Aktualności
OSTATNIE NEWSY.
Strona główna »
Aktualności »
400 występów Głowackiego w Ekstraklasie
400 występów Głowackiego w Ekstraklasie
Data publikacji: 29-10-2016 09:00Kariera Arkadiusza Głowackiego mogłaby być drogowskazem dla wielu młodych piłkarzy, którzy pragną osiągnąć duży sukces w futbolu, ale nie tylko dla nich - również dla każdego przeciętnego nastolatka, który wkracza w dorosłe życie. Kapitan Białej Gwiazdy znakomicie pokazuje bowiem jak dojść na szczyt i utrzymać się na nim przez ponad 15 lat, a jednocześnie pozostać sobą - skromnym, sympatycznym człowiekiem. Te wszystkie cechy, wszystkie wspaniałe spotkania, łzy szczęścia i łzy smutku zawarte w tych 400 ekstraklasowych występach sprawiają, że „Głowa” już na stałe wpisał się w serca każdego fana Wisły.
13.03.1979 - Poznańskie blokowisko i słynna „Trzynastka”
Pierwsi trenerzy Wiślaka z pewnością nie są jednak zaskoczeni, że ten zaszedł w piłce tak daleko. Mieczysław Petlicki, jeden z pierwszych szkoleniowców aktualnego kapitana Białej Gwiazdy, mówił kiedyś, że ten potrafił połączyć grzeczność i inteligencję z zadziornością na boisku. To, z talentem i dobrymi warunkami fizycznymi (często był legitymowany przed meczami, aby sprawdzić, czy rzeczywiście jest rówieśnikiem swoich kolegów) spowodowało, że TPS Winogrady i SKS 13 Poznań szybko stały się dla niego za ciasne. Choć trzeba dodać, że wiślacki kapitan do teraz z sentymentem wypowiada się o słynnej „Trzynastce”, bo to tam Tadeusz Płotka nauczył go najważniejszych podstaw piłkarskiego rzemiosła, a jednocześnie mały Arek mógł skupić się także na nauce, która była dla niego bardzo ważna.
Od początku Głowacki, jak pewnie niemal każdy poznaniak, marzył jednak o występach w Lechu. W końcu tata zabrał go na Bułgarską, aby syn mógł zaprezentować swoje umiejętności. Testy - jak się potem okazało - były tylko formalnością, bo trenerzy od razu dostrzegli w chłopaku duży potencjał i wzięli go do Kolejorza.
1993 - Pierwszy mecz w kadrze juniorskiej
Opowiadając o ligowych występach Głowy, nie sposób zapomnieć o jego sukcesach w reprezentacji. Zadebiutował w drużynie U-15 w 1993 roku i od tego czasu piął się po kolejnych, wszystkich szczeblach ekip występujących z orzełkiem na piersi. Wreszcie przyszedł też czas na zespół seniorski - czyli coś, o czym marzy każdy piłkarz. Głowacki uzbierał w nim aż 29 występów i choć to etap kariery, który wspomina niechętnie to jednak udziału w mundialu nikt mu nie zabierze. Może to dobrze, że nie był zbyt eksploatowany przez kolejnych selekcjonerów, bo dzięki temu mógł w pełni oddać serce Wiśle - a ta bardzo go potrzebowała.
07.05.1997 - Debiut w lidze
53. minuta. Jeden z obrońców Lecha musi zejść z murawy z powodu kontuzji. Na ławce nie ma praktycznie nikogo, kto mógłby go zastąpić, bo w ekipie Ryszarda Polaka panuje plaga urazów. Nikogo, oprócz wysokiego 18-latka, który palił się do gry w barwach swojej ulubionej drużyny. Nieszczęście jednego okazało się więc szczęściem drugiego. Otwarcie w wykonaniu młodego obrońcy wypadło całkiem nieźle, bo jego zespół zremisował 1:1 z niezłą wówczas Amicą Wronki. Tydzień po debiucie Głowackiego… trener Polak został jednak zwolniony, co oznaczało, że na prawdziwą szansę stoper Kolejorza będzie musiał jeszcze poczekać. Niemniej jednak, 7 występów w lidze w wieku 18 lat to całkiem niezły rezultat. Tylko Lech wypadł blado, bo zajął dopiero 10. miejsce. Chwilę później drużyna ze stolicy Wielkopolski w ogóle spadła z ligi, co jednak paradoksalnie pozwoliło naszemu bohaterowi zrobić krok naprzód i na dobre zadomowić się w polskiej lidze.
