Aktualności
OSTATNIE NEWSY.
Strona główna »
Aktualności »
Leszczak: Jestem z siebie zadowolony
Leszczak: Jestem z siebie zadowolony
Data publikacji: 18-11-2008 21:15"Mam nadzieję, że to nie była pierwsza i ostatnia moja potyczka z przeciwnikiem starszym, bardziej doświadczonym. Wierzę, że jeszcze nieraz pokażę się tu przy Reymonta i nie tylko" - mówił po meczu debiutant w pierwszym zespole, Sebastian Leszczak.
Jak wrażenia po debiucie w pierwszej drużynie?
Jestem zadowolony, bo wygraliśmy jako zespół. Do mojej gry można było mieć trochę zastrzeżeń, bo za bardzo chciałam. Wiadomo, pierwszy występ, starałem się jak mogłem, biegałem. Tyle mogę powiedzieć o tym występie. Jestem z siebie zadowolony.
Była trema?
Była. Na pewno pierwsze pięć minut nóżki się trzęsły. Potem przy pierwszym, drugim pewnym zagraniu uwierzyłem w siebie i powiedziałem sobie, że dam radę zagrać. Ja też jestem człowiekiem, oni też są ludźmi. Nie miałem się czego bać już później.
Uwierzyłeś w siebie i postanowiłeś ograć dwóch rywali.
Wtedy poniosła mnie trochę fantazja. Nie udało się tak jak chciałem. Cóż kto nie spróbuje, ten się nie przekona, czy da się czy nie.
Jak chciałeś, by ta sytuacja się zakończyła?
Myślałem, że dwóch obrońców pójdzie na zamach, ale to są doświadczeni obrońcy i nie dało się ich do końca ograć. Mam nadzieję, że to nie była pierwsza i ostatnia moja potyczka z przeciwnikiem starszym, bardziej doświadczonym. Wierzę, że jeszcze nieraz pokażę się tu przy Reymonta i nie tylko.
Starsi koledzy pomagają?
Czasem krzykną, poprawią, pomagają mi, mówią co mam robić, żeby nie poprawiać błędów.
Przed meczem było wsparcie ze strony kolegów?
Powiedzieli tylko, żebym się nie bał, żebym walczył i nie odstawiał nogi. Najgorsze jest, gdy zawodnik się boi, stoi, a tak naprawdę trzeba powalczyć, a z czasem wszystko przyjdzie .
Była rodzina na trybunach?
Była mama, siostra, brat i dziewczyna, całe grono. Chciałem im za to podziękować, że znaleźli dla mnie czas i przyszli mnie dopingować.
M. Strączek
Fot. Grzegorz Czop
Biuro Prasowe Wisły Kraków SA
Jestem zadowolony, bo wygraliśmy jako zespół. Do mojej gry można było mieć trochę zastrzeżeń, bo za bardzo chciałam. Wiadomo, pierwszy występ, starałem się jak mogłem, biegałem. Tyle mogę powiedzieć o tym występie. Jestem z siebie zadowolony.
Była trema?
Była. Na pewno pierwsze pięć minut nóżki się trzęsły. Potem przy pierwszym, drugim pewnym zagraniu uwierzyłem w siebie i powiedziałem sobie, że dam radę zagrać. Ja też jestem człowiekiem, oni też są ludźmi. Nie miałem się czego bać już później.
Uwierzyłeś w siebie i postanowiłeś ograć dwóch rywali.
Wtedy poniosła mnie trochę fantazja. Nie udało się tak jak chciałem. Cóż kto nie spróbuje, ten się nie przekona, czy da się czy nie.
Jak chciałeś, by ta sytuacja się zakończyła?
Myślałem, że dwóch obrońców pójdzie na zamach, ale to są doświadczeni obrońcy i nie dało się ich do końca ograć. Mam nadzieję, że to nie była pierwsza i ostatnia moja potyczka z przeciwnikiem starszym, bardziej doświadczonym. Wierzę, że jeszcze nieraz pokażę się tu przy Reymonta i nie tylko.
Starsi koledzy pomagają?
Czasem krzykną, poprawią, pomagają mi, mówią co mam robić, żeby nie poprawiać błędów.
Przed meczem było wsparcie ze strony kolegów?
Powiedzieli tylko, żebym się nie bał, żebym walczył i nie odstawiał nogi. Najgorsze jest, gdy zawodnik się boi, stoi, a tak naprawdę trzeba powalczyć, a z czasem wszystko przyjdzie .
Była rodzina na trybunach?
Była mama, siostra, brat i dziewczyna, całe grono. Chciałem im za to podziękować, że znaleźli dla mnie czas i przyszli mnie dopingować.
M. Strączek
Fot. Grzegorz Czop
Biuro Prasowe Wisły Kraków SA






















