Strona główna » Aktualności » Baszczyński też kibic

Baszczyński też kibic

Data publikacji: 28-01-2008 22:59



Lubi Inter Mediolan, pije piwo w czasie oglądania meczu i podoba mu się atmosfera na polskich stadionach. Mowa o Marcinie Baszczyńskim, który opowiedział nam trochę o tym, jak on postrzega bycie fanem piłki nożnej.

Ten materiał ukazał się w czwartkowym, 50. numerze newslettera Białej Gwiazdy.

Czy Pan prywatnie jest kibicem? Siada Pan przed telewizorem jak zwykły fan i ogląda mecze?

Siadam, siadam, pewnie. Szczególnie jak nie mogę brać udziału w jakimś naszym meczu z różnych powodów, no to siadam i kibicuję kolegom. I wtedy jako kibic ściskam kciuki. Zachowuję się chyba też jak normalny kibic, bo zdarza mi się piwo przy okazji wypić. Zawsze podobała mi się drużyna Interu Mediolan i dlatego im też kibicuję i lubię oglądać ich w akcji.

Czy chodził Pan jako kibic na ligowe mecze?
No pewnie, że byłem. Zdarzało mi się nawet na wyjazdach być. Nie jeździłem daleko. Wiadomo, że to były mecze derbowe na Śląsku. W jedną i drugą stronę do Zabrza miałem blisko, tak samo do Katowic. To były właśnie takie wyjazdy. Nawet raz zdarzyło mi się dostać pałką policyjną. To chyba musi się jedno z drugim wiązać, każdy ma jakieś tam początki. Jak zaczynałem grać, to właśnie zachowywałem się jak kibic. Później, z racji tego, że było się już na boisku, to człowiek trochę zmądrzał, można powiedzieć, i musiał się przestawić na inne kibicowanie.

Czy można teraz pogodzić bycie piłkarzem i kibicem?
Nie, teraz się nie da. Nie ma takiej możliwości i szansy. Można być kibicem w duchu, w sercu, można być kibicem grając w drużynie i robić dla niej wszystko od tej strony piłkarskiej.

Czy jest coś, co się Panu w dzisiejszym sposobie kibicowania nie podoba?
Tak. Nawet dzisiaj przypadkowo sięgnąłem po gazetę i wdziałem zdjęcia z pogrzebu kibica. I to jest bardzo trudne i ciężkie do wytłumaczenia. Nie mogę znaleźć rozsądnego wytłumaczenia, bo mordowanie się, zabijanie to... Dreszcze przechodzą, ciarki. To zawsze trudna sprawa i chciałbym, żeby tego typu zdarzeń nie było w ogóle, a przynajmniej jak najmniej. Wiadomo, że są różni kibice. Oni zresztą się tytułują kibicami, twierdzą, że są przywiązani do barw klubowych, ale uważam, że takie sceny nie powinny mieć miejsca.

A co Pan sądzi o sposobie dopingowania w Polsce i za granicą? Kto wypada lepiej, da się to w ogóle porównać?
Inaczej jest za granicą jeśli chodzi o liczbę kibiców. Jednak tutaj jeszcze ustępujemy i to dosyć mocno. Ale to już się zmienia na plus. Na pewno większą frajdę przynosi granie w Polsce, szczególnie jeśli chodzi o oprawy meczowe i o sam sposób dopingowania, kibicowania i śpiewania, bo tego niestety za granicą nie ma. Na przykład na typowych stadionach angielskich nie odbywają się takie wspólne śpiewy, jak np. u nas w Polsce. Graliśmy we Włoszech, tam też to całkiem nieźle wyglądało. Podobnie jest na wielkich imprezach, jak Mistrzostwa Świata. Fajne jest tutaj to, że na naszych stadionach słychać doping przez cały mecz, przynajmniej tak jest u nas w Krakowie.

Ogląda Pan mecze siatkówki, np. podczas Ligi Światowej?
Powiem szczerze, że ja się denerwuję przy oglądaniu siatkówki i raczej tego nie robię. Choć atmosfera bardzo się poprawiła na meczach siatkarskich i ten doping jest fajny.

Kibice piłkarscy uważają, że jest tam właśnie taka atmosfera piknikowa, trąbkowa i trochę się z niej śmieją. A jak Pan to oceni?
Tam jest troszeczkę inna grupa ludzi. Nie wiem, czy można to tak oddzielić, ale tak mi się wydaje, że kibic siatkarski różni się od kibica piłkarskiego. Przede wszystkim są tam hale i doping w takich miejscach odbywa się inaczej. Śmieją się, bo nigdy pewnie się nie oglądało na siatkarskich boiskach wymiany z policją, czy z grupą kibiców drugiej drużyny i może to jest dla nich śmieszne. To jest na swój sposób fajne dla tych ludzi i właśnie to ich przyciąga na mecze siatkówki.