2000 - Transfer do Wisły
A gdzie mógłby się lepiej zadomowić, jeśli nie pod Wawelem? Wisła, w porównaniu do Lecha, walczyła o naprawdę wysokie cele i była tym samym znakomitym oknem wystawowym na świat dla młodego zawodnika, a jednocześnie dobrą szkołą życia. Głowacki wspomina z tamtego okresu zwłaszcza ciężkie treningi u Franciszka Smudy i Oresta Lenczyka. Prawdopodobnie ten drugi w ogóle stał za sprowadzeniem poznaniaka do Krakowa. W każdym razie początki tego piłkarza przy R22 nie były łatwe, bo nie dość, że musiał on bardzo szybko udowodnić swoją przydatność dla zespołu to jeszcze po raz pierwszy opuścił swój dom. Po latach Głowa przyznaje, że obawiał się przyjazdu do Małopolski, ale szybko się okazało, że nie było się czego bać.
4.03.2000 - Debiut w Wiśle
Na myśl o debiucie lekko się krzywi. Po latach przyznał, że czuł się zmęczony po okresie przygotowawczym i tym samym zaprezentował się przeciętnie. Ale to wrodzona skromność kapitana Wisły, bo przecież Biała Gwiazda 4 marca 2000 roku dość łatwo pokonała Odrę Wodzisław Śląski. To, że ten klub dziś w ogóle nie funkcjonuje w profesjonalnej piłce tylko uwypukla jeszcze fenomen Głowackiego, bo pokazuje, że pewne rzeczy przemijają, a on nadal jest na topie.
Ogólnie w premierowej rundzie w barwach nowego zespołu zagrał w 6 spotkaniach. Może wynik nie powala na łopatki, ale już 2 bramki w tak młodym wieku zasługują na brawa.
06.05.2000 - Pierwszy raz
A gdy mowa już o bramkach to warto wspomnieć o tej premierowej, którą zawodnicy pamiętają najdłużej. Głowacki pierwszy raz pokonał bramkarza rywali w barwach Wisły w 2000 roku, kiedy to Biała Gwiazda mierzyła się z ŁKS-em Łódź. Łącznie w lidze strzelił 12 goli.
2001 - Pierwsze mistrzostwo
Aradiusz Głowacki nie musiał długo czekać na pierwsze sukcesy. Już w sezonie 2000/2001 zdobył z Wisłą mistrzostwo i Puchar Ligi. Ogólnie wystąpił w 17 spotkaniach, więc na dobre zadomowił się w pierwszym składzie. Zresztą to okres, w którym Adam Nawałka dość mocno postawił na młodzież. Najstarszy defensor w zespole miał 27 lat (Bogdan Zając). Wtedy też Głowa mógł wreszcie pograć nieco więcej z Marcinem Baszczyńskim, z którym rozumiał się bez słów i do teraz przekonuje, że ma z nim znakomity kontakt.
Głowacki aż 6-krotnie wygrywał ligę z Białą Gwiazdą na piersi, a do tego dorzucił 2 Puchary Polski. Widok, gdy wznosił do góry puchary? Bezcenny!
2005 - Po prostu kapitan
Charyzma, a jednocześnie spokój i opanowanie sprawiły, że prędzej czy później Głowacki musiał otrzymać opaskę kapitańską - był na nią wręcz skazany. Historyczny moment nastąpił w 2005 roku dzięki Maciejowi Skorży - w spotkaniu z Pogonią Szczecin. Często kapitan kojarzy się z krzykaczem, który nieustannie pogania kolegów do ciężkiej pracy i dyskutuje z arbitrem w czasie meczu. To jednak nieco inny profil przywódcy. „Nie należę do tego typu piłkarzy, którzy pokrzykują, wypominają błędy. Mamy zresztą na tyle doświadczoną drużynę, że nie trzeba tego robić”. (WisłaLive.pl)
2007 - 7 szwów…
W grudniu 2007 roku Głowacki pechowo zderza się z Michałem Stasiakiem. Uraz wygląda fatalnie, a lekarze zakładają zawodnikowi aż siedem szwów. Wielu piłkarzy pewnie musiałoby zrobić sobie długą przerwę od piłki, ale Arek to Arek. W końcu nie bez powodu Franciszek Smuda powiedział kiedyś, że jego podopieczny zupełnie nie kalkuluje i gdyby rzucić mu cegłę to pewnie odbiłby ją głową.
