przy tych stuprocentowych. Może coś w tym jest, że brakuje mi takiej pewności siebie w tych ostatecznych, decydujących momentach pod bramką przeciwnika.
W sparingu z Polonią Bytom grałeś przez chwilę na pozycji prawego obrońcy. Skąd się wziął taki pomysł?
W tamtym czasie to troszeczkę sytuacja to wymusiła, bo były kontuzje i kartki i różnie mogło być. Na szczęście i Marcin, i Peter mogli grać. Akurat ta sytuacja potoczyła się tak, że nie trzeba było podejmować żadnych drastycznych decyzji. Oczywiście, jeżeli bym musiał, to bym zagrał na prawej obronie.
Jak Ci się grało?
Poza tym rzutem karnym, którego sprokurowałem? (śmiech). To jakaś nowa sprawa dla mnie, ale myślę, że poradziłbym sobie. To nie jest jakaś straszna pozycja.
Z Arką grałeś w Gdyni rok temu w Pucharze Polski. Tam też miałeś okazję do tego, żeby wpisać się na listę strzelców.
Tam miałem dwie stuprocentowe sytuacje, o ile pamiętam. I to bliźniacze. Jeżeli by się powtórzyła taka sama sytuacja, to dzisiaj na pewno zachowałbym się inaczej.
Wiśle ciężko się gra w Gdyni. Nie wygrała tam meczu ligowego od bardzo dawna. A jak Tobie się tam gra?
Słyszałem, że tak było. W meczu ligowym nie grałem tam jak zawodnik Wisły, ale z tego, co pamiętam, to inne mecze takie trudne nie były. Jedną taką wysoką porażkę pamiętam, przegraliśmy 0:3. Ale jakichś takich ciężkich i drastycznych momentów nie pamiętam.
Jak ocenisz postawę Arki, która w lidze spisuje się jednak poniżej oczekiwań.
Patrząc na skład i na nazwiska tej drużyny, to nie jest to zespół, żeby walczył o utrzymanie, absolutnie. Tam są zawodnicy, którzy w poprzednich latach odgrywali w lidze wiodące role, dlatego dziwi postawa tego zespołu. Tam praktycznie na każdej pozycji jest zawodnik, który powinien grać na wyższym poziomie niż teraz gra Arka, ale u siebie ona jest zawsze groźna.
Kto może być najgroźniejszy w drużynie Arki?
Ich ofensywa jest naprawdę mocna, bo i Wachowicz, i Zakrzewski, to są zawodnicy, którzy naprawdę są bardzo groźni. Myślę, że ogólnie jest to bardzo ofensywnie usposobiony zespół, dlatego dzięki temu będziemy mieli więcej miejsca, żeby atakować, bo nie wierzę, żeby Arka chciała się bronić.
Ostatnia porażka 0:3 z ŁKS-em pokazuje, że defensywa gdynian nie gra za pewnie.
Tak, bo oni chcą grać ofensywnie, do przodu. Szczególnie u siebie, przy swojej publiczności będzie taka presja, że nie będą chcieli się bronić, zwłaszcza w meczu z Wisłą. Dlatego tutaj upatruję naszej szansy w tym, że będzie można ich skontrować.
Doczekamy się po niedzieli tego, żeby Wisła dogoniła rywali w tabeli?
Chciałbym, żeby tak było. Zostało jeszcze siedem kolejek. Jeszcze daleka droga przed wszystkimi zespołami, ale ja widzę, że ta sytuacja może być dla nas w tych ostatnich meczach kluczowa. Jeżeli my wygramy najbliższe mecze, to powinniśmy dogonić Lecha i mam nadzieję, że tak będzie.
Przejdziesz się w niedzielę po polu karnym przeciwnika i posprawdzasz, gdzie są wystające kępy trawy, żeby piłka nie podskoczyła, jak będziesz zagrywał ją do Rafała Boguskiego, tak jak w meczu z Jagiellonią?
Widziałem powtórki i ta piłka naprawdę wyczyniała cuda, zanim trafiła do Rafała. Myślę, że on czekał, aż mu ta piłka odpowiednio spadnie. Napastnicy nie lubią takich sytuacji, bo ta piłka leci i oni mają naprawdę mnóstwo myśli, co z nią zrobić, a ona w ostatnim momencie może zrobić jakiś kozioł. Takie rzeczy się zdarzają, Z tego co wiem, to w Gdyni jest dobre, równe boisko, więc będzie dobrze.
Ania M., Marcin Górski
Biuro Prasowe Wisły Kraków SA
Trzeba to potraktować jako trening. Potrzebne mi jest to, żeby wykorzystywać takie sytuacje i znajdować się w nich. W ostatnim meczu widzieliśmy, jak to wyglądało. Teraz, jeżeli będę miał taką sytuację w meczu, będę się starał inaczej to rozwiązywać.
Po tym, jak kibice obejrzeli skrót tego sparingu na naszej stronie, to pojawiły się komentarze, że w końcu Łobo się przełamał.
Chciałbym, żeby tak było, chociaż ostatnio z tymi bramkami jest tak, że nie strzelamy ich bardzo dużo. Szczególnie ciężko gra się nam na wyjazdach. Chciałbym, żebyśmy w Gdyni wygrali, nawet jedną bramką. Niekoniecznie ja muszę ją strzelić. Przede wszystkim jednak chciałbym zagrać.
