Aktualności
OSTATNIE NEWSY.
Strona główna »
Aktualności »
Boguski: Przynoszę pecha
Boguski: Przynoszę pecha
Data publikacji: 15-11-2008 22:20"W Wodzisławiu zszedłem i chłopaki strzelili bramkę. Dziś grałem 60 minut, a chwilę po tym, jak zszedłem, pada bramka. Widocznie przynoszę pecha" - powiedział po meczu pół żartem, pół serio Rafał Boguski.
W tym meczu mieliście dużo sytuacji podbramkowych, ale ze skutecznością nie było najlepiej.
Wydaje mi się, że drużynie przynoszę pecha. Kiedy ja schodzę, to drużyna zdobywa bramki. Nie wiem, może coś w tym jest. Wodzisławiu zszedłem i chłopaki strzelili bramkę. Dziś grałem 60 minut, a chwilę po tym, jak zszedłem, pada bramka. Widocznie przynoszę pecha.
Po przerwie z Twoją formą nie jest najlepiej.
Oczywiście, że tak. Dzisiaj chyba zagrałem najgorszy mecz pod względem strat, bo tyle co dzisiaj, to już dawno nie miałem. Może byłem pod grą, ale wiele z tych piłek, które dostałem, źle dogrywałem albo traciłem.
Ta przerwa wybiła Cię z rytmu?
Sam nie wiem. Jakbym wiedział, jak to poprawić, to bym nad tym pracował.
Prawdopodobnie to zwycięstwo zaprowadzi Was na fotel lidera.
Jeśli Polonia wygra, to nie będziemy liderem. Każdy inny wynik będzie nas zadawalał, zwłaszcza remis, bo obie drużyny potraciłyby punkty. Na razie jesteśmy jeden dzień liderem.
Lepiej gra Wam się z pozycji lidera, czy jak gonicie inne drużyny?
Jak się wychodzi na murawę, nie myśli się, że się jest liderem, czy się goni. Trzeba wyjść i grać o trzy punkty.
Teraz cały czas musicie być czujni.
No tak, tracimy punkty, ale inni też tracą na nasze szczęście. W poprzednim sezonie cały czas wygrywaliśmy, a potknięcia to były remisy. Teraz już takiej drużyny w lidze nie ma, przez co liga jest bardziej atrakcyjniejsza.
Jak się gra przy publiczności, gdzie kibice obu drużyn siedzą na jednej trybunie?
Super dopingowali, nie było żadnych wyzwisk. Na szczęście nikt nikogo nie obrażał i to jest chyba najważniejsze, żeby zgodnie śpiewali. W takiej przyjaźni fajnie się gra.
To był mecz przyjaźni na trybunach, ale na boisku przyjaźni nie było.
My walczymy o trzy punkty. Musieliśmy zapomnieć co się dzieje na trybunach. Fajnie jest jak kibice się bawią razem. My musimy patrzeć na przeciwników jak na największych wrogów. Dopiero po ostatnim gwizdku można się poklepać i pogratulować.
M. Strączek
Fot. Maks Michalczak
Biuro Prasowe Wisły Kraków SA
Wydaje mi się, że drużynie przynoszę pecha. Kiedy ja schodzę, to drużyna zdobywa bramki. Nie wiem, może coś w tym jest. Wodzisławiu zszedłem i chłopaki strzelili bramkę. Dziś grałem 60 minut, a chwilę po tym, jak zszedłem, pada bramka. Widocznie przynoszę pecha.
Po przerwie z Twoją formą nie jest najlepiej.
Oczywiście, że tak. Dzisiaj chyba zagrałem najgorszy mecz pod względem strat, bo tyle co dzisiaj, to już dawno nie miałem. Może byłem pod grą, ale wiele z tych piłek, które dostałem, źle dogrywałem albo traciłem.
Ta przerwa wybiła Cię z rytmu?
Sam nie wiem. Jakbym wiedział, jak to poprawić, to bym nad tym pracował.
Prawdopodobnie to zwycięstwo zaprowadzi Was na fotel lidera.
Jeśli Polonia wygra, to nie będziemy liderem. Każdy inny wynik będzie nas zadawalał, zwłaszcza remis, bo obie drużyny potraciłyby punkty. Na razie jesteśmy jeden dzień liderem.
Lepiej gra Wam się z pozycji lidera, czy jak gonicie inne drużyny?
Jak się wychodzi na murawę, nie myśli się, że się jest liderem, czy się goni. Trzeba wyjść i grać o trzy punkty.
Teraz cały czas musicie być czujni.
No tak, tracimy punkty, ale inni też tracą na nasze szczęście. W poprzednim sezonie cały czas wygrywaliśmy, a potknięcia to były remisy. Teraz już takiej drużyny w lidze nie ma, przez co liga jest bardziej atrakcyjniejsza.
Jak się gra przy publiczności, gdzie kibice obu drużyn siedzą na jednej trybunie?
Super dopingowali, nie było żadnych wyzwisk. Na szczęście nikt nikogo nie obrażał i to jest chyba najważniejsze, żeby zgodnie śpiewali. W takiej przyjaźni fajnie się gra.
To był mecz przyjaźni na trybunach, ale na boisku przyjaźni nie było.
My walczymy o trzy punkty. Musieliśmy zapomnieć co się dzieje na trybunach. Fajnie jest jak kibice się bawią razem. My musimy patrzeć na przeciwników jak na największych wrogów. Dopiero po ostatnim gwizdku można się poklepać i pogratulować.
M. Strączek
Fot. Maks Michalczak
Biuro Prasowe Wisły Kraków SA






















