Strona główna » Aktualności » Głowacki: Straciliśmy punkty z własnej winy

Głowacki: Straciliśmy punkty z własnej winy

Data publikacji: 08-11-2008 20:27



"Są zespoły, które mimo tego, że grają defensywnie, to starają się również myśleć o tym, żeby strzelać gole. Dla nas to nie jest żadne wytłumaczenie, to tylko szukanie przyczyn. Tak naprawdę straciliśmy dwa punkty z własnej winy" - mówił po meczu obrońca Wisły, Arkadiusz Głowacki.

Nie tego chyba oczekiwaliście po dzisiejszym spotkaniu.
Pod względem wynikowym nie ma nawet o czym mówić. Ten wynik jest dla nas porażką i to jest chyba jedyny komentarz, na jaki można się zdobyć po tym meczu.

Jakie były przyczyny takiego obrotu spraw na boisku?
Któż to może wiedzieć... Naszym głównym mankamentem był na pewno brak skuteczności, a dodatkowo nie grało nam się łatwo, bo ŁKS był ustawiony za podwójną gardą. Mimo wszystko wierzyliśmy, że ten ich mur defensywny uda nam się przebić.

Można było donieść wrażenie, że w linii ataku było za mało ruchu. Na dodatek przez ostatni kwadrans zagrałeś na prawej obronie. Nie świadczy to o tym, że jest za mało zawodników, którzy byliby w stanie zagrać na tej pozycji?
Gdy zszedł Peter Singlar, to byliśmy ustawieni nominalnie na trzech obrońców, więc to, że zagrałem na prawej stronie nie miało znaczenia. W końcówce tego spotkania rzeczywiście zabrakło zimnej krwi, żeby można było grać swoje i spokojnie czekać na sytuację, którą trzeba będzie wykorzystać. Była taka akcja w końcówce, którą wykańczał Paweł Brożek, ale nie udała się. Tak jak wiele innych.

Ostatnie piętnaście minut faktycznie przyniosło emocje, ale przez pierwszą część spotkania wydawało się, że nie ma kto grać.
To też wynikało z tego, że ŁKS nie bardzo wierzył w to, że może nas skontrować. Ustawili się przede wszystkim tak, żeby nie stracić bramki. Stąd nasze problemy.

Wielu rywali gra tak przeciwko Wam, więc chyba powinniście być przyzwyczajeni do takiego ustawienia.
Pewnie tak, ale staramy się też wyjaśnić przyczyny tego, dlaczego nie zdobyliśmy dzisiaj bramki. Są zespoły, które mimo tego, że grają defensywnie, to starają się również myśleć o tym, żeby strzelać gole. Dla nas to nie jest żadne wytłumaczenie, to tylko szukanie przyczyn. Tak naprawdę straciliśmy dwa punkty z własnej winy.

Problemem Wisły jest to, że nie potrafi poradzić sobie z zespołami, które znajdują się w dole tabeli. Tak było z Cracovią, Górnikiem, a teraz z ŁKS-em.
Fakty mówią, że mamy takie problemy, a z drugiej strony po prostu zremisowaliśmy z tymi zespołami na własne życzenie. Dzisiaj mieliśmy szansę ku temu, żeby zmienić oblicze tego meczu, ale po raz kolejny się nie udało.

Jeszcze teraz jedziecie do Wodzisławia, a jak wiadomo Wiśle ciężko gra się przeciwko Odrze.
To jest też dobry moment na to, żeby wreszcie coś zmienić. Pojedziemy i znów będziemy chcieli zdobyć trzy punkty. Myślę, że Odra też nie będzie drużyną, która będzie chciała się tylko bronić. Musimy wierzyć w siebie i w to, że dzisiejsza niemoc pod bramką to tylko wypadek przy pracy. Będziemy wierzyć, że w Wodzisławiu strzelimy tyle bramek, że dadzą nam one zwycięstwo.

Jak działają na Was te ciągłe rotacje w składzie? Trzeci mecz i trzeci raz gracie zupełnie inaczej ustawieni.
Każdy z nas wie, że może zagrać, albo usiąść na ławce i musimy się z tym pogodzić. Myślę, że jest to normalna sytuacja w wielu polskich klubach i do tego jesteśmy przyzwyczajeni. Gramy ze sobą już dosyć długo, dobrze się znamy, więc nie jest to dla nas żadne wytłumaczenie. Dzisiejszy remis nic nam nie daje.

Remis nic nie daje i na domiar złego nie wykorzystaliście szansy, jaką dała Wam Polonia Bytom pokonując Legię.
Dokładnie i to też nas boli. Dzisiaj nie da się powiedzieć nic optymistycznego po tym meczu. Wiedzieliśmy, jak był wynik w Bytomiu i wiedzieliśmy, jaką mamy szansę. Każdy z nas pracował dzisiaj na sto procent. Jako zespół razem wygrywamy i razem przegrywamy. Dzisiaj przytrafił nam się remis, który jest dla nas porażką, ale nie przekreśla naszych dalszych ambicji i celów.

Kasia Jeleń
Biuro Prasowe Wisły Kraków SA



do góry strony