Czytał Pan może artykuły Rafała Steca, który wydał wojnę tzw. „kibolom”?
Przyznam się szczerze, że nie czytałem. A gdzie on pisze?

Do „Gazety Wyborczej”.
Nie czytałem.

Ten dziennikarz wydał właśnie wojnę kibolom, jednak fani piłki nożnej czują się urażeni tym, że wrzucił on ich do jednego worka z chuliganami i bandytami. Zarzucają mu nieznajomość tematu. Jakiś czas temu „Gazeta Wyborcza” opublikowała list jakiejś fanki Wisły, w którym przywołała ona mecz z Legią, wygrany przez Białą Gwiazdę 3:1. Napisała tam, że nie mogła spokojnie meczu obejrzeć, że sędzia przerwał spotkanie, bo chuligani wrzucali coś na boisko. Okazało się to nieprawdą, ale publikując ten list, „Wyborcza” podpisała się jakby pod tym. Kibice mają właśnie za złe to, że przez takie nieprawdziwe informacje obraz polskiego fana jest zafałszowany.
Ja akurat mecze z Legią pamiętam, oczywiście oprócz tego, że były wygrane, od strony wspaniałej atmosfery na stadionie i dopingu. Nie zawsze należy traktować poważnie jakieś listy. Jeśli ktoś siądzie przed komputerem i da swój komentarz, czy napisze list, to ja nie traktuję poważnie takich ludzi. Uważam, że nie mają odwagi publicznie stanąć i cokolwiek powiedzieć. A czytając takie coś, to widzi się takie błędy, że człowiek zastanawia się, kto pisze takie różne rzeczy. Jest oczywiście jakiś problem, bo na pewno zawsze znajdzie się jakaś grupa ludzi, która nie wytrzyma i musi w jakiś sposób odreagować. Cieszę się jednak, że na polskich stadionach to zanika, bo mecz musi być po prostu świętem, musi być jakąś tam okazją do spotkania się ogromnej grupy ludzi, pośpiewania razem, pokibicowania i w ten sposób oddania swoich emocji. Na pewno nieunikniona jest jakaś tam prowokacja z jednej, czy drugiej strony i po prostu trzeba się nauczyć z tym sobie radzić. Najważniejsze jest to, żeby grupa ludzi, która jest grupą przywódczą, potrafiła nad tym zapanować i dawała dobry przykład. Trudno na przykład nie krytykować zachowań, jakie miały miejsce niedawno - chodzi mi o śmierć kibica. To nie ma nic wspólnego z kibicowaniem i ktoś się może na mnie obrazić, ale żeby posuwać się do - trzeba to wprost powiedzieć - zabijania, to trudno w jakikolwiek sposób podpisać się pod tym.

Jacy kibice w Polsce są najlepsi?
Ja odpowiem trochę dyplomatycznie, bo jestem Wiślakiem i sprawa mogłaby być prosta (śmiech). Chodzi o to, że kibic musi być oddany swojemu klubowi, musi być przy nim w tych trudnych chwilach. Wtedy najbardziej poznaje się prawdziwego kibica. Ja np. byłem bardzo nastawiony anty do kibiców przykładowo z Katowic, ale bardzo podobała mi się ich postawa, bo praktycznie to oni przyczynili się do tego, że GKS znowu wrócił tak wysoko i pewnie niedługo będzie walczył o pierwszą ligę. To jest taka godna postawa, żeby być w takich najtrudniejszych chwilach. Oni zaczynali właściwie od zera. Tam stadion praktycznie zawsze był wypełniony. Ja bardzo doceniam też kibiców, którzy potrafią jechać na mecze wyjazdowe, a przecież niektóre wyjazdy są bardzo dalekie. I po tym można poznać prawdziwych kibiców.

Kto wybiera przyśpiewki do zaśpiewania po meczu razem z kibicami?
Różnie się to bywa, czasem mi się zdarzyło i tak sobie śpiewamy... Dobrze, że jest okazja, bo jak śpiewamy, to znaczy, ze wygrywamy.

A zna Pan przyśpiewkę „Lidera mamy...”?
Znam (śmiech).

Nie czuje Pan, że demoralizuje młodzież, kiedy 5 tysięcy ludzi na trybunie odśpiewuje, że za ch... go nie oddamy?
No akurat w tym jednym momencie można (śmiech). Na Śląsku jest taki odpowiednik "ciul", możemy zamienić na takie słowo. W Poznaniu ponoć znaczy to coś innego, więc może by się trochę namieszało...(śmiech).

Aby otrzymywać newsletter Białej Gwiazdy i móc czytać przygotowane przez nas materiały zanim ukażą się one na stronie internetowej, wystarczy zarejestrować się.

Fot. Presschicago
Biuro Prasowe Wisła Kraków SA



do góry strony