Aktualności
OSTATNIE NEWSY.
Strona główna »
Aktualności »
Czterech w jednym
Czterech w jednym
Data publikacji: 21-12-2008 15:16Nie było jeszcze w Wiśle takiego zawodnika, którego trener Maciej Skorża ustawiałby na czterech różnych pozycjach w jednym sezonie. Nie było - aż do momentu przyjścia do drużyny z Reymonta Juniora Diaza.
Ten materiał ukazał się w 69. numerze newslettera Białej Gwiazdy.
Na ilu pozycjach zagrałeś w Wiśle?
Na czterech.
Na której grało Ci się najlepiej?
Z tych wszystkich pozycji, na których grałem, najlepiej czułem się jako skrzydłowy i lewy obrońca. Gdybym miał wybierać z tych dwóch, to chciałbym lewą obronę, jak w kadrze.
W reprezentacji Kostaryki grałeś tylko na lewej defensywie?
Nie. Ze trzy, cztery razy grałem jako skrzydłowy.
Skoro grasz i w obronie, i w pomocy, to może zobaczymy Cię kiedyś w ataku?
Nie, nie wydaje mi się (śmiech).
Zgodzisz się z tym, że jesteś najbardziej uniwersalnym zawodnikiem w Wiśle?
Nie wiem. Na razie gram na wielu pozycjach, więc wychodzi na to, że rzeczywiście jestem najbardziej uniwersalny. Ale uważam, że w drużynie jest paru zawodników, którzy mogliby zagrać na kilku pozycjach, gdyby trener im kazał. Piotr Brożek może grać w obronie, w pomocy. Marek Zieńczuk tak samo. Rafał Boguski może grać na lewej stronie, w ataku, w środku.
Jesteś w Wiśle osiem miesięcy. Już na dobre zaaklimatyzowałeś się w drużynie?
Zaraz po przyjeździe z Kostaryki było trudno, bo to Europa, zupełnie inna kultura. Ale teraz już jest lepiej, rozumiem się z kolegami. Przede wszystkim coraz lepiej rozumiem to, co mówi trener na odprawach. Największą pomocą służy mi Mauro, który zawsze tłumaczy mi słowa trenera. Jak brakuje Mauro, to staram się wykorzystywać angielski. Zaczynam rozumieć też polski, pytam się, co znaczy dane słowo.
W jakim języku porozumiewasz się z kolegami na boisku?
Po polsku i czasami po angielsku.
Uczysz się polskiego?
Na razie nie. Ale po Nowym Roku, jak wrócę z wakacji, będę miał prywatne lekcje.
Który mecz w Wiśle, w którym zagrałeś do tej pory, zapamiętałeś najbardziej?
Mecz z Barceloną. Dlaczego? Bo cała drużyna zagrała wtedy bardzo dobrze, no i dlatego, że to była wielka Barcelona.
Miałeś okazję, by porozmawiać z piłkarzami Barcy?
Tak. Rozmawiałem w Barcelonie z Silvinho, Samuelem Eto’o i Marquezem. Najlepszy kontakt miałem z Silvinho, który jest bardzo fajny. Rozmawiałem z nim nie o meczu, ale o organizacji w klubie. Ważne jest, by była ona dobra, żeby nikt nikomu nie wchodził w drogę ze swoimi obowiązkami. W Barcelonie wszystko jest profesjonalne, dlatego to taki wielki klub. Samuel Eto’o to osoba otwarta, sympatyczna, z każdym pogada. Po meczu w Krakowie Silvinho podszedł do mnie, powiedział: „Cześć, jak się masz? Co słychać?”. Pamiętał mnie. Nie rozmawialiśmy o porażce. Powiedział tylko, że Wisła to dobra drużyna. A od Eto’o dostałem koszulkę.
Jak Ci się podoba doping kibiców w Polsce? Jak to wygląda na Kostaryce?
To bardzo zwróciło moja uwagę, że fani tutaj przez cały czas wspierają swoją drużynę. Niezależnie od tego, czy przegrywa się 0:2, czy 0:3, cały czas dopingują. Kiedy na Kostaryce drużyna przegrywa 0:1, zaczynają się gwizdy i buczenie. Sposób kibicowania tutaj bardziej mi odpowiada.
Jakie widzisz różnice w ligach polskiej i kostarykańskiej?
Tu jest większy reżim taktyczny. Tam można pozwolić sobie na większą indywidualność, nie trzeba stosować się aż tak bardzo do zaleceń trenera, można przytrzymać piłkę dłużej. W Polsce kładzie się nacisk na to, żeby jak najszybciej podać ją do partnera, grać z pierwszej piłki, szybko.
Miałeś już okazję, by zwiedzić Kraków?
Widziałem Wawel. Często odwiedzam restauracje przy Rynku, w centrum miasta. Za każdym razem idę do innej, bo lubię poznawać nowe miejsca.
Jesteś rozpoznawany na ulicach?
Niektórzy mnie rozpoznają i krzyczą: "O, Junior z Wisły!". Raczej nie rozdaję autografów poza stadionem, nie jestem aż tak popularny.
Dziękuję za rozmowę.
(po polsku) Proszę bardzo.
Za pomoc w tłumaczeniu dziękuję Justynie Krupie.
