Strona główna » Aktualności » Inny świat Rafała Boguskiego

Inny świat Rafała Boguskiego

Data publikacji: 02-01-2009 12:14



Po zakończeniu rundy jesiennej rozmawialiśmy z Rafałem Boguskim. Piłkarz Wisły opowiadał o debiucie w europejskich pucharach, o podsumowaniu rundy, reprezentacji i kibicach. Jaka była jesień w wykonaniu Rafała? Zapraszamy do lektury.

Ponad rok temu (sierpień 2007) nie chciałeś wracać z wypożyczenia do Wisły. Dziś chyba nie żałujesz tej decyzji?
Na pewno nie. To było ponad rok temu i z perspektywy czasu na pewno dla mnie było lepiej, że wróciłem do Wisły. Zdobyliśmy upragnione mistrzostwo i się rozwinąłem.

Jaka była ta runda dla Rafała Boguskiego?
Zawsze może być lepiej, nie był to jakaś moja wielka runda. Nie było najgorzej, ale cudownie też nie było.

Który mecz z tej rundy będziesz najlepiej wspominał?
Na pewno w pamięci będą potyczki pucharowe z Barceloną czy Tottenhamem. Na długie lata będę pamiętał, że grałem przeciwko takim firmom, ale na pewno nie będę rozpamiętywał, co było w danej minucie, że na przykład na Camp Nou zagrałem jedną dobrą piłkę (śmiech).

Do czego porównałbyś grę przeciwko Barcelonie?
Inny świat. Grę z Barceloną to ciężko nawet nazwać grą w naszym wykonaniu. Jeśli chodzi o mecz w Barcelonie przez całe spotkanie się broniliśmy. Od czasu do czasu przekroczyliśmy połowę boiska. Barcelona dała nam srogą lekcję na Camp Nou.

Z perspektywy czasu zwycięstwo z Barceloną w Krakowie było spowodowane tym, że piłkarze Barcelony odpuścili, czy postawiliście wszystko na jedna kartę?

Chcieliśmy dobrze wypaść przy Reymonta. Chcieliśmy pokazać, że jednak potrafimy grać w piłkę, a nie tylko bronić się przez 90 minut. Barcelona z drugiej strony chciała awansować jak najmniejszym kosztem.

Co dały Ci piłkarsko te mecze z drużynami klasy europejskiej?

Po pierwsze to wspaniała przygoda, że z takimi zawodnikami mogliśmy zagrać i stanąć naprzeciwko nich. Duże doświadczenie na arenie europejskiej. Był to mój pierwszy raz i na pewno będzie to procentowało.

Po przygodzie w europejskich pucharach przyszedł czas na ligę. W ostatnim meczu rundy jesiennej z Odrą zdobyłeś swojego pierwszego hat – trica. Jakie to uczucie?
Bardzo duża radość. Ciężko opisać jakie to jest uczucie. Po każdej bramce ogromna radość, że następna wpada. Dużo też było w tym szczęścia.

Ten mecz był takim podsumowaniem całej twojej rundy?
To było takie podsumowanie roku. Runda zaczęła się naprawdę dobrze. Byłem zadowolony z dyspozycji, później taki mały dołek w środku rundy jesiennej. Chciałem, jak i cała drużyna, zakończyć te rozgrywki mocnym akcentem, pokazać, że potrafimy grać w piłkę i że te dwa wypadki, które nam się przydarzyły ze Śląskiem i Ruchem, nie mogą przekreślić wszystkiego.

Z czego wynikały te porażki?
Akurat tak się przydarzyło, że mieliśmy dwa wyjazdy pod rząd z drużynami, które zwłaszcza u siebie potrafią dobrze grać w piłkę i stąd te dwie porażki.

Po jednym meczu powiedziałeś pół żartem, pół serio, że musisz zejść, żeby Wisła zdobyła bramki. Chyba już o tym tak nie myślisz?
W meczu z Odrą się to odwróciło. Wcześniej remisowaliśmy, a kiedy ja schodziłem, to chłopaki strzelali bramki. Już myślałem, że przynoszę tego pecha, ale po meczu z Odrą mam nadzieję, że to się odwróciło.

Siedem bramek w rundzie jesiennej to dużo czy mało jak na Rafała Boguskiego i na to, co zakładał przed sezonem?
Przed rundą nie zakładam, ile bramek zdobędę, ani ile to będzie asyst. Po prostu zakładam, że jak wyjdzie, tak wyjdzie. Nie mam jakiegoś limitu, czy dolnej granicy.

Czego oczekujesz po reprezentacji? Leo Beenhakker lubi stawiać na młodych piłkarzy.
Szanse zawsze są. Konkurencja w reprezentacji jest zawsze duża. W końcu grają w niej najlepsi zawodnicy z polskim paszportem. Na pewno będzie ciężko się przebić do pierwszej drużyny, a gdy dostanę się do osiemnastki meczowej, będzie to już sukces.

Jak oceniasz Leo? Jakie widzisz różnice między Skorżą a Beenhakkerem?
Ciężko powiedzieć, bo u trenera Skorży bardo dużo pracujemy nad taktyką. U trenera Bennhakkera jest dużo gier. Prawie codziennie gramy na zmniejszonym polu, trzech na trzech, jedenastu na jedenastu. Wiadomo, że trener Skorża ma więcej czasu i może tą taktykę szlifować.

Kiedy chciałbyś wyjechać za granicę i nie jest tu mowa o wakacjach?

Domyślam się (śmiech). Jeśli byłaby jakaś oferta dobra dla klubu i dla mnie, to czemu nie miałbym skorzystać? Na razie chyba jednak nie.

A
jaki kierunek by cię interesował?
Właściwie to obojętne: Włochy, Anglia, Hiszpania czy Holandia. To są silniejsze ligi niż nasza.

Jak ocenisz po tej rundzie kibiców Wisły?
Na pewno zachowali bardzo dużą klasę. Byli z nami nawet gdy przegrywaliśmy. Jak przegrywaliśmy z Lechem, byli z nami do końca, dziękowali nam za walkę. W meczu z ŁKS-em też nam pomagali, mimo że nam nie szło. Na tym stadionie to aż chce się wyjść na boisko.

Podczas meczu z Odrą kibice skandowali: raz, dwa, trzy – Boguski. To miłe.
Pewnie, że tak. Niesamowite uczucie jak tyle kibiców skanduje twoje nazwisko.

Poparcie kibiców dla trenera Skorży też jest dla Was ważne?
W pierwszym sezonie mistrzowskim układało się świetnie. Było widać, że współpraca między trenerem, a zawodnikami jest znakomita. A że ta runda nie była taka piękna, to że nie zdobyliśmy aż tylu punktów, nie może przekreślać wszystkiego. Taka stabilizacja będzie najlepsza dla wszystkich.

Jak będziesz ładował akumulatory do rundy wiosennej?
Jadę do Łomży na Święta. Po Nowym Roku z żoną lecimy do ciepłych krajów.

Dziękujemy za rozmowę.
Dziękuję.

Marta Strączek, Kasia Jeleń
Fot. Maks Michalczak
Biuro Prasowe Wisły Kraków SA



do góry strony