Takich urazów jak ten z 2007 roku było więcej. Wystarczy przypomnieć sobie choćby starcie Wiślaka z Jackiem Dembińskim w 2004 roku. Za każdym razem jednak stoper szybko wracał do gry, a w dodatku często z uśmiechem komentował swoje pojedynki z rywalami.
Jedyny problem to poważniejsze kontuzje - takie jak kłopoty z przepukliną, mięśniem czworogłowym, kolanem, czy mięśniem dwugłowym. Niestety, ale kapitan drużyny z Reymonta należy do tych graczy, którzy dość łatwo łapią urazy - takie uwarunkowania genetyczne. I dlatego często musiał opuszczać ligowe mecze (np. sezon 2003/2004, 2004/2005). Strach jednak pomyśleć jak grałby i ile miałby występów w Ekstraklasie, gdyby był zdrowy…
2009 - Oscar dla Głowackiego
W 2009 roku w pełni zasłużenie otrzymał piłkarskiego Oscara od Canal+. Czy to jego najlepszy okres w Wiśle? Trudno powiedzieć, z pewnością jeden z lepszych. Na pewno stworzył z Marcelo duet, który był zmorą wszystkich napastników w lidze. Zresztą Brazylijczyk znalazł się w tym zestawieniu tuż za swoim starszym kolegą z zespołu, co tylko potwierdza słuszność powyższych słów. Głowacki nie byłby jednak sobą, gdyby z rozbrajającą skromnością nie stwierdził, że ta statuetka bardziej należy się właśnie Marcelo.
27.04.2010 - 200. mecz
Kto by przypuszczał wtedy, że rozegra dla Wisły jeszcze ponad 200 spotkań w lidze? Jubileuszowy występ to starcie z Piastem Gliwice. Wygrane 4:1.
2010 - Wyjazd do Turcji
Z nazwiskiem Głowackiego łączono, w trakcie jego pobytu w Wiśle, dziesiątki klubów zagranicznych. Na dodatek często były to zespoły o uznanej marce w Europie. Wystarczy przytoczyć choćby FC Sevilla, Olimpique Marsylia, czy AJ Auxerre. Kapitan odrzucał jednak kolejne propozycje wierząc, że jego dom jest w Krakowie i że to właśnie tu wysłucha hymnu Ligi Mistrzów. Było to jedno z największych marzeń wiślackiego defensora. Niestety, aby je spełnić, musiał wyemigrować do Turcji. Odchodząc miał na swoim koncie 299 spotkań w lidze, więc do kolejnego jubileuszu zabrakło niewiele.
Głowa zrealizował swój cel, a jego nowy klub zaprezentował się w europejskich pucharach całkiem nieźle, rywalizując jak równy z równym między innymi z Interem Mediolan czy CSKA Moskwa.
Co ciekawe, kapitan Białej Gwiazdy mógł nigdy nie rozegrać aż tylu spotkań w najwyższej klasie rozgrywkowej, bo już jako 18-latek wyjechał na testy do Borussii Dortmund.
21.10.2016 - 400
Utrzymywać się na szczycie w profesjonalnej piłce przez ponad 15 lat to naprawdę duża sztuka. A w dodatku nie sposób przewidzieć kiedy licznik kapitana się zatrzyma, bo ten udowadnia, że nadal jest niezwykle dobrym stoperem. W tabeli wszech czasów zajmuje 7. miejsce. Tuż za Januszem Jojko i swoim dawnym kolegą z zespołu - Markiem Zieńczukiem. Kto wie, być może gdyby nie kontuzje uzbierałby więcej gier niż pierwszy Łukasz Surma (536).
Czy po tylu występach czuje się legendą Wisły? Nie - Arkadiusz Głowacki cieszy się jedynie, że może być częścią historii klubu. A my cieszymy się, że przez tyle lat mogliśmy podziwiać go na żywo przy Reymonta i wierzymy, że jeszcze przeżyje z Białą Gwiazdą kilka wielkich jubileuszów.
Michał Hardek
Biuro Prasowe Wisły Kraków SA






