Aby otrzymywać newsletter Białej Gwiazdy i móc czytać przygotowane przez nas materiały zanim ukażą się one na stronie internetowej, wystarczy zarejestrować się.
Ania M.
Fot. Maks Michalczak
Biuro Prasowe Wisły Kraków SA
Na ilu pozycjach zagrałeś w Wiśle?
Na czterech.
Na której grało Ci się najlepiej?
Z tych wszystkich pozycji, na których grałem, najlepiej czułem się jako skrzydłowy i lewy obrońca. Gdybym miał wybierać z tych dwóch, to chciałbym lewą obronę, jak w kadrze.
W reprezentacji Kostaryki grałeś tylko na lewej defensywie?
Nie. Ze trzy, cztery razy grałem jako skrzydłowy.
Skoro grasz i w obronie, i w pomocy, to może zobaczymy Cię kiedyś w ataku?
Nie, nie wydaje mi się (śmiech).
Zgodzisz się z tym, że jesteś najbardziej uniwersalnym zawodnikiem w Wiśle?
Nie wiem. Na razie gram na wielu pozycjach, więc wychodzi na to, że rzeczywiście jestem najbardziej uniwersalny. Ale uważam, że w drużynie jest paru zawodników, którzy mogliby zagrać na kilku pozycjach, gdyby trener im kazał. Piotr Brożek może grać w obronie, w pomocy. Marek Zieńczuk tak samo. Rafał Boguski może grać na lewej stronie, w ataku, w środku.
Jesteś w Wiśle osiem miesięcy. Już na dobre zaaklimatyzowałeś się w drużynie?
Zaraz po przyjeździe z Kostaryki było trudno, bo to Europa, zupełnie inna kultura. Ale teraz już jest lepiej, rozumiem się z kolegami. Przede wszystkim coraz lepiej rozumiem to, co mówi trener na odprawach. Największą pomocą służy mi Mauro, który zawsze tłumaczy mi słowa trenera. Jak brakuje Mauro, to staram się wykorzystywać angielski. Zaczynam rozumieć też polski, pytam się, co znaczy dane słowo.
W jakim języku porozumiewasz się z kolegami na boisku?
Po polsku i czasami po angielsku.
Uczysz się polskiego?
Na razie nie. Ale po Nowym Roku, jak wrócę z wakacji, będę miał prywatne lekcje.
Który mecz w Wiśle, w którym zagrałeś do tej pory, zapamiętałeś najbardziej?
Mecz z Barceloną. Dlaczego? Bo cała drużyna zagrała wtedy bardzo dobrze, no i dlatego, że to była wielka Barcelona.
Miałeś okazję, by porozmawiać z piłkarzami Barcy?
Tak. Rozmawiałem w Barcelonie z Silvinho, Samuelem Eto’o i Marquezem. Najlepszy kontakt miałem z Silvinho, który jest bardzo fajny. Rozmawiałem z nim nie o meczu, ale o organizacji w klubie. Ważne jest, by była ona dobra, żeby nikt nikomu nie wchodził w drogę ze swoimi obowiązkami. W Barcelonie wszystko jest profesjonalne, dlatego to taki wielki klub. Samuel Eto’o to osoba otwarta, sympatyczna, z każdym pogada. Po meczu w Krakowie Silvinho podszedł do mnie, powiedział: „Cześć, jak się masz? Co słychać?”. Pamiętał mnie. Nie rozmawialiśmy o porażce. Powiedział tylko, że Wisła to dobra drużyna. A od Eto’o dostałem koszulkę.
Jak Ci się podoba doping kibiców w Polsce? Jak to wygląda na Kostaryce?
To bardzo zwróciło moja uwagę, że fani tutaj przez cały czas wspierają swoją drużynę. Niezależnie od tego, czy przegrywa się 0:2, czy 0:3, cały czas dopingują. Kiedy na Kostaryce drużyna przegrywa 0:1, zaczynają się gwizdy i buczenie. Sposób kibicowania tutaj bardziej mi odpowiada.
Jakie widzisz różnice w ligach polskiej i kostarykańskiej?
Tu jest większy reżim taktyczny. Tam można pozwolić sobie na większą indywidualność, nie trzeba stosować się aż tak bardzo do zaleceń trenera, można przytrzymać piłkę dłużej. W Polsce kładzie się nacisk na to, żeby jak najszybciej podać ją do partnera, grać z pierwszej piłki, szybko.
Miałeś już okazję, by zwiedzić Kraków?
Widziałem Wawel. Często odwiedzam restauracje przy Rynku, w centrum miasta. Za każdym razem idę do innej, bo lubię poznawać nowe miejsca.
Jesteś rozpoznawany na ulicach?
Niektórzy mnie rozpoznają i krzyczą: "O, Junior z Wisły!". Raczej nie rozdaję autografów poza stadionem, nie jestem aż tak popularny.
Dziękuję za rozmowę.
(po polsku) Proszę bardzo.
Za pomoc w tłumaczeniu dziękuję Justynie Krupie.
Aby otrzymywać newsletter Białej Gwiazdy i móc czytać przygotowane przez nas materiały zanim ukażą się one na stronie internetowej, wystarczy zarejestrować się.
Ania M.
Fot. Maks Michalczak
Biuro Prasowe Wisły Kraków SA






