W takich podbramkowych akcjach będziesz starał się strzelać sam, czy będziesz podawał do kolegów?
Niekoniecznie sam, ale przynajmniej będę się starał, żeby ta decyzja była podjęta szybciej, a nie po tysiącu myśli. Wtedy wychodzi to najgorzej. Chodzi o to, żeby to było najlepsze rozwiązanie dla zespołu.
Trener Skorża mówi, że brakuje Ci takiej kropki nad „i”.
Ze mną jest tak, że jak już jestem na boisku, to znajduję się w tych sytuacjach i przy tym ostatnim podaniu, i przy tych stuprocentowych. Może coś w tym jest, że brakuje mi takiej pewności siebie w tych ostatecznych, decydujących momentach pod bramką przeciwnika.
W sparingu z Polonią Bytom grałeś przez chwilę na pozycji prawego obrońcy. Skąd się wziął taki pomysł?
W tamtym czasie to troszeczkę sytuacja to wymusiła, bo były kontuzje i kartki i różnie mogło być. Na szczęście i Marcin, i Peter mogli grać. Akurat ta sytuacja potoczyła się tak, że nie trzeba było podejmować żadnych drastycznych decyzji. Oczywiście, jeżeli bym musiał, to bym zagrał na prawej obronie.
Jak Ci się grało?
Poza tym rzutem karnym, którego sprokurowałem? (śmiech). To jakaś nowa sprawa dla mnie, ale myślę, że poradziłbym sobie. To nie jest jakaś straszna pozycja.
Z Arką grałeś w Gdyni rok temu w Pucharze Polski. Tam też miałeś okazję do tego, żeby wpisać się na listę strzelców.
Tam miałem dwie stuprocentowe sytuacje, o ile pamiętam. I to bliźniacze. Jeżeli by się powtórzyła taka sama sytuacja, to dzisiaj na pewno zachowałbym się inaczej.
Wiśle ciężko się gra w Gdyni. Nie wygrała tam meczu ligowego od bardzo dawna. A jak Tobie się tam gra?
Słyszałem, że tak było. W meczu ligowym nie grałem tam jak zawodnik Wisły, ale z tego, co pamiętam, to inne mecze takie trudne nie były. Jedną taką wysoką porażkę pamiętam, przegraliśmy 0:3. Ale jakichś takich ciężkich i drastycznych momentów nie pamiętam.
Jak ocenisz postawę Arki, która w lidze spisuje się jednak poniżej oczekiwań.
Patrząc na skład i na nazwiska tej drużyny, to nie jest to zespół, żeby walczył o utrzymanie, absolutnie. Tam są zawodnicy, którzy w poprzednich latach odgrywali w lidze wiodące role, dlatego dziwi postawa tego zespołu. Tam praktycznie na każdej pozycji jest zawodnik, który powinien grać na wyższym poziomie niż teraz gra Arka, ale u siebie ona jest zawsze groźna.
Kto może być najgroźniejszy w drużynie Arki?
Ich ofensywa jest naprawdę mocna, bo i Wachowicz, i Zakrzewski, to są zawodnicy, którzy naprawdę są bardzo groźni. Myślę, że ogólnie jest to bardzo ofensywnie usposobiony zespół, dlatego dzięki temu będziemy mieli więcej miejsca, żeby atakować, bo nie wierzę, żeby Arka chciała się bronić.
Ostatnia porażka 0:3 z ŁKS-em pokazuje, że defensywa gdynian nie gra za pewnie.
Tak, bo oni chcą grać ofensywnie, do przodu. Szczególnie u siebie, przy swojej publiczności będzie taka presja, że nie będą chcieli się bronić, zwłaszcza w meczu z Wisłą. Dlatego tutaj upatruję naszej szansy w tym, że będzie można ich skontrować.
Doczekamy się po niedzieli tego, żeby Wisła dogoniła rywali w tabeli?
Chciałbym, żeby tak było. Zostało jeszcze siedem kolejek. Jeszcze daleka droga przed wszystkimi zespołami, ale ja widzę, że ta sytuacja może być dla nas w tych ostatnich meczach kluczowa. Jeżeli my wygramy najbliższe mecze, to powinniśmy dogonić Lecha i mam nadzieję, że tak będzie.
Przejdziesz się w niedzielę po polu karnym przeciwnika i posprawdzasz, gdzie są wystające kępy trawy, żeby piłka nie podskoczyła, jak będziesz zagrywał ją do Rafała Boguskiego, tak jak w meczu z Jagiellonią?
Widziałem powtórki i ta piłka naprawdę wyczyniała cuda, zanim trafiła do Rafała. Myślę, że on czekał, aż mu ta piłka odpowiednio spadnie. Napastnicy nie lubią takich sytuacji, bo ta piłka leci i oni mają naprawdę mnóstwo myśli, co z nią zrobić, a ona w ostatnim momencie może zrobić jakiś kozioł. Takie rzeczy się zdarzają, Z tego co wiem, to w Gdyni jest dobre, równe boisko, więc będzie dobrze.
Ania M., Marcin Górski
Biuro Prasowe Wisły Kraków SA






















